Opinie klientów

Witam Panie Tomaszu,

Dziękuję bardzo za organizację wyjazdu. Było super.

W załączeniu nasze połowy i ekipa. Czarniak 18kg i Dorsz 14kg.

Pozdrawiam
Marcin

2019.06.25

Dzień dobry panie Maćku,

wróciliśmy z Vindealven! Było super.

Super domek. Super wioska – klimacik jak z „Przystanku Alaska”! Super przyroda: łosiów, bielików, renów, widzieliśmy sporo. Nawet głuszce!

Miejsce cudowne. Piękne, nie zabudowane góry otaczające rzekę. Zarówno Vindealven jak i Tjulan są piękne. Zwłaszcza powyżej zbiornika.

Niestety trafiliśmy wysoką wodę. Na odcinku muchowym poniżej Gautstrask, jeszcze od biedy dało się trochę wejść do wody i porzucać ciut muchą. Ale na Kraddsele już nie! Po godzinie walki z głęboką i rwąca wodą się poddaliśmy. Na szczęście jesteśmy bardziej spinningowi niż muchowi i walczyliśmy spinningami, oczywiście na innych odcinkach.

I zwłaszcza na górnej Vindelalven, połowiliśmy trochę pstrągów pomiędzy 40 a 50 cm. Średnio po dwa na głowę, na dzień. Piękne i bardzo silne. Brały na głęboko chodzące woblery, najlepiej czarne około 7 cm. Jeszcze lepiej na ciemne koguty 5-7 g, też około 7 cm. A najlepiej na ripperki po 6-8 cm ciemno - zielone. Niestety do wielu miejsc, też się nie dało dojść ani dorzucić. Pstrągi były „poinstalowane” w dziurach po 2-3 m z wolno płynącą lub wręcz stojąca wodą.

Na spinning i na te same przynęty ale w żywszym prądzie połowiliśmy teź lipienie 40 -55 cm. Co ciekawe na muchę brały mniejsze, do 40 cm.

Warunkiem koniecznym dla występowania obu gatunków było piaszczyste lub żwirowate dno. Tam gdzie dno było tylko z dużych głazów lub płyt kamiennych nie było ryb wcale.

Vindelalven poniżej zbiornika Gautstrask, ze względu na stan wody dała tylko kilka miejsc gdzie można było łowić i kilka ryb. Temperatury bardzo przyjemne: w dzień jak było słońce do 22 st. po 21.00 i w „nocy” od 1 do 8 st. C. Jak było pochmurno, to dzień i noc niemal równo, około 10-14 st.

Ryby brały zgodnie z instrukcja, najlepiej około 21.00 do 1.00 w nocy. W dzień jak były chmury, to jeszcze jakoś (dwa ostatnie dni były chmury i deszcz ) a w słońcu to już czysty przypadek. Ciekawe czy były po prostu w słońcu nie aktywne, czy po prostu odpływały gdzieś dalej w rzekę i wracały na żer wieczorem?

W ogóle nie zbierały z powierzchni.

Droga piękna, zwłaszcza ostatnie 300v- 400 km. Ale mecząca jako całość.

Myślę że organizując tam wyjazdy powinniście ostrzegać klientów, że na początku sezonu można spotkać się z wysoką wodą. Niby to oczywiste, ale przesuniecie klimatu jest tak duże że nie zdawaliśmy sobie sprawy, że połowa czerwca to tam jeszcze wiosna.

Gdybyśmy jechali tam jeszcze raz, czego nie wykluczamy, to chyba w późniejszym terminie.

Pozdrawiamy,
Darek Krzyżaniak z ekipą (Grzegorz, Maciej i Adam)

2019.06.25

Maciej,

Dorotea za nami i muszę przyznać, że tak silnych szczupaków jak tam jeszcze w swoim życiu nie spotkałem.

Na dwie łódki (w tym jeden ponton) siadło ponad 200 szczupaków - najwięcej w rozmiarach 50 – 80 cm, jak również parę metrówek i piękne okonie, takie do 50 cm.

I tutaj największa niespodzianka - jednego dnia miałem metrówkę i zostały wykonane zdjęcia, a dokładnie już następnego dnia ta sama ryba zameldowała się na haku u kolegi. Analiza porównawcza zdjęć ryby z obu dni nie pozostawia wątpliwości. Liczy się jako jedna czy dwie ryby 😊 ?

Przeżyliśmy w tak krótkim czasie wszystkie możliwe stany pogodowe więc był i deszcz i słońce i wichury i wszystkie kombinacje tych stanów. Jak słońce z nieba i lustro to na wodzie nic. Trochę chmur na niebie i wiatr kształtujący falę to zaczynała się prawdziwa zabawa.

Ogólnie bardzo fajnie tylko... strasznie daleko.

Pozdrawiam,
Janusz Łysoń

2019.06.25

Witam.

Już jestem w kraju. Dziękuję za Juttern.

Jezioro bardzo obiecujące, z pewnością skorzystam jeszcze z możliwości połowienia w jego wodach. Mimo, że tegoroczny wyjazd nie dał żadnego dużego sandacza. Sztuki 50+, dało się łowić co jakiś czas, natomiast 50- brały dość regularnie. Do tego szczupaki.

Pozdrawiam
Andrzej Pióro

2019.06.25

Dzień Dobry Panie Tomku,

Wyjazd bardzo udany, padło 6 dorszy w przedziale 10-15 kg, sporo w przedziale 5-10kg, trochę czarniaków 4-6 kg i jeden 13 kg. Do tego 4 halibuty między 5 i 9 kg i pojedyncze inne gatunki.

Po duże ryby (oprócz halibutów) trzeba było wypływać ok 25 km w otwarte morze, ale pogoda na szczęście dopisała.

Rozważamy powrót na Vegę za jakiś czas, ale domek który mieliśmy zdecydowanie za ciasny na 8 osób, słabo też wyposażony.

Podobno są tam 3 dużo większe domki (w tym 2 u tego samego gospodarza).

Pozdrawiam
Arkadiusz

2019.06.25

Panie Tomku

Dziękuję za zorganizowanie wyjazdu na szkiery Gryt.

Miejsce świetne, domek, łodzie super.Jednak tym razem ryby zawiodły. Powiedzieć że słabo brały to nic nie powiedzieć. Pod koniec ostatniego dnia wymęczyliśmy kilka rybek.

Mimo to wyjazd zaliczamy do udanych.

Pozdrawiam
Wojciech Pawelec

2019.06.18

Panie Tomaszu,

Wróciliśmy w komplecie cali i zdrowi. Spędziliśmy fajny tydzień nad malowniczym jeziorem.

Chciałbym tym samym bardzo Panu podziękować za pomoc i zaangażowanie w organizacji wycieczki.

Miejsce jest przepiękne, położenie jeziora, krajobraz naprawdę wspaniały. Sam dojazd od głównej drogi już zachwyca.

Woda była bardzo trudna, można powiedzieć martwa. Tam życie jeszcze się nie wybudziło. Pierwsze oznaki zaczęły pojawiać się podczas naszego pobytu. Nie trafiliśmy też z pogodą, tak naprawdę nie było dwóch takich samych dni. Rano padało, potem słońce, albo odwrotnie. Mocny silny wiatr, który jak się rozpędził dawał się we znaki. Temperatura wody rosła z każdym dniem co pozwalało sądzić że końcówka pobytu będzie zdecydowanie lepsza. Niestety w środę przyszło ochłodzenie i nad ranem temperatura powietrza wynosiła 4 stopnie tym samym woda lekko się oziębiła.

Pierwszego dnia trafiliśmy na zgrupowanie pstrąga tęczowego, wspaniała emocjonująca zabawa - największy 51 cm . W kolejnych dniach pstrąg się wyciszył i trafiały się pojedyncze sztuki.

W całym pobycie złowiliśmy około 150 sztuk szczupaka (3 łodzie) z czego około 30-35% powyżej 50 cm. Dwa powyżej 70 cm ( 75 i 76 ) i kilka powyżej 60.

Sandacz trafił się jeden i to na obrotówkę, nie można go było namierzyć a zapisy na echosondzie wskazywały na głębokich spadach że ryby nie ma.

Dodatkowo w przyłowie kilka okoni, ale również nie widać było żadnego żerowania tej ryby.

Jeszcze raz bardzo dziękuję, mimo trudnych warunków pogodowo jeziorowych, wędkarsko pobyt udany i ekipa bardzo zadowolona.

Gospodarz i domek bardzo przyjazny i pomocny.

Z całego pobytu montuję film na YT, również z podsumowaniem samej Finlandii pewnie na koniec. Bo trzeba zwrócić uwagę ,że Finowie mają bardzo terytorialne podejście do wody przy ich pomostach.

To był udany wyjazd, dziękuję za pomoc jeśli miałby Pan jakieś pytania czy uwagi służę pomocą.

Pozdrawiam,
Marcin Gierszewski

2019.06.04

Dzień dobry,

Było nam niezmiernie miło poznać całą ekipę wyprawy, w tym Mariusza Getkę. Z rozrzewnieniem wspominamy pobyt na Suli, jako przygodę życia!

Mamy nadzieję, że i my Szczeciniaki daliśmy się poznać od tej dobrej strony 😊!

Życzylibyśmy sobie, aby tego typu wyjazdy stały się dla nas cykliczne.

Z całą pewnością planujemy, aby najbliższy sezon 2020 należał również do nas, dlatego niniejszym chcielibyśmy złożyć wstępną rezerwację z preferowanym terminem "na po świętach", ilość osób – 3.

Łączę pozdrowienia,
Wojtek Grotomirski

2019.05.06

Panie Maćku,

kolejny udany wyjazd na Sulę. Wszystko zagrało - organizacyjnie, pogodowo i wędkarsko. Już nie mogę doczekać się wyjazdu za rok w kwietniu, proszę zarezerwować dla mnie miejsce 😊. Zostało jeszcze do złowienia parę gatunków. W tym roku same złowione rdzawce starczyłyby, żeby uznać wyjazd za udany.

Pozdrawiam,
Piotr Kupcewicz

2019.04.19

Moja relacja z pierwszego tygodnia będzie nie miarodajna. Przyjechaliśmy na miejsce w sobotę z rocznym wnuczkiem (ostatni tydzień sierpnia). Nie było szans aby wypłynąć, udało mi się sklarować sprzęt i rozłożyć ukochany domek małego, jaki mu na szczęście zabrałem.

W niedzielę od świtu oberwanie chmury. Deszcz przestał lać około 22.00. Syn z żoną wykorzystali moment i pojechali na cały następny dzień do Sztokholmu.

Jak zobaczyłem ich to zdjęcia zbaraniałem. Krótkie rękawki i słoneczko. U nas psa z domu byś nie wygonił. W poniedziałek rano poleciałem wybierać z łódki wodę, prawie zatonęła. Na brzegu znalazłem kilkanaście prawdziwków i czerwoniaków. No i się zaczęło. Moja żona zapalona grzybiara a w tych okolicach nigdy nie trafiliśmy na taki wysyp, wyciągała mnie ciągle do lasu i moje ukochane okonie zaniedbywałem. Szczupak mnie w ogóle nie interesował aczkolwiek na kijku do 7 g z metrówką parę minut wojowałem. W sumie łapiąc przez 5 dni (po 4-5 godzin) złapałem około 60 szt okoni między 25-38 cm. Niestety 38 cm był największy. Okonie łowiłem praktycznie w jednym miejscu gdzie w poprzednich latach złowiłem kilka okoni pow. 45 cm.

Syn odjechał w sobotę i na pierwszy tydzień września dojechała moja ekipa, którą znasz. No i od niedzieli zaczęliśmy zawody jak co roku.

Pogoda była fatalna - 3 dni lało, nastąpiło ochłodzenie, spadek ciśnienia. Warunki w porównaniu z poprzednim tygodniem zmieniły się diametralnie. Np. w poniedziałek 4 września nikt nie wypłynął. Ale do rzeczy. Złowiliśmy w 8 wędkarzy 121 szczupaków największy - 90 cm, 166 okoni z tego 120 szt. złowiło dwóch wędkarzy, największy 38 cm. Sandaczy było 9 złowionych w ostatnie dwa dni 7-8 września, największy 80 cm. Temperatura wody spadła w ciągu tygodnia o 5 stopni. Reasumując złapaliśmy w 8 osób 296 wymiarowych ryb.

Bywało lepiej ale bywało i gorzej. Przede wszystkim nie było (poza jednym sandaczem) dużych ryb, metrowych szczupaków, okoni 40- staków.

To tyle.

Pozdrawiam,
Jacek Wesołowski

2019.03.08

Witam Panie Maćku,

kilka dni temu wróciłem z mojej pierwszej wyprawy grupowej do Ronneby w Szwecji. Chciałbym się podzielić moimi wrażeniami. Miejsce było bardzo urokliwe, okolice przepiękne, a co dla nas wędkarzy najważniejsze to niezliczone hektary wody z potencjałem. Bardzo fajne domki, a co mnie zaskoczyło to niezwykle wysoki poziom wyposażenia - od mikrofali do zmywarki. Do dyspozycji były bardzo dobre łodzie z mocnymi silnikami. Jeżeli chodzi o ryby to były i to nawet w zadowalającej ilości, chociaż liczyłem na więcej. Ale to jest wędkarstwo, a nie sklep rybny. Na aktywność ryb ma wpływ wiele warunków, a my mieliśmy pecha że w pierwszych trzech dniach woda po prostu „zwariowała”. Jednego dnia weszła słona woda z Bałtyku i znacznie podniosło się jej zasolenie i poziom, drugiego dnia nieprawdopodobnie dmuchało. Z kolei trzeciego dnia poziom wody spadł nagle o metr. Wszyscy co łowią, wiedzą że to są złe warunki dla wędkowania, ale mimo to "zostało połowione". Wspaniała atmosfera dopełniała pobyt. No i tu najważniejsze - osoba opiekuna/przewodnika. Byliśmy grupą pod opieką wytrawnego znawcy wędkarstwa, a prywatnie wspaniałego kompana. Pan Kamil Walicki, bo o nim mówię, sprawił że wyprawa nie dość że była wędkarsko ciekawa to bardzo udana towarzysko. Dziękuję Kamil.

Mój pierwszy wyjazd grupowy do Ronneby był dla mnie na tyle atrakcyjny, że już zgłosiłem akces uczestnictwa w kolejnym grupowym wyjeździe. Pozdrawiam Eventur i do zobaczenia w maju 2019.

Jerzy Szkabar

2019.03.07

Panie Macieju,
dziękuję za organizację wyprawy.

Wyjazd był "rodzinny", ale łowiłem tylko ja.
Trochę szkoda, bo nie miał mi kto zrobić zdjęć z rybami.
Było - fantastycznie!
Co prawda, miałem na początku trochę problemów (łowię bez echosondy, bo uważam, że to jest trochę przerost techniki nad przeżyciami), ale "nosa" też mam.
Padło (wszystkie wróciły do wody) kilkadziesiąt szczupaków w przedziale od 50 (najmniejszy) do 91 cm (największy). Co prawda "metrówki" nie zaliczyłem, ale … w przyszłym roku, kto wie?
Ryby „trochę” inne od naszych. Tłuste, grube, bardziej silne. Idealne.
Najlepsze przynęty: Ripper, kopyto, itp., miękka guma do 10-12 cm. Na większe (a sprawdzałem), brań nie było.
Polecam wszystkim taki urlop. Pierwszy raz w życiu miałem kontakt z oryginalną sauną fińską. Rewelacja!

Pozdrawiam,
Jacek Skok

2018.10.02

Cześć Maciej,

nie było okazji żeby Ci podziękować za Madagaskar dlatego chciałbym zrobić to teraz w kilku zdaniach. Gdy emocje już opadły i wróciłem do rzeczywistości, nie tylko fizycznie (obolałe mięśnie, odbita kość ogonowa, złuszczona skóra po opaleniźnie itp.), ale również psychicznie (choć mam wątpliwości) to stwierdzam, że niewątpliwie była to moja najlepsza wyprawa wędkarska w życiu. Do tej pory żadna z nich nie wyzwoliła tylu emocji, skrajnych, ale przede wszystkim tych pozytywnych.

Morski popping to dla mnie nowość i sporo nauki jeszcze przede mną. Miałem wielkie szczęście, że mogłem wędkować wspólnie z Tobą, Adrianem no i naszym francuskim kapitanem. Atmosfera na łodzi była super, a to przy ekstremalnych warunkach pogodowych miało bardzo duże znaczenie. Dziękuję Ci Macieju za to, że dopingowałeś mnie podczas wędkowania i pomagałeś w chwilach zwątpienia. Za to, że użyczyłeś mi Swoich przynęt i udzielałeś nieustannego instruktażu. Podczas holu kolejnego GT, gdy mój kręgosłup już się umawiał na wizytę u ortopedy, Twój okrzyk "Z KRZYŻA GO"!!! wyzwalał we mnie dodatkowe siły, które pozwalały zakończyć hol sukcesem. Początki były trudne. Najpierw epidemia dżumy, która omal nie zniweczyła naszych planów. Później ekstremalnie trudne warunki pogodowe, które ograniczyły nasze wędkarskie możliwości do minimum. Były też wspaniałe chwile, które przejdą do historii i pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Wiem jedno. Wyprawa na Madagaskar wiele zmieniła w moim życiu. Dołączyłem do zacnego grona ludzi pozytywnie zakręconych, którzy przemierzają świat nie tylko za wielkimi rybami ale przede wszystkim w poszukiwaniu pozytywnych emocji i kolekcjonowaniu wspaniałych chwil. Mam nadzieję, że będzie mi dane móc podróżować i wędkować wspólnie z Tobą i naszymi wspólnymi kumplami. Jeszcze raz wielkie dzięki. Wiem jedno - okrzyk Nikola "ATTACK", chciałbym usłyszeć podczas ostatniego namaszczenia.

