Fascynujące reportaże z najlepszych łowisk świata
Opinie o biurze i wyjazdach
Dzień dobry,
Panie Tomaszu, chcieliśmy podziękować za zorganizowanie udanej wyprawy do Kenii, oboje z Mężem jesteśmy zadowoleni i zachwyceni Afryką, począwszy od safari poprzez pobyt w Malindi na wędkowaniu skończywszy. Hotel, opieka Tine i Ronalda, Kamil jako nasz rezydent- wszystko bez zarzutu. Kamil to niezwykle sympatyczny, cierpliwy i profesjonalny opiekun grupy, Tine i Ronald dbali, żeby zapewnić nam się nie nudziło podczas gdy Panowie wędkowali, obsługa Scorpio Villas również. Myślę, że to pierwszy, ale nie ostatni nasz wyjazd do Afryki. Zwłaszcza, że Marcin nie miał szczęścia złapać marlina czy żaglicy i z pewnością będzie nadal próbował.
Pozdrawiamy,
Ania i Marcin Mamys
Witam!
W imieniu mojego zespołu wędkarzy pragnę podziękować Państwu za dotychczasowe, wspaniałe , kilkuletnie działania organizacyjno - logistyczne związane z naszymi imprezami ( naszą b. dobrą ocenę zawarliśmy w ankiecie). Wśród biur z których korzystaliśmy na przestrzeni wielu lat naszych wypraw wędkarskich Wasze biuro oceniamy najwyżej – wspaniała obsługa , miły kontakt z personelem (szczególnie z Panią Olą). Postanowiliśmy korzystać z waszych usług w latach następnych. Bardzo prosimy o oferty na następny rok - najchętniej: maj i wyspa Leka.
Pozdrawiam,
Kazimierz Wesołek
Drodzy Przyjaciele z Zespołu Eventur Fishing,
Mija tydzień od powrotu naszej ekipy z wyprawy wędkarskiej nad jezioro Hovern w Szwecji. To już nasza druga wyprawa w to miejsce. O ile ubiegłoroczna należała także do udanych to ta była wędkarsko wyśmienita :) W sześć osób złowiliśmy 240 szczupaków, przy czym mówimy tutaj jedynie o rybach wyjętych z wody i zmierzonych. Ryb zapiętych , holowanych, a z różnych powodów nie podbieranych było z pewnością grubo ponad 300 szt. Największy szczupak miał równo 100 cm. Była też 90-tka i kilka 80-tek. Krótko mówiąc wędkarski raj. Wynik o tyle cudowny, że łowiliśmy raczej rekreacyjnie. Kilka godzin do południa i 2-3 godziny wieczorem. Pogoda też nie rozpieszczała,a mimo to rezultat najlepszy od 8 lat tzn. od czasu kiedy korzystamy z oferty Państwa biura. Aż strach pomyśleć :) jakim wynikiem skończyłyby się nasze wędkarskie zmagania gdyby pogoda była ciut lepsza, a nasze łowy trwały o kilka godzin dziennie dłużej. Pewnie 400-500 szczupaków to nie byłby duży wyczyn. Ośrodek jest idealny, łodzie fantastyczne, gospodarz godny zaufania. Państwa obsługa tradycyjnie na wysokim poziomie, za co serdecznie dziękujemy :). Już zaczynamy marzyć o kolejnej wyprawie w przyszłym roku, chociaż jeśli finanse i obowiązki zawodowe pozwolą może i jakieś wrześniowe last minute jeszcze w tym roku może się zdarzyć :) Kto to wie...?
Dziękujemy i pozdrawiamy serdecznie !
Tomasz Nawrocki z ekipą.
Panie Tomku wróciliśmy z Voxnan…
Było super!
Gospodarz, Rolf w porządku. Domek super komfortowy. Łodzie blisko. Woda w tym najlepsze łowisko 100 m od domku. Lepiej być nie może! Na minus droga. Z Karlskrony to jednak 750 km a to z przerwą na jedzenie 10 h. Na przyszłość gdybyśmy mieli jechać tak daleko to chyba prom do Nynashamm. Łowienie jednak inne niż na szkierach. Na szkierach wiosna to podwodne łąki od 0,5 do 2 m. Albo trzciny. Ale trzciny na szkierach lub jeziorach to woda od 1 m do 2 m. A tu trzciny były na 20-30 cm. A w nich tylko trochę narybku. Siedziały tam szczupaki i owszem ale 35-45 cm. Tylko z rzadka na trochę głębszej wodzie brały większe. Na szczęście mieliśmy echosondy i znaleźliśmy białoryb, leszcze na 5-7 m. Duże szczupaki, rzadko ale jednak były obok tych ławic białej ryby. Jak jesienią.
Przez pierwsze dni byliśmy nawet zmartwieni, że do końca będziemy łowić po 20-30 na głowę ale maluchów. Udało się jednak wodę rozpracować. Dziwne jest tylko to że brakuje szczupaka średniego. Albo są do 50 cm albo od razu 75-95 cm. 60 cm trudno znaleźć.
Niemniej złowiliśmy w sumie około 300 szczupaków i dało by się więcej ale celowo przestaliśmy czesać trzciny, żeby tych maluchów nie kłuć. Do tego z 10 „osiemdziesiątek”, 4 około 95 cm i 3 razy po równy metr! Z tym że dwa takie chudawe i jednego grubasa (tego z zdjęcia). Dobraliśmy się też do sandaczy a raczej do „sandaczyków”. Takich po 40-45 cm maksimum. Z opadu na głębokiej wodzie.
Pogoda: codziennie słońce, deszcz, wiatr i flauta. Mix i raczej zimno. Woda 12 st.
To jeden z naszych najlepszych wyjazdów. Domek przerósł wszelkie oczekiwania!
Bardzo dziękujemy i pozdrawiamy,
Piotr, Grzesiek, Witek, Maciek, Sebestian i Darek
Witam Panie Tomku,
Dziękujemy za udaną wyprawę.
Dom i łódki bardzo dobre - w domku myślę że spokojnie nawet 8 osób by weszło. Co do ryb: na mniejszym jeziorze szczupaki brały tylko maluchy - takie do 70cm. Na Vindommen trafiło sie kilka w okolicy 90 cm, swiężo po trale były bo jeden 95cm ważył ledwo 3kg (jeszcze takiego patyka nie widzeliśmy) i o dziwo o tej porze roku złapaliśmy tez kilka sandaczy (na płytkiej wodzie pod trzcinami) z tego największy 80cm.
Także ogólnie całkiem dobrze. Pogoda się rewelacyjna trafiła: bite słońce i 20stopni, może na ryby nawet za gorąco i za spokojnie ale nie ma co narzekać.
Pewnie jeszcze kiedyś się tam wybierzemy - może jesienią tym razem.
