
Kilka dni temu wróciliśmy z pierwszej wędkarskiej wyprawy na bajecznie piękne Seszele. Czekaliśmy na ten wyjazd bardzo długo, ale udał się on niestety jedynie w połowie. Po pierwsze mieliśmy dość nietypową jak na tę porę roku, wietrzną pogodę która chwilami utrudniała skuteczne wędkowanie. Wiatr jest jednak normą na oceanicznych wyprawach i do tego typu niedogodności zdążyliśmy się już przez lata podróżowania przyzwyczaić.
Drugim i znacznie poważniejszym problemem była awaria naszego katamaranu z pokładu którego poznawaliśmy to wspaniałe łowisko. Pech chciał, iż usterka okazała się niemożliwa do naprawienia na morzu i ze względów bezpieczeństwa po 3-ech dnia wyprawy musieliśmy wracać na ląd do Mahe. Akurat w momencie kiedy ryby zaczęły wspaniale żerować i padały bardzo grube sztuki. Reasumując straciliśmy kolejne 3 dni wędkowania na które bardzo liczyliśmy...
Ten krótki rekonesans, który zdążyliśmy zrobić na seszelskich wodach utwierdził nas jednak w przekonaniu, iż jest to obecnie ścisła światowa czołówka jeśli chodzi o tropikalne wędkowanie. Ryb w tych okolicach jest bardzo dużo i to przeróżnych gatunków. Osiągają one także nieprawdopodobne i niespotykane już w innych rejonach Oceanu Indyjskiego rozmiary. Szczególnie jeśli chodzi o takie gatunki jak doggie (dogtooth tuna), GT (karanks olbrzymi), marliny, żaglice, mahi-mahi, snappery oraz seriole (amberjack). Jesteśmy Seszelami wprost oczarowani i na stałe zagoszczą one niebawem w naszym wyjazdowym portfolio. Naszym zdaniem miejsc z taką obfitością ryb zostało na świecie już bardo niewiele.
14.04.2026