Życzę Tobie i Twoim bliskim zdrowych, radosnych i spokojnych świąt. Pozdrawiam i do zobaczenia (mam nadzieję) wkrótce. Marcin Mamys

2018.01.09

Witam

Do Skandynawii jeżdżę od kilku lat. Mogę powiedzieć wraz ze zdobywanym doświadczeniem zmieniają się moje wymagania co do wyboru miejsca na wędkarski urlop. Szukam łowisk odludnych, aby rozkoszować się ciszą i spokojem oraz bezpośrednim obcowaniem z dziką przyrodą. Mniej skupiam się nad zakwaterowaniu i wypasionym sprzęcie (łodzie, silniki…). Zależy mi na wielogodzinnym łowieniu ryb w dzikich okolicznościach przyrody dlatego wybieram daleką północ Skandynawii lub jej środkową część. Ten wybór prawie zawsze gwarantuje mi dobre wyniki ilościowe (choć nie zawsze łowię rekordowe sztuki). W tym roku również postawiłem na odludne tereny Regionu Jamtland w środkowej Szwecji. Na wiosnę miałem skromniejsze rezultaty, natomiast jesień była już lepsza. W sezonie 2017 dominowały okonie… naprawdę duże, bo do 49 cm. Szczupaki traktowaliśmy jako przyłów. Sezon oceniam jako udany i na pewno za rok będę jechał na kolejne wyprawy.

Pozdrawiam cały Zespół Eventur Fishing.
Tomasz Lasoń

2017.12.20

Panie Tomku,
Wróciliśmy dzisiaj z jak zwykle perfekcyjnie przez Pana zorganizowanego wyjazdu na Storsjon i od razu chciałem serdecznie podziękować, że polecił mi Pan to właśnie miejsce. Jak zwykle się na Panu nie zawiodłem - powiem więcej tym razem zakochałem się zupełnie w tym jeziorze. Można powiedzieć, że przepadłem :-)

Niestety ryby nie dopisały. Mimo, że woda miała już temperaturę około 10 stopni i pogoda była więcej niż przyzwoita to współpracowały rzadko i niemrawo. Łapanie polegało na ciągłych poszukiwaniach i tak na prawdę w ciągu całego tygodnia żerowały tylko od około 10 do 10:30 i potem od 16:30 do 17:00. Ryby stały bardzo głęboko co widać było na sonarach a my nie chcieliśmy ich wyciągać z 20 metrów, bo to pewnie skończyło by się dla nich nie za dobrze. Wyniki były kilkukrotnie gorsze (jeśli o ilość chodzi) niż na szkierach ale ja i tak jestem zachwycony potencjałem tego jeziora i głęboko wierzę, że można się tam do syta nałowić.

Najlepsze wyniki to szczupak 108 cm, sandacz 81 i okoń 44 cm. Było kilka szczupaków w rejonach 80-90 i większość sandaczy 50-60 cm. W sumie w 8 osób złowiliśmy około 60 sandaczy z czego około 40 było "godnych uwagi". Jak na tydzień jest wynik gorzej niż marny :) Nie chwaląc się - sam złowiłem pewnie ze 40 z tych 60.

W ostatni dzień przed wyjazdem Storsjon chyba zauważyło, że się zakochałem i pokazało na co je stać. W ciągu godziny złapaliśmy z kolegą z łódki kilkanaście okoni i żaden nie miał mniej niż 41 cm !!! Absolutnie fenomenalna godzina łapania.

Panie Tomku dziękuję jeszcze raz. W drodze powrotnej już planowaliśmy wyjazd na przyszły rok. Ale gdzie, jak i kiedy to jeszcze nie wiemy. Teraz chyba jednak zdecydujemy się na wyjazd wiosenny, żeby móc więcej czasu na wodzie spędzać.

Pozdrawiam i dziekuję za podpowiedzi przed wyjazdem
Krzysztof Kaczmarek

Witam Panie Macieju,
w krótkich, żołnierskich słowach chcę podziękować za organizację naszego wyjazdu do Irlandii, były ryby, była świetna atmosfera i była jak zwykle super organizacja i tylko szkoda że to już było, dzięki. Do następnego razu.

Robert Idzikowski

Witam Panie Tomku,
Jeszcze raz chciałbym serdecznie podziękować za zdecydowanie najlepszy urlop rodzinno wędkarski w naszym życiu!

Pogoda genialna, domek i jego wyposażenie genialny, łódź wspaniała, właściciel świetny, no i ryb po prostu mnóstwo i zawsze tak jak chcieliśmy zarówno z pomostu piękny białoryb jak i z łodzi nie pływając daleko piękne ryby można łowić.

Wyniki: 61 szczupaków w tym zdecydowana większość 55-65, 4 x 70ki, 5 x 80ek, 1 x 107 cm 7kg (mój rekord życiowy i pierwsza metrówka). Widziałem też na własne oczy przez lornetkę jak jacyś miejscowi wyciągnęli zaraz koło domku dobrze ponad metrowego szczupaka bo mieli problem żeby go wtargać na łódź i mega się cieszyli po tym zdarzeniu :), piękne leszcze z pomostu (ponad 30 złocistych sztuk, małych srebrnych do kg nawet nie liczyłem) - największy 55 cm, a tego samego dnia rozgiął mi haczyk znacznie większy - już prawie go miałem w podbieraku - niestety zachciało mu się jeszcze raz zrobić zwrot przez ogon i poszedł a był naprawdę mega solidny (oceniam około 70cm), pieknę wzdręgi takie około 30 cm, w sumie 6 malutkich sandaczyków jako przylów do okoni (największy mojego syna miał 50cm - na echo pokazywały się potwory przy dnie więc pewnie duże sandały ale nie chciały współpracować), no i okonie w większości powyżej 30 cm (do takich ławic nie byłem nigdy przyzwyczajony - rzut, branie, rzut, branie - coś niesamowitego, nie udało mi się dobrać do tych 40+, ale to tak jak powiedział mi miejscowy - żywa przynęta najlepsza - w przyszłym roku spróbuję bardziej pożywcować. Generalnie okoni na łodzi podczas tego wyjazdu złapaliśmy grubo ponad 500 sztuk ! - ilości dla mnie wcześniej nie wyobrażalne - największy 37 cm, najmniejszy ... 22 cm :)

W załączniku przesyłam kilka fotek z tego roku, w razie potrzeby śmiało może Pan je wykorzystać do celów biura Eventur. Serdeczne dzięki za wszystko.

Pozdrawiam
Marcin Krzywicki

Witam serdecznie,
chcielibyśmy podziękować za organizację wyjazdu na ryby na wyspę Blomsoya. Super warunki, świetna organizcja oraz bardzo urokliwe miejsce.

Dziękujemy i pozdrawiamy,
Koszowski Zbigniew,
Koszowski Marcin,
Kameduła Jakub.

Witam Panie Tomaszu,
tradycyjnie chciałbym w kilku zdaniach podsumować nasz wyjazd na Lofoty. W kwestiach organizacyjnych, jak zwykle wszystko na wysokim poziomie, zgodnie z ustaleniami i bez niespodzianek. Ośrodek spełnił nasze oczekiwania i zapewnił wszystko, czego potrzebowaliśmy, aby w komfortowych warunkach wypocząć oraz poświęcić się celowi naszej wyprawy, czyli wędkarstwu. Na plus należy zaliczyć z pewnością duże i bezpieczne łodzie, choć zdaniem malkontentów przydałyby się na nich dodatkowe uchwyty na wędki. W kwestii miejsca naszego pobytu możemy potwierdzić, że Lofoty, zgodnie z powszechnie panującą opinią są miejscem wyjątkowym, bardzo urokliwym i krajobrazowo wspaniałym, a już sam widok z okien czy tarasu zapiera dech w piersiach i wprawia w dobry nastrój. Żałujemy, że pobyt był stosunkowo krótki i nie starczyło nam czasu na zwiedzenie całego archipelagu, zresztą także korzystna pogoda sprawiła, że poświęciliśmy się od początku do końca wyjazdu obławianiem tutejszych wód. Wyniki wędkarskie określiłbym jednak jedynie jako przyzwoite. Obłowiliśmy wszystkie możliwe dobrze rokujące miejsca i praktycznie wszędzie występował ten sam scenariusz, czyli pojedyncze dobre brania i mocno rozproszone ryby. Brakowało miejsc, gdzie jednocześnie gięłyby się wszystkie wędki. Owszem, bez problemu udawało nam się namierzyć spore nawet ławice czarniaków, echosondy nieprzerwanie informowały o rybach, ale na kotwicach meldowały się jedynie pojedyncze duże dorsze i to niezależnie od rodzaju zastosowanej przynęty (pilkery, przynęty gumowe czy naturalne). Podobne opinie słyszeliśmy od innych spotkanych wędkarzy, nawet tych, którzy odwiedzali to miejsce nie po raz pierwszy. Naturalnie udało się złowić także kilka ryb okazowych, w tym dorszy o masie ponad 10 kilogramów, z największym ponad 17 kilogramowym czy halibuta około 9 kg, ale pewien niedosyt pozostał, patrząc przez pryzmat poprzednich wypraw.

Reasumując, wszyscy wrócili zadowoleni, choć najbardziej doświadczeni wędkarze marzenia o poprawie swoich życiowych rekordów musieli przełożyć na przyszły rok.

Pozdrawiam
Krzysztof Lipkowski

Witam serdecznie.
Pragnę podziękować całemu zespołowi Eventur Fishing, za 10 letnią współpracę.

Nigdy nie było problemów z organizacją oraz pobytem w tym socjalem, w różnych oferowanych przez Wasze biuro miejscach. Wszyscy specjaliści ds turystyki, a w szczególności Pani Ola i Pan Tomasz są bardzo uprzejmi, elastyczni i bardzo pozytywnie nastawieni do marudzącego klienta - piszę o sobie. Ostatni wyjazd (szkiery św. Anny), był wyjątkowo udany, doposażony domek "WAYDE 1", wspaniałe łodzie z zamontowanymi sondami i silnikami sprawiły, że wyniki połowów były wyjątkowe. Prócz sporej ilości złapanych szczupaków tzw. średniaków (60-80 cm), padło parę 95,97 i 3 "metrówki" 100 cm, 104 cm i moja "ZYCIÓWKA" 110 cm - 10 kg wagi (foto w załączniku), złapana w samo południe, na kopyto "kanibal" 12 cm, z główką 5 gr.

Jeszcze raz DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM Z CAŁEGO SERCA.

Z pozdrowieniami wędkarskimi,
Janek LIS.

Dzień dobry
Właśnie wróciliśmy z Donny.

Bardzo dziękuje za pomoc oraz organizację naszego wyjazdu. Miejsce cudowne, okolice bardzo łowne. Właśnie o to nam chodziło. Mam nadzieje iż czas pozwoli i w przyszłym roku zorganizować wyjazd.

Pozdrawiam
Zbigniew Florczyk i reszta ekipy.

Dzień dobry,
Panie Tomaszu, chcieliśmy podziękować za zorganizowanie udanej wyprawy do Kenii, oboje z Mężem jesteśmy zadowoleni i zachwyceni Afryką, począwszy od safari poprzez pobyt w Malindi na wędkowaniu skończywszy. Hotel, opieka Tine i Ronalda, Kamil jako nasz rezydent- wszystko bez zarzutu. Kamil to niezwykle sympatyczny, cierpliwy i profesjonalny opiekun grupy, Tine i Ronald dbali, żeby zapewnić nam się nie nudziło podczas gdy Panowie wędkowali, obsługa Scorpio Villas również. Myślę, że to pierwszy, ale nie ostatni nasz wyjazd do Afryki. Zwłaszcza, że Marcin nie miał szczęścia złapać marlina czy żaglicy i z pewnością będzie nadal próbował.

Pozdrawiamy,
Ania i Marcin Mamys

Witam!
W imieniu mojego zespołu wędkarzy pragnę podziękować Państwu za dotychczasowe, wspaniałe , kilkuletnie działania organizacyjno - logistyczne związane z naszymi imprezami ( naszą b. dobrą ocenę zawarliśmy w ankiecie). Wśród biur z których korzystaliśmy na przestrzeni wielu lat naszych wypraw wędkarskich Wasze biuro oceniamy najwyżej – wspaniała obsługa , miły kontakt z personelem (szczególnie z Panią Olą). Postanowiliśmy korzystać z waszych usług w latach następnych. Bardzo prosimy o oferty na następny rok - najchętniej: maj i wyspa Leka.

Pozdrawiam,
Kazimierz Wesołek

Drodzy Przyjaciele z Zespołu Eventur Fishing,
Mija tydzień od powrotu naszej ekipy z wyprawy wędkarskiej nad jezioro Hovern w Szwecji. To już nasza druga wyprawa w to miejsce. O ile ubiegłoroczna należała także do udanych to ta była wędkarsko wyśmienita :) W sześć osób złowiliśmy 240 szczupaków, przy czym mówimy tutaj jedynie o rybach wyjętych z wody i zmierzonych. Ryb zapiętych , holowanych, a z różnych powodów nie podbieranych było z pewnością grubo ponad 300 szt. Największy szczupak miał równo 100 cm. Była też 90-tka i kilka 80-tek. Krótko mówiąc wędkarski raj. Wynik o tyle cudowny, że łowiliśmy raczej rekreacyjnie. Kilka godzin do południa i 2-3 godziny wieczorem. Pogoda też nie rozpieszczała,a mimo to rezultat najlepszy od 8 lat tzn. od czasu kiedy korzystamy z oferty Państwa biura. Aż strach pomyśleć :) jakim wynikiem skończyłyby się nasze wędkarskie zmagania gdyby pogoda była ciut lepsza, a nasze łowy trwały o kilka godzin dziennie dłużej. Pewnie 400-500 szczupaków to nie byłby duży wyczyn. Ośrodek jest idealny, łodzie fantastyczne, gospodarz godny zaufania. Państwa obsługa tradycyjnie na wysokim poziomie, za co serdecznie dziękujemy :). Już zaczynamy marzyć o kolejnej wyprawie w przyszłym roku, chociaż jeśli finanse i obowiązki zawodowe pozwolą może i jakieś wrześniowe last minute jeszcze w tym roku może się zdarzyć :) Kto to wie...?

Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie !
Tomasz Nawrocki z ekipą.

Panie Tomku wróciliśmy z Voxnan…
Było super!
Gospodarz, Rolf w porządku. Domek super komfortowy. Łodzie blisko. Woda w tym najlepsze łowisko 100 m od domku. Lepiej być nie może! Na minus droga. Z Karlskrony to jednak 750 km a to z przerwą na jedzenie 10 h. Na przyszłość gdybyśmy mieli jechać tak daleko to chyba prom do Nynashamm. Łowienie jednak inne niż na szkierach. Na szkierach wiosna to podwodne łąki od 0,5 do 2 m. Albo trzciny. Ale trzciny na szkierach lub jeziorach to woda od 1 m do 2 m. A tu trzciny były na 20-30 cm. A w nich tylko trochę narybku. Siedziały tam szczupaki i owszem ale 35-45 cm. Tylko z rzadka na trochę głębszej wodzie brały większe. Na szczęście mieliśmy echosondy i znaleźliśmy białoryb, leszcze na 5-7 m. Duże szczupaki, rzadko ale jednak były obok tych ławic białej ryby. Jak jesienią.
Przez pierwsze dni byliśmy nawet zmartwieni, że do końca będziemy łowić po 20-30 na głowę ale maluchów. Udało się jednak wodę rozpracować. Dziwne jest tylko to że brakuje szczupaka średniego. Albo są do 50 cm albo od razu 75-95 cm. 60 cm trudno znaleźć.
Niemniej złowiliśmy w sumie około 300 szczupaków i dało by się więcej ale celowo przestaliśmy czesać trzciny, żeby tych maluchów nie kłuć. Do tego z 10 „osiemdziesiątek”, 4 około 95 cm i 3 razy po równy metr! Z tym że dwa takie chudawe i jednego grubasa (tego z zdjęcia). Dobraliśmy się też do sandaczy a raczej do „sandaczyków”. Takich po 40-45 cm maksimum. Z opadu na głębokiej wodzie.
Pogoda: codziennie słońce, deszcz, wiatr i flauta. Mix i raczej zimno. Woda 12 st.
To jeden z naszych najlepszych wyjazdów. Domek przerósł wszelkie oczekiwania!

Bardzo dziękujemy i pozdrawiamy,
Piotr, Grzesiek, Witek, Maciek, Sebestian i Darek

Witam Panie Tomku,
Dziękujemy za udaną wyprawę.
Dom i łódki bardzo dobre - w domku myślę że spokojnie nawet 8 osób by weszło. Co do ryb: na mniejszym jeziorze szczupaki brały tylko maluchy - takie do 70cm. Na Vindommen trafiło sie kilka w okolicy 90 cm, swiężo po trale były bo jeden 95cm ważył ledwo 3kg (jeszcze takiego patyka nie widzeliśmy) i o dziwo o tej porze roku złapaliśmy tez kilka sandaczy (na płytkiej wodzie pod trzcinami) z tego największy 80cm.
Także ogólnie całkiem dobrze. Pogoda się rewelacyjna trafiła: bite słońce i 20stopni, może na ryby nawet za gorąco i za spokojnie ale nie ma co narzekać.
Pewnie jeszcze kiedyś się tam wybierzemy - może jesienią tym razem.