Pozdrawiam,
Paweł
Witam Państwa,
Po pierwsze chcę podziękować za organizacje wyprawy na Wyspę Senoren. Super sprawa! Pod względem zakwaterowania wszystko jak najbardziej ok. Łodzie którymi pływaliśmy - super, no i oczywiście ryby. Jest ich tam mnóstwo co bardzo nas ucieszyło. Szczupaków złowiliśmy ponad 100 w tym naprawdę fajne sztuki. Pobiłem przy okazji swój rekord, który teraz wynosi 102 cm, 90-tek miałem 4. Reszta to ryby w przedziale 50 - 80 cm. Ryby naprawdę fajnie brały. Szwagier też ładnie połapał. Jego największa to 98 cm (poprzedni jego rekord to chyba 70 cm :). Wszystkie ryby złowiliśmy w płytkich zatokach do 2 m głębokości. Piękna i czysta woda, pogoda również dopisała - czego chcieć więcej... Niestety czas szybko zleciał i trzeba było wracać, ale w głowach już planujemy następny wyjazd :)
Dziękuje i pozdrawiam,
Adrian Izdebski, 01.06.2015
Witam,
Wyprawa do Hakonset bardzo udana, norweski gospodarz miły i pomocny, okolice bardzo ładne, domek super. Niestety trafiliśmy na piękną słoneczną pogodę praktycznie bez wiatru co odbiło się na wynikach wędkarskich (może to dobrze bo obyło się bez rzezi ryb). Piotrek Herman robił wszystko aby namierzyć ryby chętne do współpracy co też u niektórych zaowocowało ładnymi okazami. U mnie raczej bez spektakularnych sztuk, poszczęściło się innym, ale i tak jestem bardzo zadowolony. Na pewno skorzystam jeszcze z Państwa usług. Organizacja bez zastrzeżeń.
Pozdrawiam,
Sławek Meissner
Witam,
chcę podziękować za organizację naszego wyjazdu do Irlandii, wszystko było dograne w 100%, może poza pogodą ale na to akurat nikt nie ma wpływu :-)
Pozdrawiam,
Robert Idzikowski
Panie Tomku, Pani Olu, Panie Piotrze,
W imieniu całej grupy białorusko–polskiej, która miała przyjemność przemierzać echosondą „bezkresne” tonie jeziora Runn, chciałabym serdecznie podziękować Państwu za organizację wyjazdu, na którym możliwe stało się:
  • stwierdzenie, że Szwecja leży na krańcu świata i jeszcze 19h promem dalej,
  • złowienia szczupaka oraz okonia (a już na pewno pocałowanie rybek w mordkę),
  • wyznaczenie różnic między trollingiem a spinningiem,
  • grzybobranie, którego Białoruś i Polska jeszcze nie widziały,
  • wymiana nowinek kulinarnych.
Pomimo, iż wyjazd z rybami w plecaku okazał się niemożliwy, każdy zabrał ze sobą ze Szwecji bagaż doświadczeń. Z pewnością, będziemy wspominać ten wyjazd, aż do następnego zarzucenia wędki w szwedzkich jeziorach (z Państwa firmą).
Pozdrawiam,
Katarzyna Kosiak
Szanowni Państwo,
w imieniu własnym oraz pozostałych uczestników wyprawy nad Hovern bardzo dziękuję za profesjonalne zorganizowanie naszego wędkarsko-rodzinnego pobytu w Szwecji. Jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z samego zakwaterowania jak i wędkarskich walorów tego miejsca. Jeszcze raz dziękuję Panom: Maćkowi i Tomkowi a także Pani Oli za sprawne zakupienie biletów na prom.
Pozdrawiam serdecznie,
Janusz Łomża
Witam,
Chciałem podziękować za dobrą organizację i logistykę naszego wyjazdu do Gryt. Wszystko było tak, jak być powinno a drobne niedogodności nie wpłynęły na pozytywny odbiór całego pobytu.
Wyjazd był świetną okazją do tego, aby po pierwsze sporo nauczyć się od lepszych (na pierwszym miejscu od p. Roberta Taszarka!), nawiązać ciekawe kontakty, połowić ryb w sposób nieporównywalny z tym, co jest możliwe na polskich łowiskach.
Nie mogę wykluczyć że w i przyszłym sezonie skorzystam z wyjazdu z Państwa oferty. Proszę o maila informującego o tym, że na stronie pojawił się kalendarz wyjazdów na 2015 rok.
Pozdrawiam,
Mirek
Dzień dobry!
Wyjazd do Slatbaken bardzo udany. Złowiliśmy w 3,5 osoby (jeden kolega łowił na pół gwizdka) około 140 szczupaków. Generalnie nie było malutkich. Mały oznaczał 60 cm i takich do 75 cm było najwięcej. Krępe, zdrowe i bardzo silne. Metr nie padł. Było kilka osiemdziesiątek. Największy 89 cm. Trzeba było się jednak dużo napływać. Jednego dnia mieliśmy świetną miejscówkę, a drugiego dnia w tym miejscu bez brania. W okolicach samej zatoki woda mętna i pełna rybiego drobiazgu. Może to powodowało, że najedzone szczupaki brały bardzo delikatnie i zjadły mnóstwo riperowych ogonków. Zaskoczyły nas także głębokością występowania. Szukaliśmy trzcin z spadkami do 4-6 m, a tymczasem były przy trzcinach albo na blatach z roślinami, ale tak do 3 m. Znowu 0,5 metrowe płycizny też puste.
Ciekawe - godzinę płynięcia pełnym ogniem, 30 konnego silnika w stronę morza, mieliśmy łowisko bez rybiego drobiazgu, z krystalicznie czystą wodą, ale szczupaków jakby więcej. I tam brały na zasadzie: łup! Jestem! Złowiliśmy też sporo okoni. Największe około 40-42 cm. Albo jako przyłów. Albo specjalnie na spadach, na głębokości do 7-8 m a najlepiej około 6. Albo na 3 metrowych blatach jak było widać uciekające ukleje. Wyskakiwaly z szumem nad wodę i wystarczyło w taki "kocioł" wrzucić cokolwiek, żeby okoń targnął wędą. Pół dnia poświęciliśmy miejscówce przy promie, na sandacze. Dużo ale małych. Największe około 50 cm. Trudno się tam ustawić, bo dużo łódek, też ze Szwedami, od rana okupuje to łowisko. Brały na granicy spadku na 18 m i 7 metrowego blatu. Łodzie super. Silniki 30 km super i w zupełności wystarczające. Jeden od początku miał problemy z gaśnięciem na wolnych obrotach, a później przytkał mu się odpływ wody chłodzącej. Trzeba było prosić Kariego o pomoc. Co prawda Kariemu za bardzo nie pasowało (gdzieś tego dnia wyjeżdżał) i mówił że na jego odpowiedzialność mamy płynąć, ale nam było żal silnika i niejako zmusiliśmy go do wizyty. Dostaliśmy nową łódkę. Echo? Super. Zawsze się dziwiłem po co komu taka rozbudowana, kolorowa echosonda z gps i mapami. W Polsce chyba po nic. Ale tam super. Lokalizacja, nawigacja we mgle, dziecinnie proste i dużo bezpieczniejsze. Nawigując na poprzednich wyprawach, po papierowej mapie, musiałem ciągle myśleć koło której wyspy lub brzegu jestem. Tu rzut oka ma echo i wszystko wiem.
