
Amazonia, którą odwiedzamy od wielu lat, przyzwyczaiła nas do kosmicznych wędkarskich wyników. Każdy poprzedni wyjazd owocował setkami, a nawet tysiącami złowionych tucunare (w zależności od liczebności naszej grupy) i idealnymi warunkami na rzece - czyli niską lub normalną wodą.
Tym razem los zdecydował jednak inaczej. Po raz pierwszy mierzyliśmy się z podwyższonym stanem rzeki, który piekielnie utrudniał łowienie. Z powodu ulewnych deszczy woda przybrała na nasz przyjazd ok. 100 cm. Wydaje się niewiele, ale w rzekach Amazonii ten 1 metr robi potrafi zrobić kolosalną różnicę. Podniesiona woda oznacza bowiem zalanie deszczowego lasu, który dochodzi do samych brzegów rzeki. To z kolei powoduje, że większość drobnicy wpływa głęboko między podtopione drzewa, a za nią oczywiście podążają wszystkie drapieżniki, z tucunare na czele. Efekt jest taki, że znaczna część ryb jest w ogóle niedostępna, już nie wspominając o możliwości ich łowienia. Zatopiona dżungla jest bowiem tak gęsta, iż wpłynięcie tam łodzią i oddanie rzutu jest kompletnie niemożliwe.
Pomimo tych niedogodności walczyliśmy z przyrodą, na ile było nas stać i łowiliśmy te ryby, które wypływały na krótkie chwile przed krawędź lasu i stawały się dostępne dla wędkarzy. Ostatecznie wyprawę zakończyliśmy na 433 złowionych sztukach. Największe peacock-bassy (inna nazwa tucunare) miały 82 cm, 81 cm oraz 79 cm. W porównaniu z poprzednimi wyjazdami do Amazonii ten rezultat jest słaby. Jesteśmy jednak wdzięczni stawającym dosłownie „na głowach” przewodnikom, że przy tak ciężkich warunkach udało się złowić aż tyle!
Cóż. Wędkarstwo to nie tylko łatwe sukcesy. Niekiedy jest ciężko i trzeba to z bólem zaakceptować, bo natury przyrody nie zmienimy. Na szczęście egzotyczna wędkarska wyprawa ma wiele składników i gorsze od oczekiwanych wyniki połowów, choć frustrujące, nie mogą przesłonić innych jej walorów, jak możliwość poznania niedostępnych miejsc i prawdziwych cudów przyrody, jakimi są na pewno amazońska dżungla czy bajkowe wodospady Iguazu.
10.12.2025