Pozdrawiam,
Paweł

Witam Państwa,
Po pierwsze chcę podziękować za organizacje wyprawy na Wyspę Senoren. Super sprawa! Pod względem zakwaterowania wszystko jak najbardziej ok. Łodzie którymi pływaliśmy - super, no i oczywiście ryby. Jest ich tam mnóstwo co bardzo nas ucieszyło. Szczupaków złowiliśmy ponad 100 w tym naprawdę fajne sztuki. Pobiłem przy okazji swój rekord, który teraz wynosi 102 cm, 90-tek miałem 4. Reszta to ryby w przedziale 50 - 80 cm. Ryby naprawdę fajnie brały. Szwagier też ładnie połapał. Jego największa to 98 cm (poprzedni jego rekord to chyba 70 cm :). Wszystkie ryby złowiliśmy w płytkich zatokach do 2 m głębokości. Piękna i czysta woda, pogoda również dopisała - czego chcieć więcej... Niestety czas szybko zleciał i trzeba było wracać, ale w głowach już planujemy następny wyjazd :)

Dziękuje i pozdrawiam,
Adrian Izdebski, 01.06.2015

Witam,
Wyprawa do Hakonset bardzo udana, norweski gospodarz miły i pomocny, okolice bardzo ładne, domek super. Niestety trafiliśmy na piękną słoneczną pogodę praktycznie bez wiatru co odbiło się na wynikach wędkarskich (może to dobrze bo obyło się bez rzezi ryb). Piotrek Herman robił wszystko aby namierzyć ryby chętne do współpracy co też u niektórych zaowocowało ładnymi okazami. U mnie raczej bez spektakularnych sztuk, poszczęściło się innym, ale i tak jestem bardzo zadowolony. Na pewno skorzystam jeszcze z Państwa usług. Organizacja bez zastrzeżeń.

Pozdrawiam,
Sławek Meissner

Witam,
chcę podziękować za organizację naszego wyjazdu do Irlandii, wszystko było dograne w 100%, może poza pogodą ale na to akurat nikt nie ma wpływu :-)

Pozdrawiam,
Robert Idzikowski

Panie Tomku, Pani Olu, Panie Piotrze,
W imieniu całej grupy białorusko–polskiej, która miała przyjemność przemierzać echosondą „bezkresne” tonie jeziora Runn, chciałabym serdecznie podziękować Państwu za organizację wyjazdu, na którym możliwe stało się:

  • stwierdzenie, że Szwecja leży na krańcu świata i jeszcze 19h promem dalej,
  • złowienia szczupaka oraz okonia (a już na pewno pocałowanie rybek w mordkę),
  • wyznaczenie różnic między trollingiem a spinningiem,
  • grzybobranie, którego Białoruś i Polska jeszcze nie widziały,
  • wymiana nowinek kulinarnych.
Pomimo, iż wyjazd z rybami w plecaku okazał się niemożliwy, każdy zabrał ze sobą ze Szwecji bagaż doświadczeń. Z pewnością, będziemy wspominać ten wyjazd, aż do następnego zarzucenia wędki w szwedzkich jeziorach (z Państwa firmą).

Pozdrawiam,
Katarzyna Kosiak

Szanowni Państwo,
w imieniu własnym oraz pozostałych uczestników wyprawy nad Hovern bardzo dziękuję za profesjonalne zorganizowanie naszego wędkarsko-rodzinnego pobytu w Szwecji. Jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z samego zakwaterowania jak i wędkarskich walorów tego miejsca. Jeszcze raz dziękuję Panom: Maćkowi i Tomkowi a także Pani Oli za sprawne zakupienie biletów na prom.

Pozdrawiam serdecznie,
Janusz Łomża

Witam,
Chciałem podziękować za dobrą organizację i logistykę naszego wyjazdu do Gryt. Wszystko było tak, jak być powinno a drobne niedogodności nie wpłynęły na pozytywny odbiór całego pobytu.
Wyjazd był świetną okazją do tego, aby po pierwsze sporo nauczyć się od lepszych (na pierwszym miejscu od p. Roberta Taszarka!), nawiązać ciekawe kontakty, połowić ryb w sposób nieporównywalny z tym, co jest możliwe na polskich łowiskach.
Nie mogę wykluczyć że w i przyszłym sezonie skorzystam z wyjazdu z Państwa oferty. Proszę o maila informującego o tym, że na stronie pojawił się kalendarz wyjazdów na 2015 rok.

Pozdrawiam,
Mirek

Dzień dobry!
Wyjazd do Slatbaken bardzo udany. Złowiliśmy w 3,5 osoby (jeden kolega łowił na pół gwizdka) około 140 szczupaków. Generalnie nie było malutkich. Mały oznaczał 60 cm i takich do 75 cm było najwięcej. Krępe, zdrowe i bardzo silne. Metr nie padł. Było kilka osiemdziesiątek. Największy 89 cm.

Trzeba było się jednak dużo napływać. Jednego dnia mieliśmy świetną miejscówkę, a drugiego dnia w tym miejscu bez brania. W okolicach samej zatoki woda mętna i pełna rybiego drobiazgu. Może to powodowało, że najedzone szczupaki brały bardzo delikatnie i zjadły mnóstwo riperowych ogonków. Zaskoczyły nas także głębokością występowania. Szukaliśmy trzcin z spadkami do 4-6 m, a tymczasem były przy trzcinach albo na blatach z roślinami, ale tak do 3 m. Znowu 0,5 metrowe płycizny też puste.

Ciekawe - godzinę płynięcia pełnym ogniem, 30 konnego silnika w stronę morza, mieliśmy łowisko bez rybiego drobiazgu, z krystalicznie czystą wodą, ale szczupaków jakby więcej. I tam brały na zasadzie: łup! Jestem!

Złowiliśmy też sporo okoni. Największe około 40-42 cm. Albo jako przyłów. Albo specjalnie na spadach, na głębokości do 7-8 m a najlepiej około 6. Albo na 3 metrowych blatach jak było widać uciekające ukleje. Wyskakiwaly z szumem nad wodę i wystarczyło w taki "kocioł" wrzucić cokolwiek, żeby okoń targnął wędą.

Pół dnia poświęciliśmy miejscówce przy promie, na sandacze. Dużo ale małych. Największe około 50 cm. Trudno się tam ustawić, bo dużo łódek, też ze Szwedami, od rana okupuje to łowisko. Brały na granicy spadku na 18 m i 7 metrowego blatu.

Łodzie super. Silniki 30 km super i w zupełności wystarczające. Jeden od początku miał problemy z gaśnięciem na wolnych obrotach, a później przytkał mu się odpływ wody chłodzącej. Trzeba było prosić Kariego o pomoc. Co prawda Kariemu za bardzo nie pasowało (gdzieś tego dnia wyjeżdżał) i mówił że na jego odpowiedzialność mamy płynąć, ale nam było żal silnika i niejako zmusiliśmy go do wizyty. Dostaliśmy nową łódkę. Echo? Super. Zawsze się dziwiłem po co komu taka rozbudowana, kolorowa echosonda z gps i mapami. W Polsce chyba po nic. Ale tam super. Lokalizacja, nawigacja we mgle, dziecinnie proste i dużo bezpieczniejsze. Nawigując na poprzednich wyprawach, po papierowej mapie, musiałem ciągle myśleć koło której wyspy lub brzegu jestem. Tu rzut oka ma echo i wszystko wiem.

Domek: trochę ciasnawy. Kolegom brakło tv (piłka ręczna ). A wszystkim suszarki do ubrań takiej jakie są np. u Petera na Syrsan. No ale wybraliśmy tańszą wersję zakwaterowania.

Ze względu na stosunkowo duży ruch ludzi i bliskość drogi, Kari odradzał pozostawienie sprzętu na noc na łodzi. Mimo, że z tejże do domku było z 20 m.

Ogólnie bardzo fajnie. Kari sympatyczny i na pewno doświadczony. Do tego oboje z żoną bardzo kulturalni i grzeczni.

Pozdrawiam i dziękuję.
Dariusz Krzyżaniak

Pozdrawiam z Sulejówka po powrocie z Juttern.
Jak zazwyczaj pozwolę sobie przesłać nieco informacji zwrotnej. Od strony organizacyjnej wyjazdu wszystko bez problemów. Miejsce ładne, domek wygodny (było trochę niedociągnięć - typu luźne i wyłamane stopnie na schodach od werandy, gniazdo szerszeni itp., ale gospodarz po zgłoszeniu natychmiast reagował). Jezioro widokowo śliczne, szczególnie o wschodzie słońca w porannych mgłach :-). Innych łodzi pływało nieco więcej w weekend ale w tygodniu konkurencja żadna lub niewielka. Łodzie duże i ładne ale moim zdaniem wygodnie wędkuje jedynie osoba na dziobie, ten kto kieruje łodzią ma mało miejsca i aluminiowe konstrukcje przed i za sobą, grube burty uniemożliwiają założenie swojej echosondy na klasycznym dostępnym w Polsce uchwycie. Echo obecne na łodzi dobre i niesłychanie pomocne. Wędkarsko jezioro najtrudniejsze z wszystkich miejsc gdzie byliśmy ale jestem bardzo zadowolony bo w czasie tego wyjazdu nauczyłem się bardzo dużo :-). Załoga drugiej łodzi raczej poległa, prosili w przyszłym roku jakąś wodę gdzie nie będzie sandaczy :-). Nie złowiliśmy ich wiele (około 40 i większość na naszej łódce) największy miał 73 cm. Wynik byłby znacznie lepszy gdybyśmy zostali jeszcze tydzień :-). Każdego dnia rozgryzaliśmy "przeciwnika" i nasz zasób informacji rósł, każdy dzień był lepszy. Sandacze brały na blatach i łagodnych stokach w okolicach 4 - 5 m często na zejściu z 4m na 6 albo i głębiej. Najlepsze było miejsce gdzie blat przechodził w stok. Może to było związane z porą dnia, bardzo wcześnie rano, przed wschodem słońca namierzyliśmy ryby na podejściu do wyspy w sporej odległości i wtedy były wszędzie wokół łódki. Łowienie w dzień zasadniczo można było sobie odpuścić (pojedyncze małe sandaczyki i sporadycznie niezbyt duże choć pięknie ubarwione i silne szczupaki) może trzeba było ryb szukać w innych miejscach? I tu zaczynają się moje "życzliwie krytyczne" sugestie :-). Informacja wędkarska jaką podajecie, oparta na 3 dniowym jesiennym łowieniu z reprezentantem Polski jest trochę zbyt uboga. Dobry „sandaczowiec” nie będzie miał problemu, nieźli, a zwłaszcza wytrwali i cierpliwi wędkarze, jak my :-) jakoś sobie poradzą ale może być tak że klienci wrócą w błędnym przeświadczeniu, że tam nie ma ryb. My brak doświadczenia nadrabialiśmy codzienną solidną wędkarską harówką od rana do nocy ale jeśli ktoś lubi dłużej pospać i spływa z wody gdy słońce zaczyna zachodzić... nie połowi.

Ogólnie wyjazd uważam za bardzo udany wędkarsko choć bardzo trudny (swoje dokładała zmienna pogoda i wiatr). Jezioro w moim odczuciu jest bardzo dobrym łowiskiem sandaczowym. Dziękuję za pomoc i pośrednictwo w zorganizowaniu naszego wyjazdu.

ks. Michał Kozak , Sulejówek

Po wielu wyprawach do Skandynawii postanowiłem spróbować zapolować na szczupaki w Irlandii. 5 metrowych ryb na kiju w 2 dni łowienia to więcej niż oczekiwałem. Jezioro Corrib tu trudne łowisko, gdzie bez doświadczonego przewodnika (tu podziękowania dla Tomka) pływanie i łowienie będzie dużym wyzwaniem. Polecam każdemu, kto już nałowił się szkierowych „70-tek” i „80-tek” i chce zapolować na naprawdę duże ryby. Pod tym względem Corrib chyba jest lepsze niż szwedzkie szkiery.

Paweł

Witam,
Od mojego powrotu z Gryt minęło już kilka tygodni, ale dopiero teraz mogę się podzielić uwagami z wyjazdu grupowego.

Impreza była bardzo udana. Grupa bardzo sympatyczna (wiadomo, wędkarze), Robert Taszarek niezawodny. Ja, prywatnie, wreszcie odczarowałem to miejsce po klęsce w 2011 r (w sumie, we 3-ch złowiliśmy 136 szczupaków prawie po równo, połowa powyżej 70 cm, największy "tylko" 92 cm - u kolegów padł 101 cm, o czym Pan pewnie wie). Oczywiście były okonie, sporo takich 30-34 cm (sąsiedzi złowili 44 cm).Trafiła mi się załoga młoda, niedoświadczona (pierwszy raz spinningowali z łódki !), ale zażarta. Byli napaleni na ryby tak jak ja, więc było pełne porozumienie. Pogoda dopisała. Krótko mówiąc, wspaniała impreza. Wyjazdy grupowe są świetnym rozwiązaniem, gdy nie ma się kompletu na domek. Że też na to wcześniej nie wpadłem.

Dodam jeszcze, że z pobieżnej statystyki (prowadzonej także przez pozostałych 12-tu uczestników "grupówki") wynikało, że razem wyjęliśmy jakieś 600 szczupaków. Prawie wszyscy łowili bardzo równo, poza jednym artystą, który sam złowił coś 100 szt.

Pozdrawiam serdecznie,
Grzegorz Posz

Witam Panie Tomku.
Tegoroczny wyjazd na Senję-Frovag zaliczamy do udanych pomimo zbyt wczesnego terminu. Było diabelnie zimno. Obieralnia ryb na wolnym powietrzu przy północnych wiatrach to tortury. Rano wszystko oblodzone, ale właściciele obiecali pomyśleć nad roletami osłaniającymi. Rekordy nie padły, dorsz w fiordzie jeszcze nie wytarty, ale dwa razy pogoda pozwoliła wyjść na pełne morze i zabawa była przednia. Inna ekipa z Polski z windami elektrycznymi nastawiła się na karmazyny i mieli piękne sukcesy.

Pozdrawiam,
Zbigniew Zalewski

Witam
W dniach 17-24.05.2014 mieliśmy okazję łowić na terenie Szkierów Św.Anny (w północnej części archipelagu). Podczas tygodniowego pobytu we cztery osoby udało nam się złowić kilkadziesiąt szczupaków (50cm-93cm), kilka ryb 70-80cm a także okonie do 38cm. Ryby brały himerycznie, trzeba było ich szukać intensywnie w pobliżu kamienistych raf, trzcinowisk, skał na płytkiej wodzie. Łodzie, silniki oraz GPS na najwyższym poziomie. Pozwalały nam łowić w pełnym konforcie, pomocny był również sympatyczny przewodnik Kari.

Pozdrowienia dla załogi Eventur Fishing
Tomasz Lasoń

Witam Panie Tomku.
W imieniu uczestników oraz swoim dziękuję za organizację i "podpowiedz" przy wyborze kolejnego miejsca wyprawy - Blomsoya.

Wróciliśmy zadowoleni,
SERDECZNIE DZIĘKUJEMY

W dosyć wietrznych warunkach udało nam się na Boren złowić 6 metrówek i około 15 ryb 90-100cm. Pozytywnie zaskoczyła nas również rozmiarówka łowionych okoni i wzdręg (1 kg!). Inaczej niż w wrześniu ryby stały płycej a brania były na 3-4 metrach głównie około południa i pod wieczór. Poranki były dosyć jałowe przynosząc jedynie małe szczupaki. Najlepsze wyniki przyniosły nam bardzo duże gumy oraz mocno pracujące średniej wielkości woblery. Wyjazd perfekcyjnie zorganizowany, kwatery nówka sztuka, schludne i czyste, 5 minut spacerkiem do wody. Łodzie aluminiowe, stabilne i przepastne, trzy osoby miały wystarczającą ilość miejsca. Trochę szwankował jeden silnik ale Niklas dokładał starań żeby poprawić odpalanie. Chłopaki już chcą jechać na długi weekend we wrześniu ;)

Andrzej Knigawka, 04.06.2014

Witam,
W dniach 12-19.10.2013r. w cztery osoby mieliśmy okazję łowić na terenie przepięknych Szkierów Roslagen w południowej Szwecji, gdzie opiekunem wędkarskiego campu jest Tomek Krysiak - przewodnik wędkarski. W trakcie kilkudniowego pobytu udało nam się złowić kilkadziesiąt szczupaków w tym kilka ładnych sztuk 80,86,88,96cm. Niestety pogoda nie pozwoliła osiągnąć jeszcze lepszych wyników. Na szczęście dopisywały piękne okonie 25-37cm,które brały wyśmienicie i dały nam sporo radości.

Domek w którym mieszkaliśmy wygodny, blisko przystani gdzie cumowały łodzie. Trochę problemów było z silnikami które z racji wieku ( dwusuwy) czasem odmawiały posłuszeństwa, spore spalanie paliwa. Dużym pozytywem była obecność Tomka Krysiaka, dzięki któremu znaleźliśmy ciekawe miejscówki.

Tomasz Lasoń

Szanowni Panowie,
w związku z pomyślną realizacją wyprawy członków Pomorskiego Forum Wodociągowego na seminarium nad Jez. Asunden, pragnę - w imieniu wszystkich uczestników wyjazdu - podziękować obu Panom, dzięki którym jego przygotowanie przebiegło sprawnie i zgodnie z naszymi potrzebami.

Sam ośrodek znaleźliśmy jako rzeczywiście położony urokliwie i oferujący bardzo dobre warunki pobytu, jak na potrzeby ludzi pragnących czynnego relaksu i ceniących sobie bliski kontakt z naturalnym środowiskiem, z dala od cywilizacyjnego zgiełku.

Świetna pogoda oraz bardzo profesjonalna opieka podczas całej wyprawy, czujna ale dyskretna i nienachalnie przyjazna uczestnikom, opieka p. Piotra Hermana (proszę o przekazanie oddzielnych podziękowań dla p. Piotra) dopełniła całości. Sprawiła, że powróciliśmy z wyjazdu zadowoleni i pełni dobrych wspomnień, nie wyłączając wędkarzy, których wyniki aktywności nie były - delikatnie nazywając - powalające :-)

Jeszcze raz dziękuję.