Domek: trochę ciasnawy. Kolegom brakło tv (piłka ręczna ). A wszystkim suszarki do ubrań takiej jakie są np. u Petera na Syrsan. No ale wybraliśmy tańszą wersję zakwaterowania.
Ze względu na stosunkowo duży ruch ludzi i bliskość drogi, Kari odradzał pozostawienie sprzętu na noc na łodzi. Mimo, że z tejże do domku było z 20 m. Ogólnie bardzo fajnie. Kari sympatyczny i na pewno doświadczony.
Do tego oboje z żoną bardzo kulturalni i grzeczni.
Pozdrawiam i dziękuję.
Dariusz Krzyżaniak
Pozdrawiam z Sulejówka po powrocie z Juttern.
Jak zazwyczaj pozwolę sobie przesłać nieco informacji zwrotnej. Od strony organizacyjnej wyjazdu wszystko bez problemów. Miejsce ładne, domek wygodny (było trochę niedociągnięć - typu luźne i wyłamane stopnie na schodach od werandy, gniazdo szerszeni itp., ale gospodarz po zgłoszeniu natychmiast reagował). Jezioro widokowo śliczne, szczególnie o wschodzie słońca w porannych mgłach :-). Innych łodzi pływało nieco więcej w weekend ale w tygodniu konkurencja żadna lub niewielka. Łodzie duże i ładne ale moim zdaniem wygodnie wędkuje jedynie osoba na dziobie, ten kto kieruje łodzią ma mało miejsca i aluminiowe konstrukcje przed i za sobą, grube burty uniemożliwiają założenie swojej echosondy na klasycznym dostępnym w Polsce uchwycie. Echo obecne na łodzi dobre i niesłychanie pomocne. Wędkarsko jezioro najtrudniejsze z wszystkich miejsc gdzie byliśmy ale jestem bardzo zadowolony bo w czasie tego wyjazdu nauczyłem się bardzo dużo :-). Załoga drugiej łodzi raczej poległa, prosili w przyszłym roku jakąś wodę gdzie nie będzie sandaczy :-). Nie złowiliśmy ich wiele (około 40 i większość na naszej łódce) największy miał 73 cm. Wynik byłby znacznie lepszy gdybyśmy zostali jeszcze tydzień :-). Każdego dnia rozgryzaliśmy "przeciwnika" i nasz zasób informacji rósł, każdy dzień był lepszy. Sandacze brały na blatach i łagodnych stokach w okolicach 4 - 5 m często na zejściu z 4m na 6 albo i głębiej. Najlepsze było miejsce gdzie blat przechodził w stok. Może to było związane z porą dnia, bardzo wcześnie rano, przed wschodem słońca namierzyliśmy ryby na podejściu do wyspy w sporej odległości i wtedy były wszędzie wokół łódki. Łowienie w dzień zasadniczo można było sobie odpuścić (pojedyncze małe sandaczyki i sporadycznie niezbyt duże choć pięknie ubarwione i silne szczupaki) może trzeba było ryb szukać w innych miejscach? I tu zaczynają się moje "życzliwie krytyczne" sugestie :-). Informacja wędkarska jaką podajecie, oparta na 3 dniowym jesiennym łowieniu z reprezentantem Polski jest trochę zbyt uboga. Dobry „sandaczowiec” nie będzie miał problemu, nieźli, a zwłaszcza wytrwali i cierpliwi wędkarze, jak my :-) jakoś sobie poradzą ale może być tak że klienci wrócą w błędnym przeświadczeniu, że tam nie ma ryb. My brak doświadczenia nadrabialiśmy codzienną solidną wędkarską harówką od rana do nocy ale jeśli ktoś lubi dłużej pospać i spływa z wody gdy słońce zaczyna zachodzić... nie połowi.
Ogólnie wyjazd uważam za bardzo udany wędkarsko choć bardzo trudny (swoje dokładała zmienna pogoda i wiatr). Jezioro w moim odczuciu jest bardzo dobrym łowiskiem sandaczowym. Dziękuję za pomoc i pośrednictwo w zorganizowaniu naszego wyjazdu.
ks. Michał Kozak , Sulejówek
Po wielu wyprawach do Skandynawii postanowiłem spróbować zapolować na szczupaki w Irlandii. 5 metrowych ryb na kiju w 2 dni łowienia to więcej niż oczekiwałem. Jezioro Corrib tu trudne łowisko, gdzie bez doświadczonego przewodnika (tu podziękowania dla Tomka) pływanie i łowienie będzie dużym wyzwaniem. Polecam każdemu, kto już nałowił się szkierowych „70-tek” i „80-tek” i chce zapolować na naprawdę duże ryby. Pod tym względem Corrib chyba jest lepsze niż szwedzkie szkiery.
Paweł
Witam,
Od mojego powrotu z Gryt minęło już kilka tygodni, ale dopiero teraz mogę się podzielić uwagami z wyjazdu grupowego.
Impreza była bardzo udana. Grupa bardzo sympatyczna (wiadomo, wędkarze), Robert Taszarek niezawodny. Ja, prywatnie , wreszcie odczarowałem to miejsce po klęsce w 2011 r (w sumie, we 3-ch złowiliśmy 136 szczupaków prawie po równo, połowa powyżej 70 cm, największy "tylko" 92 cm - u kolegów padł 101 cm, o czym Pan pewnie wie). Oczywiście były okonie, sporo takich 30-34 cm (sąsiedzi złowili 44 cm).Trafiła mi się załoga młoda, niedoświadczona (pierwszy raz spinningowali z łódki !), ale zażarta. Byli napaleni na ryby tak jak ja, więc było pełne porozumienie. Pogoda dopisała. Krótko mówiąc, wspaniała impreza. Wyjazdy grupowe są świetnym rozwiązaniem, gdy nie ma się kompletu na domek. Że też na to wcześniej nie wpadłem.
Dodam jeszcze, że z pobieżnej statystyki (prowadzonej także przez pozostałych 12-tu uczestników "grupówki") wynikało, że razem wyjęliśmy jakieś 600 szczupaków. Prawie wszyscy łowili bardzo równo, poza jednym artystą, który sam złowił coś 100 szt.
Pozdrawiam serdecznie,
Grzegorz Posz
Witam Panie Tomku.