Z poważaniem,
Józef Iwaniuk, Prezes PFW

Witam,
wyjazd do Slatbaken był bardzo udany. Koledzy byli zadowoleni zarówno z apartamentu, a w szczególności z łodzi, które były profesjonalnie wyposażone i sprawne. Również opieka ze strony właściciela obiektu była OK :)

Szkoda tylko, że mało było brań chociaż padł w naszej grupie rekord (110 cm - szczupak).

Z pozdrowieniami,
Zygmunt Igies

Witam,
Bardzo dziękuję za organizację naszego wyjazdu na ryby do Szwecji. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Gospodarz bardzo życzliwy, domek przestronny i dobrze wyposażony (kilka naszych pomysłów na uzupełnienie domku w szafki wieszaki itp przekazaliśmy gospodarzowi i podziękował obiecując uzupełnienie :-). Jeziora śliczne i w tym większym są rzeczywiście duże sandacze. W mniejszym bardzo silne i duże szczupaki (warto w informatorach podkreślić, że chwytak to nie jest dobry pomysł do wyjmowania z wody dużych ryb, zwłaszcza jeśli nie ma obrotowej głowicy i nie pomagamy drugą reką. Wyjęliśmy kilka ryb z dziurą w szczęce a jedna dziewięćdziesiatka miała szczękę pęknięta na pół....). Królowała alga srebrna nr 3 wystarczył „polsping” lub „sum”, ale na „nadrowskiego” i „olejnika” bynajmniej nie dawały sie tak łatwo pokonać. Sandacze wymagały popracowania i raczej nie udało mi się wypracować powtarzalnych wyników (trzech na łódce, a moi towarzysze byli bardziej „szczupakowi”, nie mieli koniecznej cierpliwości). Największe „esoxy” brały przed wypłyceniami, gdzie głębia przechodziła w 6, a następnie 4 metry przed głazami. Największy sandacz (85 cm) wziął na „trolla” na „nilsmastera” (biały z fluo-pomarańczowym grzbietem, boki w seledynowe prążki) :-) Uderzył na dużym jeziorze (Vindommen) w toni, na wyjściu z głębi na płytszą wodę. W małym jeziorze (Fullbosjon) jest mnóstwo bardzo dorodnej wzdręgi no i leszczy, mają zębate co jeść :-)...

Pozdrawiam,
Ks. Michał Kozak

Witam,
Na „Samsjon” było bardzo przyjemnie, choć można mieć pewne zastrzeżenia co do wyposażenia kuchni. Nie chodzi tu o luksusy, czy internet , ale aby ugotować zupę trzeba było użyć dwóch garnków, bo brakowało jednego dużego ;)) Ale poradziliśmy sobie . Na dwa garnki ;))

Wracając pomyślałem sobie, że do Pana napiszę w tej sprawie, bo choć banalna, to taki garnek w kuchni ułatwiłby życie tym, co przyjadą po nas.

Dziś możemy o tym mówić jedynie w kategorii żartu, bo domek został, z tego co mówił właściciel, sprzedany. Kiedy pakowaliśmy rzeczy, dotychczasowy właściciel pakował meble. Samo jezioro przywitało moją motorówkę masą ryb w liczbie 56 – pierwszy dzień. Dwa dni później złowiliśmy 66 sztuk w ciągu jednego dnia. Mieliśmy jeszcze jeden dzień, w którym padł rekord gatunków złowionych przez jednego wędkarza. Tak się złożyło, że trafiło na mnie: szczupak, okoń, leszcz, płoć, troć. Brakowało jedynie sandacza, którego nie zobaczyliśmy do końca pobytu. Próbowaliśmy na różne przynęty i w różnych miejscach, głównie z podbicia, które doskonale sprawdzało się na jeziorze „Oyeren”, ale bez skutku. Pogoda nam bardzo dopisała. Wróciliśmy opaleni jak z Majorki. A to tylko chłodne skandynawskie klimaty... ;) Nie było tym razem metrówki, choć szczupakowi (w załączeniu) brakło zaledwie pół centymetra. Za to inny kolega wyciągnął okonia 46 cm!, co można uznać za 120 cm w skali szczupakowej ;)))) Zaskoczeniem było niewiele ryb na troling. Ale jak padały , to były to fajne okazy. Może tez dlatego, że próbowaliśmy w głębokiej toni , w południowo-wschodniej części jeziora. Zauważyliśmy, że na tym spadzie chętnie trolingują Szwedzi, co potwierdziło nasz wybór miejsca. Jak chcieliśmy się pobawić, to płynęliśmy na obszar podwodnych łąk. Głębokość do 1,5 m i mnóstwo brań. Głównie brały szczupaki – pistolety, choć trafiały się i tu sztuki po 60–70 cm, czasem nawet większe. Teraz powoli dochodzimy do siebie i z tęsknotą spoglądamy na Odrę, czy woda już opada... Trzeba jakoś dotrwać do przyszłorocznej Szwecji.

Pozdrawiam,
Marek Fiec

Witam,
właśnie wróciliśmy z Rorvik, warunki świetne, ryby też.

Pozdrawiam,
Jacek

Szanowny Panie Tomku,
właśnie wróciliśmy z Wyspy Senoren. Biorąc pod uwagę, że podróżujemy z południa Polski podjęliśmy decyzje o miejscu w pobliżu portu w Karlskonie. No cóż, jak o w przysłowiu „najciemniej pod latarnią”. Za bardzo w to nie wierzyliśmy, ale pod naporem presji i radości urlopu wędkarskiego ruszyliśmy do boju. Pierwszy dzień powinniśmy odpoczywać bo na promie obchodziłem urodziny no ale cóż ryby czekają i nie mogłem doczekać się pierwszych rzutów. Nastawiliśmy się głownie na jerki i przynęty powierzchniowe, ja zacząłem od gum. Trudno w to uwierzyć ale eksplozja brań na duże gumy mnie zaskoczyła w każdym napłynięciu na stanowisko łapaliśmy od 3 do 6 ryb w przedziale 2-3 kg. Brania wyrywały wędki z ręki, te średnie szczupaki waliły jak młotem w gumę i były bardzo waleczne byliśmy wszyscy bardzo zdziwieni ich siłą. Każdy następny dzień to obławianie głównie głazowisk i ostrych spadków dna, w zatokach stały głownie pistolety ok 1 kg. Co ważne w każdej, ale to w każdej zatoce wyciągaliśmy szczupaki. Głazowiska i spadki na 4-5 metrów to były najlepsze miejsca na ładne „esoxy”, praktycznie wszystkie łąki z głazami obdarzały nas kilkoma sztukami, czym głębiej powyżej 2 metrów tym szczupaki większe. W kilku miejscach natrafiliśmy na stada belon. Co za frajda, brały na duże algi i na gumy. Piękne, bardzo waleczne ryby z długim jak bociany dziobem, mój kolega Marcin wmawiał nam że są niebezpieczne i gryzą. Czego się nie mówi po długich wieczorach z winem. Ogólnie po sześciu dniach wszyscy mieliśmy bóle w plecach i obolałe stawy powód- każdy dzień pomijając przerwy w żerowaniu ryb był dniem holu za holem w sumie po nie zawyżonej kalkulacji złapaliśmy ok 370 ryb na trzy osoby nie licząc belon i okoni z których największy miał 43 cm. Największe szczupaki to 93, 89, 87, i dużo poniżej 80 cm. No cóż w tym wypadku nie przeszkadzał nam brak metrówek z czystym sumieniem mogę polecić jeśli ktoś ma ochotę połowić dużo ryb blisko portu gorąco polecam. Oczywiście serwis i domek kompletnie bez zastrzeżeń. Gospodarz Gunnar - profesjonalizm w każdym calu. Przemiły człowiek, który zaraz po przyjeździe zaoszczędził nam bezsensownego biczowania wody i służył pomocą w każdej chwili. Jesteśmy bardzo zadowoleni dziękujemy Panie Tomku za miłą obsługę.

Wojtek Słowik

Witam,
w temacie Syrsan krótkie podsumowanie. Miejsce godne polecenia pod kątem i wspaniałego miejsca (ta ilość śpiewających ptaków), domku w lesie z suszarką ubrań (genialne rozwiązanie) no i ryb, które uważam, że dopisały. Malutki minus to brak echosondy na drugiej łodzi, bez niej na nowym akwenie jest jednak trudniej.

W naszym domku wyniki były następujące: z synem złapaliśmy około 166 szczupaków (najlepszy dzień 40 szt, najgorszy 15), w sumie z kolegami z domku (+ trzy osoby) dobiliśmy do około 260 szt. - oczywiście wszystkie wróciły do wody. W tej liczbie brak okoni. Na wodzie byliśmy średnio 8-10 godzin dziennie, a więc turystycznie. W dwóch domkach obok byli Czesi i Słowacy, którzy na wodę ruszali 8-9 rano (ok. 12 godzin dziennie na wodzie). Można założyć, że mieli podobny lub lepszy wynik tak więc po podliczeniu wszystkiego wynik będzie imponujący. Rozmiar ryb już nie jest tak spektakularny jak czytam w różnych opowieściach (choć może jak mnie Pan zapyta za rok jak było na Syrsan 2013 to pewnie po wędkarsku i ryb będzie więcej i jakieś większe się zrobią). Najwięcej ryb w rozmiarze 50-70cm, największa 95cm, 8 szt. powyżej 80cm. Metrówka 105 cm padła w domku obok. Warunkiem dobrego połowu było szybkie przemieszczanie się za rybą. Najwięcej szczupaków i tu moje zaskoczenie było wyciąganych nie z płycizn 0,3-1m, a z głębokości 2-4m. Na Syrsan należy wyruszyć trochę dalej poza zatokę gdzie ryby były większe i mniejsza presja wędkarzy. Bywały dni kiedy w zatoce Syrsan były nasze łodzie i jeszcze sąsiadów, więc może trudno w to uwierzyć ale na wodzie robiło się ciasno. Jeżeli chodzi o przynęty to w kolejności królowały: 1- blachy jako najlepsza metoda (po tym wyjedzie przeprosiłem się z blachami bo o nich zapomniałem), 2- gumy, 3- obrotówki, słabo jerky i woblery. Zatoka była pełna śledzi i pewnie dlatego najlepsze były kolory srebrny i perłowy z odcieniami niebieski i czerwony.

Pozdrawiam,
Janusz Łysoń

Witam Panie Maćku,
określę jednym słowem - nad Vindommen było super:)!

Pogoda dopisała - lodu nie było :) Akweny bardzo duże i fajne krajobrazy dookoła, dzika natura ( skałki, kamienie, las i zwierzęta - sarny, zające, dzikie gęsi itp) jednym słowem fajny klimacik no i panujący tam spokój. Właściciel domku Szwed też spoko - na samym początku wszystko nam pokazał powiedział co i jak, gdzie są łodki itp .To większe jezioro było trochę oddalone od naszego domku i było ciężko codziennie dżwigać ten silnik nad jezioro, ale dogadaliśmy się że silnik zostawialiśmy po drodze w tym drewnianym domku gdzie Pan Piotr mieszkał - zawsze to połowa drogi mniej :) .Łódki były fajne, na tym większym jeziorze były nowe tak jak i silniki spalinowe , miejsca było na nich wystraczająco dużo żeby pomieścić 2 a czasami i 3 osoby :). Silnik spalinowy dawał sobie radę pomimo dużych fal na Vindommen podczas wiatru, jedynym mankamentem był brak drugiej ładowarki do akumulatora od silnika elektrycznego - no czasami zdarzało się na wiosłach wracać do domu.... ale pod koniec pobytu dostaliśmy drugą ładowarkę.Jesli chodzi o połowy to trochę tych drapieżników wyciągneliśmy, dominowały jednak same szczupaki i kilka okoni się też trafiło zarówno na Vindommen jak i na Fullbosjon.

Najczęściej były to szczupłe w przedziałach od 60 wzwyż, małe pistoleciki też czasami się trafiały. Największy jaki został złowiony przez nas miał 108 cm (wszystkie trafiły do swoich domów do wody. Rozmawialiśmy też na miejscu z Panem Piotrem, że podeślemy do was trochę fotek żeby je umieśćić na stronie internetowej, no i rabat na następny wyjazd też nam obiecał - mam nadzieję że nie zapomni :)

Zdjęcia jak tylko pokopiujemy sobie, to te najładniejsze Panu wyślę. Wysłał bym swoje ale jak to w grupie wszyscy muszą zadecydować co wam wyślemy, proszę zatem o chwilkę cierpliwości :)

Pozdrawiam,
Rafał Firlej

Witam P. Maćku,
minęły 2 tygodnie od naszego wyjazdu na wyspę i prawdę powiedziawszy do tej pory jesteśmy w szoku po tym co nam się przytrafiło. Od 10 lat jeździmy, również dzięki Eventurowi, ,,zwartą’’ grupą do Szwecji, parokrotnie w roku i nigdy i nigdzie nie zostaliśmy ... okradzeni ! Czwartego dnia pobytu, rano, stwierdziliśmy ogołocenie naszych 3 łódek ze sprzętu wędkarskiego. Łupem amatorów cudzej własności ,,padło’’ 10 spinningów z kołowrotkami i dwie mega skrzynki z przynętami. A że wyznajemy zasadę ,,lepiej raz zapłacić niż często płacić’’ strata to ładnych parę tysięcy PLN. Naszej winy trochę też w tym było bo zostawiliśmy, jak zawsze, niezabezpieczony sprzęt na łodziach. Jak się później okazało Gospodarz też został okradziony, w zeszłym roku, z trzech nowych silników do łodzi. Niestety, pora chyba zacząć uprzedzać wybierających się ,,za morze’’ o możliwości przeżycia przykrej przygody. Na szczęście to co nam zostawiono pozwoliło na łowienie do końca pobytu, ale nie był to sprzęt pozwalający bezstresowe wędkowanie. Ale że szczupaki były chętne do współpracy trochę to tonowało nasze ,,rozgoryczenie’’, że to tak delikatnie ujmę. Szkiery wokół Senoren to kawał pięknej i zasobnej w ryby wody. Połowiliśmy ładne sztuki, największy szczupak 105 cm., parę około metra. 80-tek nie liczyliśmy , było ich ,nawet jak na Szwecję, wyjątkowo dużo. Warunki pobytu znakomite, pogoda nienajgorsza tylko te straty...

Dołączam parę fotek z naszego pobytu oraz podziękowania za kwietniowy wyjazd. Jakby nie było sezon 2013 rozpoczęty wyjątkowo.

Pozdrawiam,
Marek Kozłowski + Jarek, Tomek, Robert, Artur, Mariusz.

Uwaga od biura: pomimo, iż wypadki kradzieży w Szwecji są nadal wielką rzadkością (od 10 lat działalności zanotowaliśmy jedynie 4 takie przypadki włączając wyżej opisany) to sugerujemy wszystkim klientom zabieranie sprzętu wędkarskiego z łodzi do domków. Tyczy się to w szczególności łowisk położonych w pobliżu większych ośrodków miejskich. Bardzo współczujemy grupie P. Marka z powodu straty cennego sprzętu. Stosowne informacje dotyczące zabezpieczenia mienia wyjeżdżających za granicę ryb będziemy dołączać do naszych materiałów wyjazdowych.

Witam Panie Tomku,
wreszcie mam trochę czasu żeby usiąść i podzielić się informacjami z wyjazdu z Waszym Biurem na Loppę. Śmiało możemy powiedzieć, że spośród kilku wyjazdów ten był najbardziej udany. Nie będę zanudzał opowieściami o widokach i innych doznaniach estetycznych miejsca, bo kto tam był ten wie o czym mowa.

Skupię się na szczegółach czysto wędkarskich:

  • doskonały sprzęt do pływania (mieliśmy największe łodzie kabinowe, miejsca naprawdę dosyć dla 4 osób na łodzi, benzyny w baku wystarczyłoby chyba żeby dopłynąć do Soroyi)
  • gospodarz bardzo kontaktowy, uprzejmy i pomocny
  • w pokojach brakuje trochę miejsca na suszenie ubrań ale poza tym wszystko OK

Chociaż pływaliśmy tylko 4 dni (1 dzień sztormu, 1 dzień w fiordzie - słabe ryby) jeszcze nigdy tak wspaniale nie połowiliśmy:

  • dorszy takich do 10 kilo było naprawdę jak w opisach z folderów, tzn. do oporu
  • dużo dorszy w przedziale 10-15 kilo
  • padł, jak się teraz okazuje, rekord tego roku w dorszu na tym ośrodku tzn. 26 kg (ryba po tarle, opierając się na opinii gospodarza przed tarłem miałby jakieś 6-9 kg więcej)
  • ze względu na porę wyjazdu (1-6 maja ) czerniaków nie było jeszcze wcale
  • no i wreszcie upragnione spotkania z halibutami, czyli to po co myślę każdy wędkarz tam jedzie - w ciągu 2 dni na nieznanej wodzie nawet laicy złapali po halibucie, niestety największe zostały w wodzie, ale wyjęliśmy 13 kg, 22 kg, 26 kg
  • zębacze jako przyłów, nie pływaliśmy za nimi specjalnie chociaż podobno są tam miejsca typowo zębaczowe

Jeżeli będzie ktoś z wędkarzy kolegów chciał zasięgnąć mojej opinii o Loppa to może Pan śmiało podać mój namiar.

Pozdrawiam,
Sławek Pacek

Witam,
Minęło już trochę czasu od tegorocznego wyjazdu ale wspomnienia są nadal żywe. Nareszcie w tym roku mogę powiedzieć... było dobrze, a nawet bardzo dobrze! (no może poza kłopotliwą awarią toalety, o której wiedział gospodarz od poprzedniej ekipy ale jakoś nie kwapił się do naprawy?!) Mimo tego, że nie było w naszym zespole metrówek to i tak wszyscy byli zadowoleni. Pomimo niestabilnej pogody na wodzie ciągle się coś działo. Ładne okonie - największy 47cm i do tego na nietuzinkową przynętę, która na płytkich łowiskach doprowadzała garbusy do szału. Naprawdę dużo walecznych szczupaków 70-90cm (największy 95cm). Łowiliśmy na przeróżne przynęty (chyba jednak najlepszy był jerk) tak "z ręki" jak i trollingu. Sandaczy nie było za wiele ale tym większą radość dawały te wyjęte z wody (wymiar "skandynawski"). Dojazd do miejsca zakwaterowania prosty i szybki. Mieszkanie-standard. ŁODZIE i SILNIKI nareszcie super bezpieczne a na mój silniczek 20KM...wystarczyło, że spojrzałem a on sam odpalał!! Ograniczenie rejonu wędkarskiego raczej nie powodowało osłabienia wyników, ale jednak było niepotrzebnym kłopotem. Szkoda, że Szwedzi nie mogą się dogadać między sobą (pobierając nawet od wędkarzy dodatkową opłatę za cały akwen). Dla mnie dodatkową przygodą był pierwszy sezon z castingiem. Zwariowałem, a dobrze biorące ryby ułatwiły mi naukę i pozwoliły rozsmakować się w tej technice. Co w przyszłym roku? Wspominał Pan o jakichś nowych lokalizacjach w centralnej Szwecji? Będę czekał na propozycję (proszę o mnie pamiętać, mile widziane "mety" z sandaczem) i obserwował Waszą ofertę. Dziękuje za polecenie mi tej miejscówki.

Pozdrawiam,
Robert Kołodziejski

Witam,
W kilku zdaniach chciałbym podsumować wyprawę wędkarską do Fagervika.

We wszelkich aspektach wyjazd należy uznać za bardzo udany. Na miejscu wszystko było zgodne z opisem i zapewnieniami, dopisała pogoda i przede wszystkim ryby. Już pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, podczas pierwszego kontrolnego wypłynięcia, około 250 metrów od ośrodka udało się złowić halibuta o masie około 6 kg oraz kilka dorszy. Zachęceni wynikami, korzystając z pogody, w kolejnych dniach obłowiliśmy wszystkie pobliskie obiecujące miejsca, za każdym razem wyciągając przynajmniej kilkanaście ładnych ryb. Najwięcej było oczywiście dorsza do 5 kg, kilka większych, do 10 kg, ale na łodzi zameldowały się także makrele, czarniaki (niestety nie te okazowe), plamiaki, karmazyny, brosma, molwa i kolejny halibut o podobnej masie jak ten złowiony pierwszego dnia. Była też szansa na złowienie trzech większych ryb, prawdopodobnie o masie ponad 10 kg, ale niestety zabrakło opanowania, doświadczenia w walce z dużą rybą i pewnie odrobiny szczęścia. Zaletą Fagervika jest niewątpliwie możliwość łowienia praktycznie niezależnie od pogody, gdyż przy silnym wietrze można się schować za jedną z pobliskich wysp. Reasumując, wyjazd był bardzo udany, a miejsce można polecić. Z pewnością nie była to nasza ostatnia wyprawa wędkarska do Norwegii.

Pozdrawiam,
Krzysztof Lipkowski

Witam,
Już jesteśmy w kraju po powrocie z Karhamn na północy wyspy Seiland. Pomimo kilku drobiazgów (sonar, męczący dojazd, 3 dni sztormu) oceniam, że ośrodek jest na wysokim poziomie. Połowiliśmy: halibuty 80-120 cm, dużo dorsza (kilka okazów > 100 cm), czarniaki (raczej średnie < 80 cm), brosmy (duże < 90 cm), plamiaki, drobny karmazyn, śledzie i pojedyncze rdzawce.

Pozdrawiam Alek

Szanowni Państwo,
udało nam się powrócić szczęśliwie i bez żadnych problemów z Norwegii, na wstępie dziękuję za cudowny kontakt i profesjonalną obsługę z Pani strony.

John się nie zmienił , jego domki też, choć nieco blade mieliśmy wyniki , dużo drobnicy 3-5 Kg nic większego:( ... i naszego wymarzonego halibuta się nie udało trafić nie mówiąc już o zębaczu :(. Jakkolwiek Norwegia piękna.

Maciej Caban

Witam serdecznie,
właśnie wróciliśmy z wyprawy Polarsirkelen.

Pragnę serdecznie podziękować za zorganizowanie tak przecudnego urlopu, po przyjeździe na miejsce okazało się że znaleźliśmy się w fantastycznym miejscu. Przywitała Nas bardzo sympatyczna i przemiła Pani, przy czym okazało się, że jest profesjonalistką w tym co robi. Warunki socjalne jak i sprzęt pływający zasługują na najwyższe uznanie, jak i również obsługa ze strony gospodarzy. Łowiska są oddalone o ok. 10 min łodzią od bazy, gdzie został złowiony halibut o masie 17 kg jak i dorsze o masie 9, 7kg i całe mnóstwo mniejszych osobników. Na otwartym morzu gdzie dopływa się w ciągu 30 min mile zaskoczyły nas czarniaki o masie 4,5, 5kg które dostarczyły nam mnóstwo emocji. Ośrodek Polarsirkelen uważam za miejsce godne polecenia innym wędkarzom.

Z wyrazami szacunku Karol Dauksza.

Witam, poniżej obiecana relacja ze Storsjön:
Nad Storsjön pojechaliśmy drugi raz (i nie ostatni - mimo iż to miejsca jest coraz droższe). Tym razem na wiosnę i większą grupą. Organizacja jak zwykle taka jak powinna być, wiec wiele o tym pisać nie będę. Łodzie super, domek fajny. Mimo iż tym razem oprócz nas były trzy inne grupy, na wodzie spotykaliśmy się rzadko.

Wyprzedzę fakty: ale ogólnie ryby nie brały dobrze. Mimo to w wodzie z taką ilością ryb dało się połowić. Ryby miały wyznaczone godziny żerowania i wtedy trzeba było być w dobrym miejscu (żerowanie było krótkie, ale intensywne). Jak okoń wychodził na żer to przez godzinę łowiło się jednego za drugim (jeden większy od drugiego . Po godzinie jakby znikały i wydawało się że jezioro jest puste. Oczywiście szczupaka wytrolingować można było cały dzień, ale już sandacz miał swoje określone godziny. Mimo to połowiliśmy trochę sandaczy.

Łowiliśmy różnymi metodami: Na troling - głownie szczupaki i okonie. Na żywca - sandacze. Na koguta - szczupaki. Na drop shota - okonie i sandacze. Na woblery - szczupaki. Wydawało mi się że ryby preferowały raczej małe przynęty (także cały zapas dużych przynęt - które sprawdzały się rewelacyjnie na jesień nie był używany).

Co do kolorów , nie wypowiadam się (bo zgłupiałem), inne grupy mówiły że sandacz tylko im bierze na fioletowe z brokatem, a ja używałem białych, pomarańczowych i też miałem dobre efekty.

Generalnie, jesienią brały większe sztuki (może zbieg okoliczności), zarówno jak chodzi o szczupaka jak i o sandacza. Nie zmienia tego "metrówka", którą wiosną udało nam się złowić. Okonie - po raz kolejny obalam zapis, sugerujący że ze wzrostem populacji sandacza maleje populacja okonia. Okonia na Storsjön jest dużo i to dużego.

Pozdrawiam i czekam na kolejny wyjazd, gdzie??? - Na Storsjön.
Wojtek Foltman

Witam serdecznie panie Maćku,
po rozmowie z Piotrem Strzeszewskim, w załączniku przesyłam Panu parę wybranych zdjęć z jeziora YXERN. Wyjazd naprawdę był udany. Nie znając jeziora połowiliśmy nie tylko ładne szczupaki, ale przede wszystkim sandacze i okonie.

Pozdrawiam,
Dariusz Kiełczykowski

Właśnie wróciliśmy z pobytu na Syrsan. Dziękuję za sprawna organizacje i cierpliwość w przekazywaniu informacji.
Kilka zdań z naszej strony:

1. Mili ludzie na miejscu. I gospodarz i jego małżonka. Uczciwe i bezproblemowe rozliczenie kaucji.

2. Ciekawe miejsce (krajoznawczo). Okazuje się, ze przez tydzień można żyć i bez samochodu i bez bankomatów :)

3. Ładne domki (choć myślę, ze dla max. 4 osób). Nas było 3 i było OK.

4. Ciekawy i różnorodny akwen. Nietypowa - ale na szczęście tylko w kilku miejscach - woda. Sonda pokazywała ok. 1m a nie bylo widać dna tylko turkusowo-zielona zupę. Byliśmy zaskoczeni temperaturą wody. W niektórych miejscach dochodziła do 18 stopni (w zeszłym roku na Sperillen mieliśmy < 10 stopni).

5. Zdecydowanie ciekawszy był dla nas akwen na prawo od przystani. Kilka miejsc sprawdziło się dokładnie tak, jak zaznaczył Pan na mapie.

6. Okonie niemalże w każdym miejscu, ale szczupaki już niekoniecznie. Był dzień, gdzie odnotowaliśmy (szczerze i nie z "wędkarskim zaokrągleniem" :-) ) 28 sztuk (różnej wielkości). Był tez dzień, kiedy było ich nie więcej niż 10. Rekord: 6kg, 95cm.

Pozdrawiam,
Jacek

Cześć,
zgodnie z obietnica przesyłam krótką relacje z Boren. Powiem krótko - REWELACJA!!!!!

Ale po kolei. Wyprawa zaczęła się dosyć pechowo - część ekipy, która dojeżdżała z Bydgoszczy miała wypadek - jeszcze w Bydgoszczy niedoświadczony kierowca wjechał na czerwonym świetle w auto kolegi uniemożliwiając kontynuację podróży. Szybka akcja w porcie i dokupienie biletów na następny dzień, zmiana pojazdu i reszta ekipy ruszyła w rejs. Pierwszy dzień zaczął się spokojnie - jedyne 30 sztuk w popołudnie, ale że nie oddalaliśmy się zbytnio od przystani to największa ryba miała 77 cm - złapana na sweepera w kolorze pike. Ponadto "wyczuwaliśmy" łowisko testując przynęty. Od drugiego dnia systematycznie oddalaliśmy się od przystani - i efekty były coraz lepsze. Padła pierwsza 3-cyfrówka - równe 100cm na jerka - tym razem Sebile Stick Shadd w kolorze złotym. Od 3-go dnia wszyscy przestawiają się na gumy - łowimy na 5-6 metrowym plosie na samym środku jeziora. 2 dni później na środku jeziora trafiona jest kolejna "metrówka" - tym razem 104 cm - przynęta 15 cm ripper Mann's Shad w kolorze perłowo-niebieskim (niespotykanym w Polsce - kupuję je w "tajnym źródle":)). Euforia w ekipie rośnie z godziny na godzinę - praktycznie każdy ma na koncie rybę powyżej 90cm, kilka "ociera się" o magiczny metr - 2x98, 1x97 cm. Potem pogoda niestety się zdecydowanie pogorszyła - temperatury spadły do okolic 10-12 stopni w dzień, zrywa się wiatr, który na tym jeziorze niestety mocno utrudnia nie tylko łowienia, ale pływania w ogóle. Przedostatniego dnia sytuacja na wodzie wygląda beznadziejnie. Jednak wiatr około 14 słabnie i 3 osoby z ekipy decydują się jednak na podjęcie ryzyka i wypływamy. Po godzinie robi się spokojniej - na tyle spokojnie, że w komfortowych warunkach obławiamy miejscówki rozpoznane wcześniej. W ruch poszły gumy i zaczynają się magiczne 3 godziny. Najpierw 94 cm, potem kilka mniejszych (w okolicach 80cm) potem kolega ma na haku "coś lepszego" i wstępne oględziny przy łodzi wskazują na 100+ (mieliśmy świeże porównanie do 94:)), ryba jednak się spina - przegryza dozbrojkę, na której była zacięta. Za chwilę potężne branie na mojej wędce i luz....... obcinka - przypon 40cm pochłonięty w całości!!!!!! Zmieniam na 50 cm - 3 rzuty i kolejne branie ...... i znowu luz. Kolejna obcinka. Załamanie było blisko. W tym czasie lekko zdryfowaliśmy bliżej brzegu i stanęliśmy na granicy mocno zarośniętej płycizny i 4 metrowego plosa. Kolega rzuca jerkiem. W 3 rzucie strzał i jest ryba - nie daje się oderwać od pasa roślinności. Powoli rusza do łodzi i pokazała się na powierzchni - nogi się pod nami ugięły bo takiego potwora nie widział żaden z nas. Ryba był zahaczona za jeden hak z kotwicy 14 cm sweepera w nowym kolorze "real grey shiner". 2 podejścia do łodzi - podebranie i JEST!!!!!! 115 cm i ponad 13kg. Rekord ekipy!!!

Po raz kolejny Boren potwierdziło klasę - a właściwie ekstraklasę - jeśli chodzi o łowisko szczupakowe. Trzy ryby 100+, 13 sztuk 90+ w tym 4 bliskie 3 cyfr, pobite rekordy życiowe pięciu członków ekipy (na siedmiu). Łodzie nareszcie lepsze i wygodniejsze dla wędkarzy - chociaż sami właściciele nie są z nich zadowoleni i mam wrażenie, że niebawem je wymienia na jeszcze lepsze. Domek odnowiony i naprawdę trudno się do czegoś przyczepić. Ponadto właściciele maja plany na poprawienie kilku elementów - np. zrobienie przystani bliżej domu - mam wrażenie, że Boren zagości na stałe w kalendarzu naszych wyjazdów. Jedyny powód, dla którego mogę czuć niedosyt to fakt, że ja dalej "gonię króliczka" - żadna "metrówa" nie siadła na mojej wędce..... ale może to lepiej? :)

Olgierd

Witam,
jestem obok Grzegorza drugim z czterech zadowolonych uczestników majowej wędkarskiej wyprawy nad jezioro Sommen. Wychodząc naprzeciw prośbie o kilka szczegółów, przedstawiam je poniżej.

Sprawy organizacyjne; bezproblemowy przejazd i dojazd, wszystko zgodnie ze szczegółowym opisem, kontakt z Gospodarzami, ich dostępność i przystępność, chęć niesienia pomocy ale i dyskrecja i zaufanie- były na najwyższym poziomie. Obydwie strony na pożegnanie powiedziały sobie ze szczerym uśmiechem "see you later".

Warunki bytowe; tu właściwie nie mam nic do dodania ponad to, że były na najwyższym z oczekiwanych przez nas poziomów. Funkcjonalny, przestronny, super wyposażony domek, fantastycznie położony nad samym brzegiem jeziora. Sprawne, nowoczesne łodzie, infrastruktura nie stwarzająca najmniejszych problemów.

Jezioro; rewelacyjne zarówno pod względem krajobrazowym jak i wędkarskim. Zatoki, wypłycenia, trzcinowiska, głębsze i bardziej rozległe partie wody, wysokie, kamieniste brzegi, pozwalały na wędkowanie każdą metodą, w każdą pogodę, na każdy gatunek ryby. O nieskalanej czystości szwedzkiej natury nie trzeba chyba nawet wspominać.

Metody połowu i gatunki; z uwagi na to, że przez cały okres pobytu regularnie brał dorodny szczupak, szybko zrezygnowaliśmy z innych metod połowu, które nie przynosiły większych sukcesów, na rzecz spinningu z łodzi i trollingu. Brania były częste, na każdą ze stosowanych przez nas przynęt- od dużych, głęboko tonących woblerów, różnorakich gum, po klasyczne błystki typu alga. Zdaje się, że naprzeciw większemu zainteresowaniu miejscowych szczupaków nie specjalnie wychodziły tylko obrotówki.

Miejscówki; mieszkając na farmie Kulla Gard w domku Slottet, ograniczaliśmy się do wypraw na nie większą odległość od przystani jak pięć kilometrów na północ i południe obrzucając i trollingując wzdłuż obydwu brzegów, ale też i toń jeziora, zresztą nie za głęboką, maksymalnie około 5m. Skupialiśmy się jednak raczej na płytszych partiach wody. Czas połowu od 6:00/8:00 rano do 12:00/13:00 oraz druga tura od 16:00/17:00 do zmroku. Szczupak brał pewnie, sztuk zerwanych było niewiele. Pogoda raczej stabilna- od 12 do 18 stopni C, bezwietrzna, dwa dni słoneczne, trzy pochmurne, ale na jakość i częstość brań jakby nie miało to żadnego wpływu.

"Sukcesy"; w ciągu pięciu dni wędkarskich czterem nie aż tak bardzo doświadczonym wędkarzom udało się złowić 46 szt. wymiarowych (od 46 do 67cm) szczupaków, z czego znakomitej większości darowano oczywiście wolność (jeszcze po nie wrócimy :) ) Było też kilka niewymiarowych sztuk, ale niewiele. Czyli średnia wynosiła około 3 szt. na wędkarza na dzień. Uważamy, że to całkiem przyzwoity wynik, biorąc pod uwagę fakt, że nie tylko wędkarstwo było nam w głowie :) Niestety wymiaru górnego limitu ochronnego szczupaka nie udało nam się ani razu przekroczyć.

Problemy; chyba jedynym problemem były zaczepy, częste szczególnie do czasu poznania łowisk, ale kiedy łowi się metodą spinningową, w jeziorze o kamienistych brzegach i dnie, z dużą ilością zwalonych drzew i konarów, skupiając się na trzcinowiskach i wypłaceniach, to chyba oczywiste.

Podsumowując; niezapomniane wrażenia, które polecamy każdemu, kto oprócz wędkarskich atrakcji, ceni sobie komfortowe warunki wypoczynku oraz obcowanie na wyciągnięcie ręki z nieskazitelną naturą.