Tegoroczny wyjazd na Senję-Frovag zaliczamy do udanych pomimo zbyt wczesnego terminu. Było diabelnie zimno. Obieralnia ryb na wolnym powietrzu przy północnych wiatrach to tortury. Rano wszystko oblodzone, ale właściciele obiecali pomyśleć nad roletami osłaniającymi. Rekordy nie padły, dorsz w fiordzie jeszcze nie wytarty, ale dwa razy pogoda pozwoliła wyjść na pełne morze i zabawa była przednia. Inna ekipa z Polski z windami elektrycznymi nastawiła się na karmazyny i mieli piękne sukcesy.
Pozdrawiam,
Zbigniew Zalewski
Witam
W dniach 17-24.05.2014 mieliśmy okazję łowić na terenie Szkierów Św.Anny (w północnej części archipelagu). Podczas tygodniowego pobytu we cztery osoby udało nam się złowić kilkadziesiąt szczupaków (50cm-93cm), kilka ryb 70-80cm a także okonie do 38cm. Ryby brały himerycznie, trzeba było ich szukać intensywnie w pobliżu kamienistych raf, trzcinowisk, skał na płytkiej wodzie. Łodzie, silniki oraz GPS na najwyższym poziomie. Pozwalały nam łowić w pełnym konforcie, pomocny był również sympatyczny przewodnik Kari.
Pozdrowienia dla załogi Eventur Fishing
Tomasz Lasoń
Witam Panie Tomku.
W imieniu uczestników oraz swoim dziękuję za organizację i "podpowiedz" przy wyborze kolejnego miejsca wyprawy - Blomsoya.
Wróciliśmy zadowoleni,
SERDECZNIE DZIĘKUJEMY
W dosyć wietrznych warunkach udało nam się na Boren złowić 6 metrówek i około 15 ryb 90-100cm. Pozytywnie zaskoczyła nas również rozmiarówka łowionych okoni i wzdręg (1 kg!). Inaczej niż w wrześniu ryby stały płycej a brania były na 3-4 metrach głównie około południa i pod wieczór. Poranki były dosyć jałowe przynosząc jedynie małe szczupaki. Najlepsze wyniki przyniosły nam bardzo duże gumy oraz mocno pracujące średniej wielkości woblery. Wyjazd perfekcyjnie zorganizowany, kwatery nówka sztuka, schludne i czyste, 5 minut spacerkiem do wody. Łodzie aluminiowe, stabilne i przepastne, trzy osoby miały wystarczającą ilość miejsca. Trochę szwankował jeden silnik ale Niklas dokładał starań żeby poprawić odpalanie. Chłopaki już chcą jechać na długi weekend we wrześniu ;)
Andrzej Knigawka, 04.06.2014
Witam,
W dniach 12-19.10.2013r. w cztery osoby mieliśmy okazję łowić na terenie przepięknych Szkierów Roslagen w południowej Szwecji, gdzie opiekunem wędkarskiego campu jest Tomek Krysiak - przewodnik wędkarski. W trakcie kilkudniowego pobytu udało nam się złowić kilkadziesiąt szczupaków w tym kilka ładnych sztuk 80,86,88,96cm. Niestety pogoda nie pozwoliła osiągnąć jeszcze lepszych wyników. Na szczęście dopisywały piękne okonie 25-37cm,które brały wyśmienicie i dały nam sporo radości. Domek w którym mieszkaliśmy wygodny, blisko przystani gdzie cumowały łodzie. Trochę problemów było z silnikami które z racji wieku ( dwusuwy) czasem odmawiały posłuszeństwa, spore spalanie paliwa. Dużym pozytywem była obecność Tomka Krysiaka, dzięki któremu znaleźliśmy ciekawe miejscówki.
Tomasz Lasoń
Szanowni Panowie,
w związku z pomyślną realizacją wyprawy członków Pomorskiego Forum Wodociągowego na seminarium nad Jez. Asunden, pragnę - w imieniu wszystkich uczestników wyjazdu - podziękować obu Panom, dzięki którym jego przygotowanie przebiegło sprawnie i zgodnie z naszymi potrzebami.
Sam ośrodek znaleźliśmy jako rzeczywiście położony urokliwie i oferujący bardzo dobre warunki pobytu, jak na potrzeby ludzi pragnących czynnego relaksu i ceniących sobie bliski kontakt z naturalnym środowiskiem, z dala od cywilizacyjnego zgiełku.
Świetna pogoda oraz bardzo profesjonalna opieka podczas całej wyprawy, czujna ale dyskretna i nienachalnie przyjazna uczestnikom, opieka p. Piotra Hermana (proszę o przekazanie oddzielnych podziękowań dla p. Piotra) dopełniła całości. Sprawiła, że powróciliśmy z wyjazdu zadowoleni i pełni dobrych wspomnień, nie wyłączając wędkarzy, których wyniki aktywności nie były - delikatnie nazywając - powalające :-) .
Jeszcze raz dziękuję.
Z poważaniem,
Józef Iwaniuk, Prezes PFW
Witam,
wyjazd do Slatbaken był bardzo udany. Koledzy byli zadowoleni zarówno z apartamentu, a w szczególności z łodzi, które były profesjonalnie wyposażone i sprawne. Również opieka ze strony właściciela obiektu była OK :)
Szkoda tylko, że mało było brań chociaż padł w naszej grupie rekord (110 cm - szczupak).
Z pozdrowieniami,
Zygmunt Igies
Witam,
Bardzo dziękuję za organizację naszego wyjazdu na ryby do Szwecji. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Gospodarz bardzo życzliwy, domek przestronny i dobrze wyposażony (kilka naszych pomysłów na uzupełnienie domku w szafki wieszaki itp przekazaliśmy gospodarzowi i podziękował obiecując uzupełnienie :-). Jeziora śliczne i w tym większym są rzeczywiście duże sandacze. W mniejszym bardzo silne i duże szczupaki (warto w informatorach podkreślić, że chwytak to nie jest dobry pomysł do wyjmowania z wody dużych ryb, zwłaszcza jeśli nie ma obrotowej głowicy i nie pomagamy drugą reką. Wyjęliśmy kilka ryb z dziurą w szczęce a jedna dziewięćdziesiatka miała szczękę pęknięta na pół....). Królowała alga srebrna nr 3 wystarczył „polsping” lub „sum”, ale na „nadrowskiego” i „olejnika” bynajmniej nie dawały sie tak łatwo pokonać. Sandacze wymagały popracowania i raczej nie udało mi się wypracować powtarzalnych wyników (trzech na łódce, a moi towarzysze byli bardziej „szczupakowi”, nie mieli koniecznej cierpliwości). Największe „esoxy” brały przed wypłyceniami, gdzie głębia przechodziła w 6, a następnie 4 metry przed głazami. Największy sandacz (85 cm) wziął na „trolla” na „nilsmastera” (biały z fluo-pomarańczowym grzbietem, boki w seledynowe prążki) :-) Uderzył na dużym jeziorze (Vindommen) w toni, na wyjściu z głębi na płytszą wodę. W małym jeziorze (Fullbosjon) jest mnóstwo bardzo dorodnej wzdręgi no i leszczy, mają zębate co jeść :-)...