Pozdrawiam - Wojtek Dankowski

Jezioro Runn. Mimo niesprzyjającej aury tarła szczupaka i okonia udało nam się złapać kilka fajnych ryb. Przesyłam kilka zdjęć. Jeżeli chodzi o jezioro to zbiornik godny polecenia i z dużym potencjałem. Na pewno chciałbym tam wrócić jeszcze jesienią i myślę, że wtedy wyniki byłyby dużo lepsze. Z ryb okazowych zostało złowione 4 ryby metrowe: 102, 103, 104, 105cm (1 rocznik), okonie: 47, 49, 50, 51 cm.

Pozdrawiam
Zbyszek Kucharski.

Witam serdecznie,
zdaję małą relację z pobytu na Syrsan. Ogólnie jesteśmy zadowoleni z wyjazdu poza brakiem dużych ryb i kiepskiej pogody. Wiadomo, na jedno i drugie nie mieliśmy wpływu i co za tym idzie hmm...loteria? Złapaliśmy 100 sztuk w głównie w przedziale 1-3 kg, mi trafił się 6kg i 5kg. Ogólnie fajna przygoda jak na nowicjuszy na zagranicznej eskapadzie. Myślę, że za jakiś czas skorzystamy z waszej oferty znowu.

Jarek Miłek

Cześć,
Opiszę jak łowiliśmy na Oyeren:

- 03.06 - zmienna pogoda, temperatura około 15C, przechodziły deszczowe fronty, północny wiatr. Łowiliśmy w płytkich zatokach po drugiej stronie jeziora na przeciwko domku. Zatoka z rzeką miała brudną wodę. Wyniki słabe, kilka szczupaków około 70cm i pojedyncze okonie,

- 04.06 - pogoda jak dzień wcześniej. Sprawdzamy dołki koło domku. Łowimy kilkanaście szczupaków pomiędzy 60-70 cm i kilka okoni. Ryby biorą głównie przed zmianą pogody i bardzo krótko.

- 05.06 - rano dołki koło domku - kilka małych szczupaków. Po południu płytka woda w północnej części jeziora w okolicach wyspy i dużej zatoki. W zatoce bez brań. Przy wyspie łowimy kilkanaście siedemdziesiątek (wszystko na kancie przy korycie z głęboką wodą).

- 06.06- pogoda się ustabilizowała - lekki południowy wiart i około 15C. Od rana łowimy na płytkej wodzie na granicy koryta wpadającej rzeki (zielone bojki). Z płytkiej wody na jerka 2 ryby po 75cm. Brania do 10.00, później nic. Około 17.00 przepływamy na drugą stronę jeziora gdzie wpada druga rzeka (czerwone bojki). Obok nas łowia Norwegowie (trolling, jerki i bulldogi) - nie mają ryb. Ustawiam się w korycie (6,5m i wyraźny nurt). Guma na 20g główce nie można zejść do dna. Zakładam koguta 28g i około 18 mam pierwszą rybę - 114cm. Po pół godzinie drugą 105cm z tego samego miejsca. Oprócz tego łowimy kilka szczupaków pomiędzy 70-80cm. Po 21 ślady ryb znikają z echosondy i nie mamy nawet dotknięcia.

- 07.06-jesteśmy na łowisku o 5.00 - na echosondzie pusto. Około 8.00 pokazują się pierwsze łuki i mamy szczupaki koło 70 cm. Po 9.00 mam szczupaka 113cm. Po 10.00 znowu bez brań. Po południu zaczynamy o 16.00. Pierwsze ryby łowimy po 17.00. Ja mam 101cm i 110cm, kolega "wymodloną" 117cm i 105cm - wszystkie ryby bez przestawienia łódki. Na drugiej łodzi kilka metrów od nas chłopaki mają 110cm. Po 21.00 brania znowu ustają.

- 08.06. -mamy plan żeby zacząć o 8.00, ale mamy awarię silnika i jesteśmy o 9.00- jest bezchmurnie i bezwietrznie i okazuje się, że jesteśmy za późno. Łowimy kilka szczupaków po 70 cm i kilka okoni. "Mamy" już jadły i nie biorą. Wieczorem nie wypływamy tylko oglądamy mecz - szkoda bo pogoda super i pewnie coś by się dołowiło...

Podsumowując:
1. miejsce - głęboko i w nurcie
2. przynęta - brały przy dnie- łowiliśmy na 30g koguty, bo nie mieliśmy 40g główek:)
3. pora - brały tylko po 2 godziny (pomiędzy 7-10) rano i wieczorem (17-21).

Pozdrawiam,
Arek

Witam,
to już nasza trzecia wyprawa nad jez. Fiolen. Przywitała nas piękna, słoneczna pogoda i w sumie w trakcie całego pobytu lało 3 dni (tylko i aż). Przyroda, cisza, przyroda i spokój - to atuty tego miejsca. Warunki zakwaterowania tak jak rok wcześniej - rewelacyjne! Domek nad jeziorem super! Przybyło trochę nowości wokół domku (kosztem krzewu). Odnośnie do wyników, to w sumie we dwóch złapaliśmy 119 szt., lecz tylko jedną "metrówkę" (103 i 100 cm), lecz za to kilkadziesiąt szt. w przedziale 90-99 cm. Jezioro choć już poznane rok wcześniej, to jednak trudne wędkarsko. Skuteczna przynęta to przede wszystkim duża i ciężka artyleria. Oczywiście nie obyło się bez strat, tym razem współpracy odmówił sprzęt rejestrujący, tj. kamera, ale i tak najważniejsze wspomnienia zostały w głowach. Podsumowując, jak wszystko się poukłada, to wrócimy tam jeszcze...

Damian Spieczyński

Witam,
w dniach 05.05-12.05.2012 łowilśmy szczupaki w szkierze Arkösund w Szwecji. Wraz ze znajomym udało się nam złowić 104 sztuki, w tym 97 cm, 90 cm, 6 ryb powyżej 80 cm, również sporo ryb w przedziale do 75 cm. Niestety szczupaki żerowały dość chimerycznie, w krótkich przedziałach czasowych rano i wieczorem. Rybki wychodziły z wody o głębokości ok. 1-2 m na łąkach i w pobliżu skał. Jeżeli chodzi o łódź i domek, wszystko w najlepszym porządku za sprawą Eventur Fishing.

Pozdrawiam,
Tomek Lasoń

Witam,
po raz kolejny wielkie dzięki za zorganizowanie wyjazdu do Szwecji. Jezioro Fiolen jest kameralne, ale ma swój urok i dużo zalet nawet przy mocno jesiennej pogodzie, jaka nas zastała. Warunki w domku, jak i sprzęt pływający OK.

Z racji pogody brań nie było za wiele, ale ryby, które złowiliśmy, były rewelacyjne! Szczupaki 75-90, kilkanaście sztuk, 95+ 2 szt. i 102 1 szt. Mile nas zaskoczyły okonie: ponad 15 szt. w przedziale 32-40, które brały na woblery szczupakowe.

Pozdrawiamy,
Darek i Przemek

Wypad do Szwecji na szczupaki planujemy od dłuższego czasu, zastanawiamy się tylko, czy szkiery czy któreś z jezior. Wybór padł na nową ofertę Biura Eventur Fishing & Travel - szkiery Jarnavik. Za tym wyborem przemawiała bliskość szkierów, tylko 160 km od promu w Ystad, a także rekomendacje Biura co do zasobności tej wody w duże okazy szczupaków. Wybieramy termin 17.09-24.09.2011r, jedziemy we czterech: Zbyszek, Piotr, Ryszard i ja - Darek.

Oczekiwanie na wyjazd dłuży się w nieskończoność, wielokrotny przegląd sprzętu, powtórne pakowania, uzupełniające zakupy nie mają końca, ale przynajmniej trochę łagodzą ból oczekiwania na wyjazd.

W końcu się doczekaliśmy, 700 km do Świnoujścia pokonaliśmy w 12 godzin, następnie wjeżdżamy na prom i o 22.30 odpływamy, ostatnie zakupy w sklepie na promie (dobrze zaopatrzony, szczególnie w perfumy dla małżonek) i spać. O godz.6.15 lądujemy na szwedzkiej ziemi i powstaje dylemat; do miejsca docelowego mamy 160 km, czyli ok. 2 godziny jazdy, a możemy zakwaterować się dopiero po 14. Szybka narada i zapada decyzja - po drodze mamy rzekę Morrum - podobno jest najlepszą rzeką łososiową w Europie. Na miejscu okazuje się, jakie perełki posiadają Szwedzi: piękna, dzika rzeka, nieulepszona ręką człowieka, doskonale zorganizowane, pilnowane łowisko, podzielone na sektory. Trochę żałujemy, że nie mamy ze sobą muchówek, choć z drugiej strony zdobycie licencji z marszu podobno graniczy z cudem, tym bardziej że zaczął się ciąg troci. Pozostało nam podziwiać rzekę, krajobrazy i łowiących wędkarzy. W tak wspaniałym miejscu czas płynie bardzo szybko i superata czasowa znikła bez śladu. Punktualnie o wyznaczonej godzinie meldujemy się u gospodarza, który od ręki przekazuje nam domek i wyjaśnia wszelkie zasady. Dostajemy mapy łowiska z zaznaczonymi miejscami podobno dobrych łowisk. Umawiamy się też za 20 minut na przystani z łodziami. Szybkie wypakowanie ekwipunku i zasiedlamy domek, który jest w pełni wyposażony i ma nawet osobny magazynek na sprzęt. Z miejsca zakwaterowania mamy ok. 200 m na przystań usytuowaną na końcu niewielkiej zatoki. Gospodarz przekazuje nam wygodne łodzie 4,8 m wyposażone w silniki 10 KM. Po szybkim instruktarzu obsługi silnika dzielimy się na załogi. Ja z kolegą Zbyszkiem (2 lata temu byliśmy na szkierach Arkösund, a także w kraju pływamy na łodziach motorowych) zostajemy sternikami, natomiast kolega Piotr dołącza do mnie, a Ryszard do Zbyszka. W pośpiechu szykujemy sprzęt i wypływamy na pierwszy rekonesans. I tu zaskoczenie - próbujemy łowić na płytkiej wodzie przy trzcinach, następnie w głębokich zatokach i przewężeniach między małymi wysepkami - brak jakiejkolwiek aktywności ryb, zero kontaktu, po kilku godzinach spływamy lekko zniechęceni. Pierwsze niepowadzenia tłumaczymy nieznajomością łowiska. Następnego dnia po szybkim śniadaniu wypływamy ponownie, tym razem kierujemy się na łowiska zaznaczone na mapie. Zapowiada się całodniowa wyprawa, ale na szczęście świeci słońce i jest w miarę ciepło, temperatura wody tylko 6 RC, trochę mało. Po godzinie płynięcia obławiamy pierwsze łowisko, potem następne i następne, i tak do popołudnia... Zero wyników, brak jakichkolwiek kontaktów z rybami. Do wody wrzucamy cały posiadany arsenał, a jest tego niemało, niejeden sklep wędkarski by mam pozazdrościł. Po południu wpływamy do długiej i wąskiej zatoki. W połowie jej długości mamy pierwsze zdobycze: 2 szczupaki po 50 cm po jednym na łódź. Płyniemy na sam koniec zatoki, gdzie uchodzi niewielki strumyk. Jego głębokość w granicach 0,8-1 m, bardzo dużo ryb podwodnych i na powierzchni. Postanawiamy łowić lekko na sprzęt okoniowy, a z drugiej łodzi koledzy łowią na ciężko, głównie na woblery. Pierwszy rzut i szczupak 66 cm, kolejne rzuty i kolejne szczupaki - łącznie 15 sztuk w przedziale 45-66 cm. Jeden na kolację, reszta z powrotem do wody. Większa sztuka oceniona na 80+ schodzi z haka. Pewnym zaskoczeniem jest temperatura wody w zatoce, na której końcu jest 13 RC - i to był klucz do sukcesu. Robi się późno, zaczyna padać deszcz, więc zapada decyzja o powrocie, tym bardziej że przed nami co najmniej godzina pływania. Do przystani przybijamy w strugach deszczu, zmoknięci, ale zadowoleni. Następne dni zapowiadają się obiecująco. Nazajutrz płyniemy w drugą stronę, by zwiedzić kolejne dobre miejsca zaznaczone na mapie. Wpływamy w dużą zatokę, po kilku godzinach biczowania wody udaje nam się złowić 2 szczupaczki po 50 cm. Szukamy nowego łowiska, wpływamy do kolejnej zatoczki, tym razem mniejszej i płytszej. I sytuacja analogiczna jak w dniu poprzednim, woda o kilka stopni cieplejsza, płytka i zarośnięta. Na dłuższą gumę na lekkim haku mam świetne branie pod powierzchnią wody - po widowiskowym holu w łódce ląduje szczupak 65 cm. I to była niestety ostatnia ryba tego dnia. Resztę czasu spędzamy na bezowocnym biczowaniu kolejnych zatoczek. Na szczęście dopisała pogoda - cały dzień świeciło słońce.

W kolejnym dniu płyniemy na odległe łowisko, wskazane przez gospodarza na mapie jako najlepsze w okolicy. Jest to niemałych rozmiarów zatoka z dużą wyspą pośrodku - coś w kształcie litery U. Płyniemy ok. 1,5 godziny, w tym częściowo przez otwarte morze niezasłonięte wyspami. Na szczęście słabo wieje i na niewielkiej fali łodzie dobrze się spisują. Na miejscu zaskoczenie: obydwa wloty do zatoki przegrodzone są na stałe zaporami z grubej sieci, o czym gospodarz nie wspomniał. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak szukać innego łowiska. Płyniemy do kolejnych zatoczek próbujemy coś złapać, niestety kolejne zatoki okazują się bezrybne. W końcu docieramy do zatoki, w głębi której poławialiśmy drugiego dnia pobytu. Niestety na końcu zatoki, na płytkiej wodzie, kawa z mlekiem i oczekiwanie... zero aktywności ryb. Widocznie strumyk naniósł z głębi lądu osad po wcześniejszych intensywnych opadach deszczu. Postanawiamy więc łowić u nasady zatoki, gdzie woda była bardziej przejrzysta. Po drodze w połowie zatoki dostrzegamy opuszczony drewniany pomost, korzystamy z okazji wyprostowania nóg i skorzystania z ustronnego miejsca, gdyż wokół sam las. Kolega odchodzi na kilka metrów od pomostu i za chwilę wraca z naręczem grzybów, same prawdziwki i kozaki. W ciągu 10 minut mamy pełne wiadro grzybów, nie oddalając się bardziej niż na 20 metrów od pomostu. Na kolację będzie uczta grzybowa - pycha! U nasady zatoki łowimy 3 szczupaki, takie do 60 cm, a kolega z łódki ma piękną rybę na kiju, która dzielnie walczy, co chwila wchodząc w zarośla. W czasie kolejnego odjazdu wbija się w kępę zarośli i schodzi z haka. Szkoda, bo to była naprawdę ładna ryba - oceniam ją na 85-90 cm. Ja też przeżywam niesamowitą przygodę... Cumujemy łódź na 1,5-metrowej wodzie, gęsto zarośniętej, obok dużej Kępy roślin. Za kolejnym rzutem ściągam przynętę 10 cm kopyto blisko łodzi, nie chcąc jej zaczepić o kępę roślin. Podnoszę kij do góry, by jak najszybciej wyciągnąć przynętę na powierzchnię wody, gdy przynęta jest tuż pod powierzchnią,z głębi za kępy roślin wyłania się otwarta paszcza szczupaka, do której zmieściłaby się moja głowa - potwór! Opuszczam wędkę, ale jest już za późno, przynęta wyskakuje z wody, szczupak robi potężny młyn i odpływa, a ja pozostaję ze zdziwioną miną. Coś niesamowitego! To wszystko działo się przed moimi oczami, w odległości 1,5-2 metry, dłuższą chwilę próbuję dojść do siebie, a następnie biczuję wodę wszystkim, co mam w pudełkach. Niestety drugi raz nie ujrzałem tego łba, a szkoda, bo mogło być naprawdę ciekawie. Płyniemy do kolejnej zatoki. Tam łapiemy trzy średnie szczupaki i jednego ładnego okonia - dobre 35 cm. Niestety czas płynie nieubłaganie, pora wracać do bazy. Przed nami godzina pływania. By wrócić do przystani, musimy ominąć półwysep i płynąć pod wiatr w stronę otwartego morza, gdyż jest to jedyna droga powrotu w czasie naszych połowów. Rozdmuchało się na dobre, wieje jakieś 3-4 w skali B, i pływanie tak niewielkimi łódkami po rozbujanym morzu to dość ekstremalne przeżycie. W tym momencie przydało się doświadczenie żeglarskie i pływanie po Bałtyku na kutrach za dorszem. Idziemy najpierw pod wiatr, fale miotają naszymi łódkami niemiłosiernie! Moc silników w niektórych momentach jest niewystarczająca. Następnie w dogodnym momencie zmieniamy kurs i płyniemy z falą, starając ukryć się za małymi wysepkami. Udało się! Przypływamy do przystani przemoczeni do suchej nitki. Jak na jeden dzień - wystarczy emocji. Na kwaterze zapadamy w kamienny sen, budzimy się dopiero przed południem. I tu zaskoczenie - silny wiatr od strony morza nie wróży nic dobrego. Pamiętając o wczorajszych doświadczeniach, postanawiamy łowić w naszej zatoczce. Do końca dnia mamy kilka szczupaków (największy 70 cm). Nazajutrz znów silnie wieje, nikt nie chce ryzykować i wypłynąć na otwarte przestrzenie. Znów postanawiamy obłowić naszą zatoczkę. Zaczynamy od 3 szczupaków takich do 60 cm. Postanawiam spróbować połowić delikatnym sprzętem w nadziei na okonia. Wędka do 14 gr., plecionka 0,08 mm o wytrzymałości 4,5 kg, przynęta 6 cm kopyto na 5 gr główce na haku nr 2. Trzeci rzut pod trzcinki i jest delikatne branie, zacinam i czuje luz na wędce, ryba popłynęła w kierunku łodzi, ekspresowo zwijam plecionkę. Nagle stop i zaczęło się, ryba robi odjazd, jakieś 20 metrów w ciągu kilku sekund, całe szczęście że mam precyzyjnie wyregulowany hamulec, kolejny odjazd i kolejny każdy coraz dłuższy a ja nic nie mogę zrobić takim sprzętem, zaczyna robić się nieciekawie, gdyż ryba w czasie kolejnych ucieczek zahacza linką o kępy roślin, podejmuję błyskawiczna decyzję, rzucam hasło do kolegi o odcumowaniu łodzi i delikatnie manewruje pomiędzy kępami roślin, jednocześnie kontrolując na wędce walkę z rybą, po kilkunastu minutach ryba słabnie i daje się podholować do łodzi w tym momencie okazuje się, że podbierak będzie za mały. Dobrze, że mam gripa, pewny chwyt i ryba jest w łodzi. Szybkie ważenie, mierzenie, sesja zdjęciowa i ryba trafia powrotem do wody. Szczupak ma 110 cm i 10 kg, na tak delikatny sprzęt, niewiarygodne. Do końca dnia jesteśmy bez brań.