Pozdrawiam,
Ks. Michał Kozak
Witam,
Na „Samsjon” było bardzo przyjemnie, choć można mieć pewne zastrzeżenia co do wyposażenia kuchni. Nie chodzi tu o luksusy, czy internet , ale aby ugotować zupę trzeba było użyć dwóch garnków, bo brakowało jednego dużego ;)) Ale poradziliśmy sobie . Na dwa garnki ;)) Wracając pomyślałem sobie, że do Pana napiszę w tej sprawie, bo choć banalna, to taki garnek w kuchni ułatwiłby życie tym, co przyjadą po nas. Dziś możemy o tym mówić jedynie w kategorii żartu, bo domek został, z tego co mówił właściciel, sprzedany. Kiedy pakowaliśmy rzeczy, dotychczasowy właściciel pakował meble. Samo jezioro przywitało moją motorówkę masą ryb w liczbie 56 – pierwszy dzień. Dwa dni później złowiliśmy 66 sztuk w ciągu jednego dnia. Mieliśmy jeszcze jeden dzień, w którym padł rekord gatunków złowionych przez jednego wędkarza. Tak się złożyło, że trafiło na mnie: szczupak, okoń, leszcz, płoć, troć. Brakowało jedynie sandacza, którego nie zobaczyliśmy do końca pobytu. Próbowaliśmy na różne przynęty i w różnych miejscach, głównie z podbicia, które doskonale sprawdzało się na jeziorze „Oyeren”, ale bez skutku. Pogoda nam bardzo dopisała. Wróciliśmy opaleni jak z Majorki. A to tylko chłodne skandynawskie klimaty... ;) Nie było tym razem metrówki, choć szczupakowi (w załączeniu) brakło zaledwie pół centymetra. Za to inny kolega wyciągnął okonia 46 cm!, co można uznać za 120 cm w skali szczupakowej ;)))) Zaskoczeniem było niewiele ryb na troling. Ale jak padały , to były to fajne okazy. Może tez dlatego, że próbowaliśmy w głębokiej toni , w południowo-wschodniej części jeziora. Zauważyliśmy, że na tym spadzie chętnie trolingują Szwedzi, co potwierdziło nasz wybór miejsca. Jak chcieliśmy się pobawić, to płynęliśmy na obszar podwodnych łąk. Głębokość do 1,5 m i mnóstwo brań. Głównie brały szczupaki – pistolety, choć trafiały się i tu sztuki po 60–70 cm, czasem nawet większe. Teraz powoli dochodzimy do siebie i z tęsknotą spoglądamy na Odrę, czy woda już opada... Trzeba jakoś dotrwać do przyszłorocznej Szwecji
Pozdrawiam,
Marek Fiec
Witam,
właśnie wróciliśmy z Rorvik, warunki świetne, ryby też.
Pozdrawiam,
Jacek
Szanowny Panie Tomku,
właśnie wróciliśmy z Wyspy Senoren. Biorąc pod uwagę, że podróżujemy z południa Polski podjęliśmy decyzje o miejscu w pobliżu portu w Karlskonie. No cóż, jak o w przysłowiu „najciemniej pod latarnią”. Za bardzo w to nie wierzyliśmy, ale pod naporem presji i radości urlopu wędkarskiego ruszyliśmy do boju. Pierwszy dzień powinniśmy odpoczywać bo na promie obchodziłem urodziny no ale cóż ryby czekają i nie mogłem doczekać się pierwszych rzutów. Nastawiliśmy się głownie na jerki i przynęty powierzchniowe, ja zacząłem od gum. Trudno w to uwierzyć ale eksplozja brań na duże gumy mnie zaskoczyła w każdym napłynięciu na stanowisko łapaliśmy od 3 do 6 ryb w przedziale 2-3 kg. Brania wyrywały wędki z ręki, te średnie szczupaki waliły jak młotem w gumę i były bardzo waleczne byliśmy wszyscy bardzo zdziwieni ich siłą. Każdy następny dzień to obławianie głównie głazowisk i ostrych spadków dna, w zatokach stały głownie pistolety ok 1 kg. Co ważne w każdej, ale to w każdej zatoce wyciągaliśmy szczupaki. Głazowiska i spadki na 4-5 metrów to były najlepsze miejsca na ładne „esoxy”, praktycznie wszystkie łąki z głazami obdarzały nas kilkoma sztukami, czym głębiej powyżej 2 metrów tym szczupaki większe. W kilku miejscach natrafiliśmy na stada belon. Co za frajda, brały na duże algi i na gumy. Piękne, bardzo waleczne ryby z długim jak bociany dziobem, mój kolega Marcin wmawiał nam że są niebezpieczne i gryzą. Czego się nie mówi po długich wieczorach z winem. Ogólnie po sześciu dniach wszyscy mieliśmy bóle w plecach i obolałe stawy powód- każdy dzień pomijając przerwy w żerowaniu ryb był dniem holu za holem w sumie po nie zawyżonej kalkulacji złapaliśmy ok 370 ryb na trzy osoby nie licząc belon i okoni z których największy miał 43 cm. Największe szczupaki to 93, 89, 87, i dużo poniżej 80 cm. No cóż w tym wypadku nie przeszkadzał nam brak metrówek z czystym sumieniem mogę polecić jeśli ktoś ma ochotę połowić dużo ryb blisko portu gorąco polecam. Oczywiście serwis i domek kompletnie bez zastrzeżeń. Gospodarz Gunnar - profesjonalizm w każdym calu. Przemiły człowiek, który zaraz po przyjeździe zaoszczędził nam bezsensownego biczowania wody i służył pomocą w każdej chwili. Jesteśmy bardzo zadowoleni dziękujemy Panie Tomku za miłą obsługę.
Wojtek Słowik
Witam,
w temacie Syrsan krótkie podsumowanie. Miejsce godne polecenia pod kątem i wspaniałego miejsca (ta ilość śpiewających ptaków), domku w lesie z suszarką ubrań (genialne rozwiązanie) no i ryb, które uważam, że dopisały. Malutki minus to brak echosondy na drugiej łodzi, bez niej na nowym akwenie jest jednak trudniej.
W naszym domku wyniki były następujące: z synem złapaliśmy około 166 szczupaków (najlepszy dzień 40 szt, najgorszy 15), w sumie z kolegami z domku (+ trzy osoby) dobiliśmy do około 260 szt. - oczywiście wszystkie wróciły do wody. W tej liczbie brak okoni. Na wodzie byliśmy średnio 8-10 godzin dziennie, a więc turystycznie. W dwóch domkach obok byli Czesi i Słowacy, którzy na wodę ruszali 8-9 rano (ok. 12 godzin dziennie na wodzie). Można założyć, że mieli podobny lub lepszy wynik tak więc po podliczeniu wszystkiego wynik będzie imponujący. Rozmiar ryb już nie jest tak spektakularny jak czytam w różnych opowieściach (choć może jak mnie Pan zapyta za rok jak było na Syrsan 2013 to pewnie po wędkarsku i ryb będzie więcej i jakieś większe się zrobią). Najwięcej ryb w rozmiarze 50-70cm, największa 95cm, 8 szt. powyżej 80cm. Metrówka 105 cm padła w domku obok. Warunkiem dobrego połowu było szybkie przemieszczanie się za rybą. Najwięcej szczupaków i tu moje zaskoczenie było wyciąganych nie z płycizn 0,3-1m, a z głębokości 2-4m. Na Syrsan należy wyruszyć trochę dalej poza zatokę gdzie ryby były większe i mniejsza presja wędkarzy. Bywały dni kiedy w zatoce Syrsan były nasze łodzie i jeszcze sąsiadów, więc może trudno w to uwierzyć ale na wodzie robiło się ciasno. Jeżeli chodzi o przynęty to w kolejności królowały: 1- blachy jako najlepsza metoda (po tym wyjedzie przeprosiłem się z blachami bo o nich zapomniałem), 2- gumy, 3- obrotówki, słabo jerky i woblery. Zatoka była pełna śledzi i pewnie dlatego najlepsze były kolory srebrny i perłowy z odcieniami niebieski i czerwony.
Pozdrawiam,
Janusz Łysoń
Witam Panie Maćku,
określę jednym słowem - nad Vindommen było super:)!
Pogoda dopisała - lodu nie było :) Akweny bardzo duże i fajne krajobrazy dookoła, dzika natura ( skałki, kamienie, las i zwierzęta - sarny, zające, dzikie gęsi itp) jednym słowem fajny klimacik no i panujący tam spokój. Właściciel domku Szwed też spoko - na samym początku wszystko nam pokazał powiedział co i jak, gdzie są łodki itp .To większe jezioro było trochę oddalone od naszego domku i było ciężko codziennie dżwigać ten silnik nad jezioro, ale dogadaliśmy się że silnik zostawialiśmy po drodze w tym drewnianym domku gdzie Pan Piotr mieszkał - zawsze to połowa drogi mniej :) .Łódki były fajne, na tym większym jeziorze były nowe tak jak i silniki spalinowe , miejsca było na nich wystraczająco dużo żeby pomieścić 2 a czasami i 3 osoby :). Silnik spalinowy dawał sobie radę pomimo dużych fal na Vindommen podczas wiatru, jedynym mankamentem był brak drugiej ładowarki do akumulatora od silnika elektrycznego - no czasami zdarzało się na wiosłach wracać do domu.... ale pod koniec pobytu dostaliśmy drugą ładowarkę.Jesli chodzi o połowy to trochę tych drapieżników wyciągneliśmy, dominowały jednak same szczupaki i kilka okoni się też trafiło zarówno na Vindommen jak i na Fullbosjon.
Najczęściej były to szczupłe w przedziałach od 60 wzwyż, małe pistoleciki też czasami się trafiały. Największy jaki został złowiony przez nas miał 108 cm (wszystkie trafiły do swoich domów do wody. Rozmawialiśmy też na miejscu z Panem Piotrem, że podeślemy do was trochę fotek żeby je umieśćić na stronie internetowej, no i rabat na następny wyjazd też nam obiecał - mam nadzieję że nie zapomni :)
Zdjęcia jak tylko pokopiujemy sobie, to te najładniejsze Panu wyślę. Wysłał bym swoje ale jak to w grupie wszyscy muszą zadecydować co wam wyślemy, proszę zatem o chwilkę cierpliwości :)
Pozdrawiam,
Rafał Firlej
Witam P. Maćku,
minęły 2 tygodnie od naszego wyjazdu na wyspę i prawdę powiedziawszy do tej pory jesteśmy w szoku po tym co nam się przytrafiło. Od 10 lat jeździmy, również dzięki Eventurowi, ,,zwartą’’ grupą do Szwecji, parokrotnie w roku i nigdy i nigdzie nie zostaliśmy ... okradzeni ! Czwartego dnia pobytu, rano, stwierdziliśmy ogołocenie naszych 3 łódek ze sprzętu wędkarskiego. Łupem amatorów cudzej własności ,,padło’’ 10 spinningów z kołowrotkami i dwie mega skrzynki z przynętami. A że wyznajemy zasadę ,,lepiej raz zapłacić niż często płacić’’ strata to ładnych parę tysięcy PLN. Naszej winy trochę też w tym było bo zostawiliśmy, jak zawsze, niezabezpieczony sprzęt na łodziach. Jak się później okazało Gospodarz też został okradziony, w zeszłym roku, z trzech nowych silników do łodzi. Niestety, pora chyba zacząć uprzedzać wybierających się ,,za morze’’ o możliwości przeżycia przykrej przygody. Na szczęście to co nam zostawiono pozwoliło na łowienie do końca pobytu, ale nie był to sprzęt pozwalający bezstresowe wędkowanie. Ale że szczupaki były chętne do współpracy trochę to tonowało nasze ,,rozgoryczenie’’, że to tak delikatnie ujmę. Szkiery wokół Senoren to kawał pięknej i zasobnej w ryby wody. Połowiliśmy ładne sztuki, największy szczupak 105 cm., parę około metra. 80-tek nie liczyliśmy , było ich ,nawet jak na Szwecję, wyjątkowo dużo. Warunki pobytu znakomite, pogoda nienajgorsza tylko te straty ...
Dołączam parę fotek z naszego pobytu oraz podziękowania za kwietniowy wyjazd. Jakby nie było sezon 2013 rozpoczęty wyjątkowo.
Pozdrawiam,
Marek Kozłowski + Jarek, Tomek, Robert, Artur, Mariusz.
Uwaga od biura: pomimo, iż wypadki kradzieży w Szwecji są nadal wielką rzadkością (od 10 lat działalności zanotowaliśmy jedynie 4 takie przypadki włączając wyżej opisany) to sugerujemy wszystkim klientom zabieranie sprzętu wędkarskiego z łodzi do domków. Tyczy się to w szczególności łowisk położonych w pobliżu większych ośrodków miejskich. Bardzo współczujemy grupie P. Marka z powodu straty cennego sprzętu. Stosowne informacje dotyczące zabezpieczenia mienia wyjeżdżających za granicę ryb będziemy dołączać do naszych materiałów wyjazdowych.
Witam Panie Tomku,
wreszcie mam trochę czasu żeby usiąść i podzielić się informacjami z wyjazdu z Waszym Biurem na Loppę. Śmiało możemy powiedzieć, że spośród kilku wyjazdów ten był najbardziej udany. Nie będę zanudzał opowieściami o widokach i innych doznaniach estetycznych miejsca, bo kto tam był ten wie o czym mowa.