Następnego dnia również silnie wieje, więc znów obławiamy naszą zatoczkę. Do popołudnia łowimy łącznie 8 szczupaków - dł. ok. 65 cm. Następnie spływamy do przystani i szykujemy łodzie, by zdać je gospodarzowi. Potem pakowanie, ostatnia kolacja. W tym dniu wcześniej się kładziemy, bo nazajutrz długa droga przed nami. Rano szybkie pakowanie ekwipunku do samochodu, pożegnanie z gospodarzem i trasa na prom. W Ystad na przystani promowej spotykamy kilka ekip wracających z różnych łowisk (szkiery, jeziora) w Szwecji. Wszyscy narzekają na słabe wyniki. Nasze opowieści i zdjęcia wzbudzają niemałą sensację. Okazuje się, że nasza wyprawa była najbardziej rybodajna. Wszyscy narzekali na zmienną pogodę i duże skoki ciśnienia, a przez to słabą aktywność ryb. Jeszcze raz potwierdziło to starą wędkarską prawdę: to pogoda decyduje o naszych wędkarskich sukcesach i porażkach.

Potem zaokrętowanie na prom, na którym już planujemy następną wyprawę na wiosnę 2012r. O godzinie 20.00 przybijamy do portu w Świnoujściu i tak skończył się tydzień w wędkarskim raju.

Do zobaczenia na wiosnę,
Dariusz Miądziel

Witam,
poniżej przesyłam relację z wrześniowego pobytu nad Storsjön.

Podróż spokojna. Pierwszy raz (a byliśmy z Wami w Szwecji po raz trzeci) płynęliśmy z Gdyni do Karskrony. Podróż przebiegła dużo lepiej (nie licząc autostrady A1 i związanych z nią problemów) niż do Ystad. Domek bardzo sympatyczny. Jedynym mankamentem było to, że faktycznie znajduje się on na wzgórzu, więc jak zaczęło wiać (a były takie dwa dni), to trochę kołysało. Przeszkadzało trochę też to, iż wejście do łazienki jest z jednej z sypialni, ale ponieważ byliśmy we dwoje, to nie miało to dla nas znaczenia (niestety, narzekali sąsiedzi).

Jezioro (jeziora - bo jest przecież też Ramen) bardzo urokliwe. Wiele ciekawych miejsc. Szkoda, że nie ma mapy batymetrycznej, ale po pierwszych dwóch dniach można na tyle poznać jezioro, że nie stanowi to problemu. Jedna ważna sprawa: nie trafiliśmy na żadne podwodne przeszkody (wywiad z gospodarzem to potwierdzał), więc można było śmiało pływać, bez obawy, że wylądujemy na podwodnej górce.

Pogoda zmienna - od pływania w koszulce i prawie bezwietrznej pogody, do kombinezonów zimowych podczas dużego wiatru. Kolejna ważna rzecz - bez względu na siłę wiatru i kierunek, zawsze można znaleźć spokojne osłonięte miejsca.

Ryby:

Ramen - dużo szczupaka i okonia, zero sandacza (nawet gospodarze nie wiedzą czemu). My łowiliśmy tam kilka razy, jednak szczupaki brały nam średniej wielkości (do 75 cm). Ale okonie są tam wielkie. Nasz największy to 40 cm, którego złowiła żona (sąsiedzi - notabene też kobieta - złowili okonia 48 cm). Sporo szczupaków złowiłem na koguta.

Storsjon - jest wszystko: płytkie zatoczki, blaty 6 m, blaty ze spadem 6-11 m, blaty ze spadem 11-20 m, górki podwodne 6-20 m. Znalazłem kilka miejsc okoniowych, ale ryby te były chimeryczne. Czasami branie w każdym rzucie, a czasem tak, jakby ich nie było (i może faktycznie odpływały). Szczupaki łowiliśmy głównie na troling (choć parę padło nawet na jerki w zatoczkach). Największy szczupak (znów moja żona) - 93 cm, mój 90 cm. Sporo 80- i 70-centymetrowych. Sąsiedzi złowili największego szczupaka o dł. 97 cm. Sporo sandaczy - i tu przekrój pełny: od 30 cm (złapanych na woblery 16 cm) do 85 cm (znów moja żona). Mój największy sandacz to 75 cm. Wydaje mi się, że okonie trochę mniejsze niż na Ramen, ale może to zbieg okoliczności.

Pozdrawiam,
Wojciech Foltman

Witam Panie Tomku!
Emocje powyjazdowe (pobyt w Hedesunda) minęły, a teraz mogę spokojnie ocenić. Łowisko piękne zarówno widokowo, jak i ze względu na potencjał wędkarski. Niestety z jakichś powodów było raczej drętwo. Mała aktywność ryb, których szukaliśmy we wszystkich możliwych konfiguracjach pór dnia i głębokościach wody. Nie rozpracowałem tej wody. Ale... tak to bywa, nie zawsze jest "dzień dziecka". Przesyłam kilka migawek z pobytu. Największego sandacza (5 kg, 80 cm) złowił Marek Adamski na kopyto.

Pozdrawiam,
Robert Kołodziejski

Panie Tomku,
wyjazd na szkiery Św. Anny nie był czysto wędkarski, lecz bardziej wypoczynkowy. Jednakże udało mi się złowić rybę życia - oto krótki opis.

29 czerwca 2011 wieczorem wybrałem się z moim siedmioletnim synem Wojtkiem na spinningowanie na tzw. jezioro (tj. szkierową zatokę leżącą w bezpośredniej bliskości przystani, połączoną wąskim przesmykiem z głównymi wodami szkierów Św. Anny). W pobliżu jednej z wysp złowiliśmy kilka okoni i drobnych szczupaków. Na sam wieczór ok., 21.30 postanowiliśmy przenieść się na głęboką miejscówkę leżącą tuż przy naszej przystani i domku - prawie na sam początek przesmyku. Myśleliśmy o okoniach, które tam żerowały, co też potwierdzały brania, które odnotowaliśmy w tym miejscu w poprzednich dniach. Wziąłem więc do rąk wklejankę do 15 g wyposażoną w kołowroteczek wielkości 1000 z nawiniętą żyłką 0,18, o wytrzymałości 4 kg, zakończoną metalowym przyponem (a raczej przyponikiem) o zbliżonych do żyłki parametrach. Na końcu zestawu zadyndał 6-cm zielony riper - predator Manns'a. Staliśmy na 8-9 metrach głębokości. Prowadziłem przynętę skokami z płytszej wody. Pod samą łodzią, w jednym z ostatnich podbić nastąpiło spokojne branie, które skitowałem zacięciem. Wędka wygięła się w pałąk, a ryba, tak jak spokojnie wzięła, tak zaczęła spokojnie i pewnie przemieszczać się wokół łodzi, wybierając tyle żyłki, ile tylko chciała. Początkowo nawet nie miałem szans na swoim sprzęcie jej podnieść. Zacząłem się zastanawiać, z czym właściwie mam do czynienia - branie na prawie 9 metrach na drobną przynętę i nadzwyczaj "łagodne" zachowanie nie kojarzyło mi się raczej ze szczupakiem. Może sandacz? - myślałem. Po ok. 15 minutach udało nam się zobaczyć rybę - wielki, torpedowaty zielony kształt rozwiał wszystkie wątpliwości. Metrówa!!! - zawołałem. Mój okrzyk usłyszeli odpoczywający wówczas na tarasie domku - odległego od naszej łodzi o ok. 150-200 metrów (!) - mój przyjaciel Piotr z ojcem Marianem i synkiem Jankiem. Wsiedli do drugiej łodzi i przypłynęli z aparatami fotograficznymi. Ja tymczasem mocowałem się ze szczupakiem, mając coraz większą nadzieję, iż mimo delikatnego zestawu być może uda mi się wyjść z tej walki zwycięsko. Poluzowałem jeszcze hamulec tak, aby zrywy szczupaka na krótkiej żyłce nie doprowadziły do utraty ryby. Po ok. 25 minutach walki szczupak wylądował w podbieraku. Był MÓJ!!! Mierzył 104 cm. Po sesji zdjęciowej odpłynął w głębinę. O takiej rybie zawsze marzyłem! Dotąd mój największy okaz mierzył 102 cm, a złowiłem go jako trzynastolatek w 1989 roku na Mazurach...

Pozdrawiam,
Marcin Macieszczak

Witamy Panie Tomku!
Chcielibyśmy podziękować Panu za zorganizowanie tegorocznej wyprawy do rejonu Steigen w Norwegii. Czujemy się w pełni usatysfakcjonowani nie tylko połowami, ale także zakwaterowaniem oraz piękną lokalizacją. Sześcioosobowy domek o wysokim standardzie z tarasem położonym bezpośrednio nad fiordem pozwalał nam na codzienny relaks po ciężkich połowach i jeszcze cięższym filetowaniu. Wypożyczona przez nas łódka spisywała się bez zarzutów, a jej rozmiar był w sam raz dla czterech wędkarzy.

Jeśli chodzi o ryby, wróciliśmy zadowoleni. Udało nam się złapać dwa cenne halibuty (16,5 kg oraz 7 kg), a ponadto wiele innych okazów do wagi 10 kg. Nasza wyprawa odbyła się w lipcu, toteż trafiliśmy na pięć dni wspaniałej pogody, a pozostałe dwa z powodu wiatru poświęciliśmy na zwiedzanie wyspy i okolic. Jedyną drobną rzeczą, którą możemy zarzucić firmie Eventur, to podanie nieaktualnego numeru telefonu do gospodarza ośrodka w Steigen. Jednak mimo to cieszymy się z wyboru tego biura i gorąco polecamy!

Z pozdrowieniami,
Janusz, Marek, Jarek i Łukasz

Cześć!
Wróciliśmy cali i zdrowi, wypoczęci i opaleni. Jednak z lekkim wędkarskim niedosytem. Oto relacja z wyprawy, która nie przyniosła powalających trofeów, ale była niezapomnianą przygodą.

Morze możliwości
Zaraz po tym, jak wysiedliśmy z promu, zaświeciło słońce. Towarzyszyło nam ono aż do Osty, więc cieszyliśmy się, że pogoda dopisuje. W ogóle nie wiedzieliśmy, jakich temperatur się spodziewać, więc nabraliśmy polarów, kurtek, a nawet ciepłe czapki. Na miejscu były problemy z odszukaniem właściciela naszego domku, bo na tym kempingu każdy ma innego. Nie trwało to długo, w końcu przywitała nas miła pani i zakwaterowała w fantastycznym miejscu. Muszę przyznać, że warunki mieszkaniowe były idealne - superurządzona kuchnia, wielki i wygodny living room, klima, tv itp. Wypoczywać można na całego! Po szybkim zrzuceniu bagażu ruszyliśmy do przystani. Znajdowała się 5 min spacerkiem na czubek półwyspu. Dostaliśmy dwie aluminiowe ekstrałodzie 420 cm z silnikami 4 KM i od razu wypłynęliśmy, by pomacać sondą najbliższe okolice ośrodka. No i okazało się, że w promieniu dwóch kilometrów mamy wymarzone miejscówki do walki z okazami. Kilkumetrowe spady, górki, blaty, kamienne "irokezy" i inne podwodne atrakcje sprawiły, że prawie nie mogliśmy spać. Ta woda nadaje się do wszystkich metod, na ekranie widać ławice i pojedyncze okazy. I w dodatku wszystko lekko płynie, co obiecuje sandacza.

Bojowe nastroje
Rano późne śniadanie i wyścig do przystani. Lekko dmuchało zimnym wiaterkiem i na niebie pojawiły się chmury. Na pierwszych miejscówkach od razu spotkaliśmy przyzwoite okonie trzydziestaki. Kolega złowił szczupaka 80 cm. Mi na podręcznikowym blacie wziął sandacz 60 cm. Zapowiadało się nieziemsko. Odkryliśmy jeszcze ze dwie bankówki, nanieśliśmy na mapę, zaliczyliśmy po skubnięciu i... koniec. Pływaliśmy do wieczora - złowiliśmy jeszcze dwa okonie i jednego szczupaka 45 cm. Już po zachodzie słońca, czyli tutaj około 23 z hakiem, wyciągnąłem sandaczyka 45 cm. No nic - widać poranek okazał się być lepszą porą. Poszedłem oskrobać ryby na kolację, gdy tymczasem kolega złamał dwa moje kije - w tym ukochanego HMa z indywidualną dedykacją. A przecież w czasie jazdy opowiadałem mu, jak trzeba trzymać wędki, jakie są możliwe i najczęstsze złamania, a on po prostu zmiażdżył oba dolniki w furtce na pomost. Pogniewałem się może z godzinę, po czym wrócił mi bojowy nastrój. W końcu mieliśmy inne wędki, wziąłem savageara do 40 g i tyle. Tak samo reszcie ekipy udzieliło się łowieckie podniecenie, bo w końcu byliśmy na rybnych wodach, mieliśmy plan, by wyłowić się za wszystkie czasy i pobić nasze rodzime rekordy!

Szwedzki upał daje zimny prysznic
Następnego dnia już po paru godzinach rzucania nastroje nieco opadły. Wynikiem porannej sesji było jedno branie okonia. Za to pogoda zrobiła się bardzo ładna, chmury gdzieś zniknęły i trzeba się było rozebrać z wędkarskich kurtek. Zaczęliśmy kombinować. Najpierw namierzyliśmy potężny spadzior z 3 na 11 m, przy którym coś się kręciło. Spędziliśmy tam dobre dwie godziny, bo ciągnął się chyba przez dwieście metrów i nic - ani stuknięcia. No więc kolejny pomysł - płytkie zatoki. Obłowiliśmy kilka z nich, co nie było trudne, bo jezioro po prostu obfituje w najrozmaitsze zakamarki. Były różne zatoki - kamieniste, głazowe, zamulone i zarośnięte. Łączyła je jedna cecha - zerowy poziom aktywności drapieżników. Po obiedzie i krótkiej sjeście obłowiliśmy dokładnie kilka bankowych miejscówek z poprzedniego dnia, ale nadal z efektem zerowym. Sandacze się pochowały, szczupaki przyczaiły na dobre. Kolejnego dnia rano było jeszcze trochę chmur, nawet przez chwilę pokropiło. Postanowiliśmy popłynąć do ujścia Dalalven i dokładnie je obłowić. Jeśli nie w jeziorze, to w rzece musiały siedzieć! Po drodze trolingowaliśmy na kilku głębokościach. Zaliczyłem nawet jedno branie na sporą gumę. Po śladach zębów na ogonku makrelopodobnego lunatica wydedukowałem 40 cm szczupiątko. Niestety, okazało się później, że to jedyny tego dnia kontakt z rybą. Gdy po trzech godzinach dopłynęliśmy do celu, z nieba prażyło już obficie. Ujście rzeki jest niezwykle malownicze. Kusi grążelowiskami, spokojnym, równym nurtem i podwodnymi skałami. Niestety na wszystkie możliwe wysiłki, w tym najcięższe główki jigowe, reakcja była zerowa. Popływaliśmy więc, pozachwycaliśmy się obrazkami na ekranie sondy i wróciliśmy do domku. Następne dni były bardzo ciepłe. Temperatura osiągała 30 st. C, na sondzie wyświetlała się temperatura wody 22-24 st. i drapieżniki nie brały w ogóle. Klimat zrobił się kąpielowo-drinkowy. Postanowiliśmy więc nałowić białych rybek na porządną zupę rybną. Przy okazji na paproszka złowiłem kilka leszczy po pół kilo. Ze skuszeniem wymiarowego okonia był problem. Za to zupa wyszła doskonale!

Cały dzień na łodzi i niebezpieczne szypoty
W końcu postanowiliśmy: łowimy do oporu i zwiedzamy całe rozlewisko. Wypłynęliśmy o siódmej rano z mocnym postanowieniem obłowienia północnej części jeziora. Już po godzinie (na pełnych obrotach) byliśmy na początku interesującej nas strefy. Wiatr wiał w kierunku naszej wycieczki, więc wedle podręczników płynęliśmy w dobre miejsce. W północnym końcu znaleźliśmy bardzo rozległą boczną zatokę o średniej głębokości około 2 m. Fale były spore, woda plus 24 st. Na środku zatoki położone było rozległe głazowisko. I tam stały okonie. Może nie jakieś okazy, ale w końcu można było złowić kilkanaście sztuk na spore przynęty. Największy mierzył 33 cm. Złowiłem tam też na powierzchniowego woblera szczupaka 45 cm. Po godzinie brania ustały. Obłowiliśmy jeszcze kilka ciekawszych punktów zatoki, ale bez efektów. Ruszyliśmy więc na północ, w kierunku miasteczka na mapie, które prezentowało się całkiem okazale. Plan był prosty - znaleźć jakiś pub, knajpkę z pizzą z mikrofali i piwkiem. Skoro jest tam duży port, muszą być i głodne rzesze wędkarzy. Jak bardzo się myliliśmy, napiszę później, ale póki co, dla przestrogi opiszę nasz spływ rzeką do miasteczka. Otóż po kilku kilometrach woda zaczęła szybko płynąć i nagle pod samą powierzchnią pojawiły się skały. Nie były to żadne spienione bystrza, tylko sterczące pod powierzchnią dwumetrowe kamulce. W jeden taki trafiliśmy bardzo mocno, co zaowocowało potężną dawką adrenaliny. Ale emocje miały się dopiero zacząć! Za potężnym zakrętem szumiały prawdziwe duże porohy, w oddali widać już było cel naszej podróży - Gysinge(które w naszej wyobraźni było takimi Mikołajkami czy Węgorzewem). Zdaliśmy sobie sprawę, że to jedyna droga. No cóż, jak na naszą łódeczkę wyglądało to groźnie, różnica poziomów wynosiła kilka metrów, wśród piany jeżyły się głazy i prąd rwał jak szalony. Postanowiliśmy się zatrzymać i podpytać miejscowych. Na spotkanie wyszła nam szwedzka staruszka. Nie mówiła po angielsku, ale kiedy spojrzała na mapę, zaśmiała się, pomachała ręką i wydała parę dźwięków w stylu "eeee uoi uoi eeee". Z pantomimy można było wywnioskować, że to oczywista droga i pływają tędy codziennie. No więc kto jest miękki? Na pewno nie my! No i popłynęliśmy, wydając radosne okrzyki i smakując duże porcje świeżej rzecznej piany. Gdzieś tam z tyłu głowy siedziało: jak my pod to popłyniemy z powrotem na 5-konnym pyrkotku? Ale nikt nie wymówił tego głośno. Przed nami było miasteczko. No właśnie. Gysinge, pomimo "mikołajkowego" usytuowania na mapie, jest takim ośrodkiem spokojnej starości dla byłych prezydentów (podobno przeciętna, jeśli chodzi o Szwecję) z jedną restauracją (ultraluksusową), która w dodatku właśnie się zamykała (bo już 17). Wkurzeni i zmęczeni poszliśmy więc szukać sklepu. Sklep na szczęście okazał się bardziej ludzki. Był alkohol (2,8%) i jakieś kiełbaski. W dodatku pani zza lady poprosiła swojego męża, żeby pojechał dla nas po paliwo do łodzi. No więc miło. Wychyliliśmy po dwa cienkie sajderki i ruszyliśmy w drogę powrotną. To, co nastąpiło później, trudno opisać. Dość powiedzieć, że podchodziliśmy pod bystrze dwa razy i tłuczeni o skały musieliśmy odpuszczać. W końcu płynąc 2 na godzinę i nie ruszając steru, udało się uciec na jezioro. Uff. Do Osty dopłynęliśmy około 23. Więc pełny dzień na łodzi.

Ostatni dzień jak zwykle
Ostatniego dnia około południa przyszły wreszcie chmury i powiało zimnym skandynawskim wiatrem. Szczupaczki jakby na to czekały i w końcu złowiliśmy osiem sztuk. No może nie były to giganty (40-50 cm), ale przynajmniej brały! Gdybyśmy zostali chociaż o jeden dzień dłużej... Tego ostatniego dnia dopiero znaleźliśmy pub na naszym campingu (w sumie wcześniej nie szukaliśmy). I zrobiło się dość śmiesznie, kiedy chłopak za barem, poproszony o 50 ml wódki bez popity, najpierw zrobił wielkie oczy, a następnie spytał mnie o dowód:) Podziękowałem uprzejmie za komplement i z radością wypiłem z kolegami najdroższy w moim życiu (35 zł) kieliszek wódzi.

Superwakacje
Podsumowując, mieliśmy ogromnego pecha z pogodą. Zagadnięci miejscowi mówili, że nie pamiętają takiego czerwca. Upał zdarza się tam średnio przez trzy dni w roku i to zazwyczaj w lipcu-sierpniu. Bezradnie rozkładały ręce nawet załogi turbowyposażonych trollingowych łódek na marlina. Właścicielka domku otwarcie powiedziała, że jest zaskoczona naszymi wynikami. A ja wierzę w to łowisko. Ma nieskończone możliwości i z pewnością jest tam mnóstwo ogromnych szczupaków. Niestety nie pobiłem mojego skromnego polskiego rekordu szczupaka (60 cm), ale bawiłem się doskonale! Wszystko było superzorganizowane, moi znajomi też są bardzo zadowoleni. Jeśli finanse i czas pozwolą, zmierzę się jeszcze kiedyś ze szwedzkimi wodami.

Olin Gutowski

Witamy Tomku,
chcielibyśmy serdecznie podziękować za kolejną, trzecią już wyprawę do Steigen. Było super! Co prawda wymarzony okazowy halibut nie skusił się na nasze przynęty, ale pozostałe gatunki nie gardziły nimi :-) Szczególnie podziękowania dla przewodnika grupy Roberta Taszarka za fachową pomoc, profesjonalizm i supermiłą atmosferę, która dodatkowo uprzyjemniła nam pobyt. Jeszcze raz dziękujemy za wspaniały wędkarski urlop i życzymy masę klientów tak zadowolonych jak my.

Ula i Wiesiek z Jaworzna

Panie Tomku,
potwierdzam Waszą opinię o Loppie. Sandland Brygge to prawdziwe eldorado. Ja złowiłem halibuta 17 kg na krewetkę w trakcie połowu fląder z dna na 25 m na żyłce 0,30 mm i teleskopie do 6 0g. To sukces - dobrze, że miałem ze sobą harpun. Żona złowiła sztukę 13 kg i na dokładkę dorsza 10 kg. Jedyne mankamenty apartamentu to brak telewizji (był LED 40 cali, ale jeszcze niepodłączony) i dostępu do internetu. Właściciel - Steinar - udostępniał swoje łącze, ale to było kłopotliwe. Potężna łódź kabinowa pozwalała na dalekie eskapady, ale raczej krajoznawcze, bo ryby były przy brzegu. Halibut żony padł na 20 m i to 100 m od brzegu przy porcie. Jeżdżę po Norwegii od wielu lat, ale takiej miejscówki jeszcze nie widziałem.

Pozdrawiam,
Tadeusz Markiel

Witam serdecznie.
Bardzo dziękujemy za ponowne zorganizowanie naszej wyprawy na Hedesundę. Mimo wielu problemów, jakie mieliśmy przed wyjazdem, udało się. Ponowny cel naszej wyprawy na Hedesunde (połowienie sandaczy) został zrealizowany. Złowiliśmy 17 sztuk, z czego największy 67 cm. Może to niewiele, ale dla nas to 100% zadowolenia. Dodatkowo złowiliśmy trochę ładnych szczupaków - największy 100 cm - i trochę okoni, największy 37 cm. Wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni i mile zaskoczeni tak profesjonalną obsługą przez biuro i właściciela ośrodka. Wszystkim niezdecydowanym wędkarzom polecam to niesamowite łowisko, trudne, ale bardzo ciekawe.

Jak wszystko dobrze się ułoży, mamy ogromne chęci raz jeszcze spróbować zapolować na sandacze na tej bardzo ciekawej wodzie.

Pozdrawiam i do usłyszenia,
Andrzej Kamiński

Witam Panie Tomku,
wróciliśmy z jeziora Vansjon więcej niż zadowoleni. Woda rewelacja - w trzy osoby złowiliśmy ok. 700 sandaczy (głównie takich 35-45 cm, największy miał 62 cm), ok. 1000 okoni (największy 44 cm). To, co działo się po dobrym napłynięciu na ławice, nie mieści się w głowie. Liczba okoni w przedziale 30-40 cm wręcz niewyobrażalna, trudno było złowić rybę mniejszą niż 25 cm. Pierwszy raz w życiu chciałem, żeby ryby przestały brać, bo ręce odmawiały posłuszeństwa. Troszkę trudniej ze szczupakiem, bo złapaliśmy raptem 20 sztuk, ale najmniejszy 73 cm, a największy 104 cm. Nie było już go na płytkiej wodzie, a na jeziorze nie mogłem na niego trafić. Jeżeli na jesieni znowu nie połowimy w Szwecji, nie szukam innego jeziora i dwa razy w roku będę jeździł na Vansjon. Od razu chciałem zarezerwować tydzień w czerwcu w 2012 roku.

Jeżeli chodzi o warunki pobytu i całą organizację wyjazdu, jak zawsze wszystko na najwyższym poziomie.

Dziękuje serdecznie za namówienie mnie na wyjazd nad Vansjon, zdecydowanie, jak na razie, był to wyjazd życia, jeżeli chodzi o ryby.

Pozdrawiam,
Michał

Witam.
Pobyt na Valdemarsvik w terminie 01.05-08.05.2011 bardzo się udał - mimo nie najlepszej (oględnie mówiąc) pogody (Pan Maciej wie coś o tym) i choroby mojego synka. Złowiliśmy 101 szczupaków, największe 1 x 100 cm oraz 2 x 90 cm + okoń 40 cm. Pan Robert Taszarek to naprawdę superosoba i ekstraklasa wędkarsko (szkoda, że mogliśmy z nim pływać tylko jednej dzień). BARDZO DZIĘKUJEMY ZA FAJNY WYJAZD!

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję,
Marcin Macieszczak

Witam,
Pani Justyno, Panie Tomku, wielkie dzięki za zorganizowanie wyjazdu do Valdemarsvik. Po raz kolejny wszystko było na najwyższym poziomie, a rady udzielane przez Pana Roberta bezcenne. Pogoda była zmienna, głównie dokuczał wiatr, ale mimo to wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wyników.

Pozdrawiam,
Darek, Czarek, Przemek, Jacek

Witam Panie Tomku!
Zgodnie z obietnicą przesyłam zdjęcia szczupaka 109 cm złowionego 30 maja 2011 r. w Valdemarsvik. Ryba została złowiona od nawietrznej strony zatoki przy silnym wietrze, dużym nasłonecznieniu i głębokości ok. 2m na 15 cm gumę z opadu, dostarczając wielu wędkarskich emocji.

Pozdrawiam,
Piotr Michalski

Witam,
chcieliśmy podziękować za bardzo fajną wyprawę na ryby na uroczą wyspę Seiland. Ośrodek Rognsund jest pięknie położony, warunki mieszkaniowe bardzo dobre, a warunku do łowienia ryb znakomite. Gospodarz szalenie serdeczny, miły i pomocny. Chociaż odległość z Polski jest dość duża, to urok tego zakątka Norwegii rekompensuje trudy podróży.

Jecek Kilijańczyk

ALSTERAN
W dniach 28.05-3.06.2011 przebywaliśmy (4 osoby) na łowisku Alsteran. Mimo niesprzyjającej(wędkarsko) pogody, czyli wszystkie słoneczne i gorące dni, udało się złowić kilka pstrągów w granicach 55-60 cm. Na rzece głównie spinning i dzikie pstrągi potokowe (brązowe) - największy w zonie 3 o wymiarze 57 cm. Rójka jętki niestety była w bardzo początkowej fazie, a mimo to na muchę zaliczyłem pięknego brązowego potokowca 60 cm. Kila pstrągów złapaliśmy także na jeziorku zaporowym (53-57 cm). Ośrodek bardzo przyjemny, gospodarze sympatyczni.

Dziękuję,
Stubiński Andrzej, Gdynia

Cześć Tomek,
szczęśliwie i bez kłopotów udało nam się wrócić z Finlandii z Saarijärvi. Wyjazd przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Warunki pobytu są rewelacyjne - oba domy to najwyższy poziom, a położenie mniejszego - rewelacja!!! Łódki są bardzo w porządku, 2 osoby całkiem wygodnie w niej łowią, a jeśli nie ma wiatru to 4-konne silniki powinny być wystarczające do sprawnego dopłynięcia i opłynięcia WSZYSTKICH najlepszych miejscówek na jeziorze. Jeśli chodzi o wyniki, w sumie podczas tygodniowej wyprawy złowiliśmy około 500 ryb, w tym około 200 sandaczy. Rozmiarowo nie były imponujące - największe sandacze miały lekko powyżej 50 cm, ale wszystkie większe ryby miały jeszcze ikrę, więc tak naprawdę dziwne, że ryba w tarle tak brała. Szczupaki były wszędzie - łowiliśmy je z trzcin na spoony, spod trzcin na jerki (Salmo Slider Holo 10 cm - rządzi i dzieli w tej kategorii), na obrotówki z płytkiej i głębokiej wody (tu tradycyjnie najlepsza jest Black Fury rozmiar 4) i na gumy w opadzie na żwirowych blatach. Niestety nie padła metrówka, choć było blisko - jeden z kolegów złapał na Slidera sztukę 99 cm. Podczas ostatniej sesji "opadowej" udało mi się wyciągnąć wyjątkowo mocno skaczącego szczupłego - miał niecałe 90 cm. Dokładny pomiar był niemożliwy, bo szalał na łodzi jak opętany. Mimo asysty 2 kolegów na łodzi, nie dał się opanować:) Tego samego dnia jeden z kolegów na łodzi miał 3 "obcinki" - kopyto 3 + przypon 25 cm znikało w paszczy i na tym kończyły się emocje... Jestem pewien, że tam była ta upragniona metrówka. Podsumowując - wyjazd FANTASTYCZNY, miejsce bajecznie bogate w ryby i grzechem byłoby tam nie wrócić... I to nie raz.

Pozdrawiam,
Olgierd

Witam.
Panie Maćku, dziękuję za jak zwykle profesjonalne zorganizowanie wyjazdu nad jezioro Storsjön. Oprócz pogody wszystko było w jak najlepszym porządku (jedyna uwaga to słabe kotwice, nie trzymały na dużym wietrze!!!!). Jezioro "pachniało" grubą rybą i jedynie zbyt silny wiatr uniemożliwiał nam powtarzalne wędkowanie.

Pozdrawiam,
Radosław Dejnakowski

Witam,
po drugiej wyprawie nad jezioro Fiolen znów wrócił problem z odnalezieniem się w rzeczywistości. Po przybyciu na miejsce odpoczynku niesamowity spokój, cisza, przyroda i nieziemski klimat Szwecji znów uderzyły w naszego ducha. Niestety wadą po raz kolejny okazała się pogoda. Zmienna jak kobieta. Z tegoż też względu wymieniliśmy silnik elektryczny na spalinowy. I tutaj sprzęt tym razem nas zawiódł. W czwartym dniu po prostu uległ awarii. Naszym zdaniem mechanizm zmiany biegów po prostu się rozsypał. Koszt naprawy 500 SK (czy to drogo?, czy nasza wina?, ciężko się powiedzieć). Ale niestety to tylko sprzęt i trzeba to wkalkulować w koszty. Warunki zakwaterowania, tak jak rok wcześniej, rewelacyjne - superdomek nad jeziorem. Odnośnie do wyników, to w sumie we dwóch złapaliśmy 130 szt., w tym dwie metrówki (103 i 100 cm), kilkanaście w rozmiarach 90-99 cm. Jezioro choć poznane rok wcześniej, to trudne wędkarsko. Na pewno wrócimy tam jeszcze, już się przymierzamy do kolejnej wyprawy.
Jedna sugestia dla wybierających się na to łowisko: przede wszystkim bierzcie ubrania przeciwdeszczowe. Tak szybko zmieniająca się pogoda sprawia wiele problemów "ubraniowych". Druga wskazówka: przydadzą się własne akumulatory (te na miejscu są bardzo słabe). Trzecia to już do organizatorów: w katalogu należało by podać informację (może my po prostu nie doczytaliśmy), że w ofercie jest tylko jeden silnik, nie można przetrzymywać dwóch (koszt 100 SK za dzień). Podsumowując, mimo kilku przygód ze sprzętem - wyjazd super! Jesteśmy zadowoleni.

Pozdrawiam,
Damian Spieczyński

Witam,
na Åmmern: Kamil - 98 cm, 96 cm, 95 cm, 93 cm, ja - 90 cm. Dwie duże ryby, ponad 90 cm, spadły Zbyszkowi i Kamilowi. Dużo odprowadzeń i spadów podczas holu. Łącznie padło ponad 120 sztuk i dwa sandacze: mój 63 cm, a Kamila ok. 75 cm. Bardzo fajna woda. Łapaliśmy na gumy i jerki. Ryby ruszały się wieczorami.

Pozdrawiam,
Bernard Kaczmarek

Witam.
W dniach 14-21.05.2011 r. miałem okazję łowić wraz z kolegami nad jeziorem Runn w środkowej Szwecji. Podczas 6 dni łowienia udało nam się skusić kilka ładnych szczupaków, tj. 109 cm, 108 cm, 105 cm, 103 cm, 100 cm, kilka dziewięćdziesiątek, osiemdziesiątek i mniejszych. Ryby żerowały chimerycznie o różnych porach dnia i trzeba było ich intensywnie szukać w zatokach przy trzcinach, kamieniach i podwodnych górkach. Trafiały się również okonie do 40 cm. Ośrodek wędkarski na wysokim poziomie, to samo można powiedzieć o łodziach i przewodniku - pełen profesjonalizm.

Pozdrawiam,
Tomek Lasoń

Nasi konsultanci

Maciek Rogowiecki Tomasz Wieczorek

Siedziba biura

EVENTUR FISHING
ul. Roentgena 23 lok. 21, III piętro
02-781 Warszawa

biuro czynne od poniedziałku do piątku w godzinach 09.00-17.00

telefon: + 48 22 894 58 12
faks: + 48 22 894 58 16