Skupię się na szczegółach czysto wędkarskich:
  • doskonały sprzęt do pływania (mieliśmy największe łodzie kabinowe, miejsca naprawdę dosyć dla 4 osób na łodzi, benzyny w baku wystarczyłoby chyba żeby dopłynąć do Soroyi)
  • gospodarz bardzo kontaktowy, uprzejmy i pomocny
  • w pokojach brakuje trochę miejsca na suszenie ubrań ale poza tym wszystko OK
Chociaż pływaliśmy tylko 4 dni (1 dzień sztormu, 1 dzień w fiordzie - słabe ryby) jeszcze nigdy tak wspaniale nie połowiliśmy:
  • dorszy takich do 10 kilo było naprawdę jak w opisach z folderów, tzn. do oporu
  • dużo dorszy w przedziale 10-15 kilo
  • padł, jak się teraz okazuje, rekord tego roku w dorszu na tym ośrodku tzn. 26 kg (ryba po tarle, opierając się na opinii gospodarza przed tarłem miałby jakieś 6-9 kg więcej)
  • ze względu na porę wyjazdu (1-6 maja ) czerniaków nie było jeszcze wcale
  • no i wreszcie upragnione spotkania z halibutami, czyli to po co myślę każdy wędkarz tam jedzie - w ciągu 2 dni na nieznanej wodzie nawet laicy złapali po halibucie, niestety największe zostały w wodzie, ale wyjęliśmy 13 kg, 22 kg, 26 kg
  • zębacze jako przyłów, nie pływaliśmy za nimi specjalnie chociaż podobno są tam miejsca typowo zębaczowe
Jeżeli będzie ktoś z wędkarzy kolegów chciał zasięgnąć mojej opinii o Loppa to może Pan śmiało podać mój namiar.
Pozdrawiam,
Sławek Pacek
Witam,
Minęło już trochę czasu od tegorocznego wyjazdu ale wspomnienia są nadal żywe. Nareszcie w tym roku mogę powiedzieć... było dobrze, a nawet bardzo dobrze! (no może poza kłopotliwą awarią toalety, o której wiedział gospodarz od poprzedniej ekipy ale jakoś nie kwapił się do naprawy?!) Mimo tego, że nie było w naszym zespole metrówek to i tak wszyscy byli zadowoleni. Pomimo niestabilnej pogody na wodzie ciągle się coś działo. Ładne okonie - największy 47cm i do tego na nietuzinkową przynętę, która na płytkich łowiskach doprowadzała garbusy do szału. Naprawdę dużo walecznych szczupaków 70-90cm (największy 95cm). Łowiliśmy na przeróżne przynęty (chyba jednak najlepszy był jerk) tak "z ręki" jak i trollingu. Sandaczy nie było za wiele ale tym większą radość dawały te wyjęte z wody (wymiar "skandynawski"). Dojazd do miejsca zakwaterowania prosty i szybki. Mieszkanie-standard. ŁODZIE i SILNIKI nareszcie super bezpieczne a na mój silniczek 20KM...wystarczyło, że spojrzałem a on sam odpalał!! Ograniczenie rejonu wędkarskiego raczej nie powodowało osłabienia wyników, ale jednak było niepotrzebnym kłopotem. Szkoda, że Szwedzi nie mogą się dogadać między sobą (pobierając nawet od wędkarzy dodatkową opłatę za cały akwen). Dla mnie dodatkową przygodą był pierwszy sezon z castingiem. Zwariowałem, a dobrze biorące ryby ułatwiły mi naukę i pozwoliły rozsmakować się w tej technice. Co w przyszłym roku? Wspominał Pan o jakichś nowych lokalizacjach w centralnej Szwecji? Będę czekał na propozycję (proszę o mnie pamiętać, mile widziane "mety" z sandaczem) i obserwował Waszą ofertę. Dziękuje za polecenie mi tej miejscówki.
Pozdrawiam,
Robert Kołodziejski
Witam,
W kilku zdaniach chciałbym podsumować wyprawę wędkarską do Fagervika.
We wszelkich aspektach wyjazd należy uznać za bardzo udany. Na miejscu wszystko było zgodne z opisem i zapewnieniami, dopisała pogoda i przede wszystkim ryby. Już pierwszego dnia, zaraz po przyjeździe, podczas pierwszego kontrolnego wypłynięcia, około 250 metrów od ośrodka udało się złowić halibuta o masie około 6 kg oraz kilka dorszy. Zachęceni wynikami, korzystając z pogody, w kolejnych dniach obłowiliśmy wszystkie pobliskie obiecujące miejsca, za każdym razem wyciągając przynajmniej kilkanaście ładnych ryb. Najwięcej było oczywiście dorsza do 5 kg, kilka większych, do 10 kg, ale na łodzi zameldowały się także makrele, czarniaki (niestety nie te okazowe), plamiaki, karmazyny, brosma, molwa i kolejny halibut o podobnej masie jak ten złowiony pierwszego dnia. Była też szansa na złowienie trzech większych ryb, prawdopodobnie o masie ponad 10 kg, ale niestety zabrakło opanowania, doświadczenia w walce z dużą rybą i pewnie odrobiny szczęścia. Zaletą Fagervika jest niewątpliwie możliwość łowienia praktycznie niezależnie od pogody, gdyż przy silnym wietrze można się schować za jedną z pobliskich wysp. Reasumując, wyjazd był bardzo udany, a miejsce można polecić. Z pewnością nie była to nasza ostatnia wyprawa wędkarska do Norwegii.
Pozdrawiam,
Krzysztof Lipkowski
Witam,
Już jesteśmy w kraju po powrocie z Karhamn na północy wyspy Seiland. Pomimo kilku drobiazgów (sonar, męczący dojazd, 3 dni sztormu) oceniam, że ośrodek jest na wysokim poziomie. Połowiliśmy: halibuty 80-120 cm, dużo dorsza (kilka okazów > 100 cm), czarniaki (raczej średnie < 80 cm), brosmy (duże < 90 cm), plamiaki, drobny karmazyn, śledzie i pojedyncze rdzawce.
Pozdrawiam Alek
Szanowni Państwo,
udało nam się powrócić szczęśliwie i bez żadnych problemów z Norwegii, na wstępie dziękuję za cudowny kontakt i profesjonalną obsługę z Pani strony.
John się nie zmienił , jego domki też, choć nieco blade mieliśmy wyniki , dużo drobnicy 3-5 Kg nic większego:( ... i naszego wymarzonego halibuta się nie udało trafić nie mówiąc już o zębaczu :(. Jakkolwiek Norwegia piękna.
Maciej Caban
Witam serdecznie,
właśnie wróciliśmy z wyprawy Polarsirkelen.
Pragnę serdecznie podziękować za zorganizowanie tak przecudnego urlopu, po przyjeździe na miejsce okazało się że znaleźliśmy się w fantastycznym miejscu. Przywitała Nas bardzo sympatyczna i przemiła Pani, przy czym okazało się, że jest profesjonalistką w tym co robi. Warunki socjalne jak i sprzęt pływający zasługują na najwyższe uznanie, jak i również obsługa ze strony gospodarzy. Łowiska są oddalone o ok. 10 min łodzią od bazy, gdzie został złowiony halibut o masie 17 kg jak i dorsze o masie 9, 7kg i całe mnóstwo mniejszych osobników. Na otwartym morzu gdzie dopływa się w ciągu 30 min mile zaskoczyły nas czarniaki o masie 4,5, 5kg które dostarczyły nam mnóstwo emocji. Ośrodek Polarsirkelen uważam za miejsce godne polecenia innym wędkarzom.
Z wyrazami szacunku Karol Dauksza.
Witam, poniżej obiecana relacja ze Storsjon:
Nad Storsjon pojechaliśmy drugi raz (i nie ostatni - mimo iż to miejsca jest coraz droższe). Tym razem na wiosnę i większą grupą. Organizacja jak zwykle taka jak powinna być, wiec wiele o tym pisać nie będę. Łodzie super, domek fajny. Mimo iż tym razem oprócz nas były trzy inne grupy, na wodzie spotykaliśmy się rzadko.
Wyprzedzę fakty: ale ogólnie ryby nie brały dobrze. Mimo to w wodzie z taką ilością ryb dało się połowić. Ryby miały wyznaczone godziny żerowania i wtedy trzeba było być w dobrym miejscu (żerowanie było krótkie, ale intensywne). Jak okoń wychodził na żer to przez godzinę łowiło się jednego za drugim (jeden większy od drugiego . Po godzinie jakby znikały i wydawało się że jezioro jest puste. Oczywiście szczupaka wytrolingować można było cały dzień, ale już sandacz miał swoje określone godziny. Mimo to połowiliśmy trochę sandaczy.
Łowiliśmy różnymi metodami: Na troling - głownie szczupaki i okonie. Na żywca - sandacze. Na koguta - szczupaki. Na drop shota - okonie i sandacze. Na woblery - szczupaki. Wydawało mi się że ryby preferowały raczej małe przynęty (także cały zapas dużych przynęt - które sprawdzały się rewelacyjnie na jesień nie był używany).
Co do kolorów , nie wypowiadam się (bo zgłupiałem), inne grupy mówiły że sandacz tylko im bierze na fioletowe z brokatem, a ja używałem białych, pomarańczowych i też miałem dobre efekty.
Generalnie, jesienią brały większe sztuki (może zbieg okoliczności), zarówno jak chodzi o szczupaka jak i o sandacza. Nie zmienia tego "metrówka", którą wiosną udało nam się złowić. Okonie - po raz kolejny obalam zapis, sugerujący że ze wzrostem populacji sandacza maleje populacja okonia. Okonia na storsjon jest dużo i to dużego.
Pozdrawiam i czekam na kolejny wyjazd, gdzie??? - Na Storsjon
Wojtek Foltman
Witam serdecznie panie Maćku,
po rozmowie z Piotrem Strzeszewskim, w załączniku przesyłam Panu parę wybranych zdjęć z jeziora YXERN.
Wyjazd naprawdę był udany. Nie znając jeziora połowiliśmy nie tylko ładne szczupaki, ale przede wszystkim sandacze i okonie.
Pozdrawiam,
Dariusz Kiełczykowski
Właśnie wróciliśmy z pobytu na Syrsan. Dziękuję za sprawna organizacje i cierpliwość w przekazywaniu informacji.
Kilka zdań z naszej strony:
1. Mili ludzie na miejscu. I gospodarz i jego małżonka. Uczciwe i bezproblemowe rozliczenie kaucji.
2. Ciekawe miejsce (krajoznawczo). Okazuje się, ze przez tydzień można żyć i bez samochodu i bez bankomatów :)
3. Ładne domki (choć myślę, ze dla max. 4 osób). Nas było 3 i było OK.
4. Ciekawy i różnorodny akwen. Nietypowa - ale na szczęście tylko w kilku miejscach - woda. Sonda pokazywała ok. 1m a nie bylo widać dna tylko turkusowo-zielona zupę. Byliśmy zaskoczeni temperaturą wody. W niektórych miejscach dochodziła do 18 stopni (w zeszłym roku na Sperillen mieliśmy < 10 stopni).
5. Zdecydowanie ciekawszy był dla nas akwen na prawo od przystani. Kilka miejsc sprawdziło się dokładnie tak, jak zaznaczył Pan na mapie.
6. Okonie niemalże w każdym miejscu, ale szczupaki już niekoniecznie. Był dzień, gdzie odnotowaliśmy (szczerze i nie z "wędkarskim zaokrągleniem" J) 28 sztuk (różnej wielkości). Był tez dzień, kiedy było ich nie więcej niż 10. Rekord: 6kg, 95cm.
Pozdrawiam,
Jacek
Cześć
zgodnie z obietnica przesyłam krótką relacje z Boren. Powiem krótko - REWELACJA!!!!!
Ale po kolei. Wyprawa zaczęła się dosyć pechowo - część ekipy, która dojeżdżała z Bydgoszczy miała wypadek - jeszcze w Bydgoszczy niedoświadczony kierowca wjechał na czerwonym świetle w auto kolegi uniemożliwiając kontynuację podróży. Szybka akcja w porcie i dokupienie biletów na następny dzień, zmiana pojazdu i reszta ekipy ruszyła w rejs. Pierwszy dzień zaczął się spokojnie - jedyne 30 sztuk w popołudnie, ale że nie oddalaliśmy się zbytnio od przystani to największa ryba miała 77 cm - złapana na sweepera w kolorze pike. Ponadto "wyczuwaliśmy" łowisko testując przynęty. Od drugiego dnia systematycznie oddalaliśmy się od przystani - i efekty były coraz lepsze. Padła pierwsza 3-cyfrówka - równe 100cm na jerka - tym razem Sebile Stick Shadd w kolorze złotym. Od 3-go dnia wszyscy przestawiają się na gumy - łowimy na 5-6 metrowym plosie na samym środku jeziora. 2 dni później na środku jeziora trafiona jest kolejna "metrówka" - tym razem 104 cm - przynęta 15 cm ripper Mann's Shad w kolorze perłowo-niebieskim (niespotykanym w Polsce - kupuję je w "tajnym źródle":)). Euforia w ekipie rośnie z godziny na godzinę - praktycznie każdy ma na koncie rybę powyżej 90cm, kilka "ociera się" o magiczny metr - 2x98, 1x97 cm. Potem pogoda niestety się zdecydowanie pogorszyła - temperatury spadły do okolic 10-12 stopni w dzień, zrywa się wiatr, który na tym jeziorze niestety mocno utrudnia nie tylko łowienia, ale pływania w ogóle. Przedostatniego dnia sytuacja na wodzie wygląda beznadziejnie. Jednak wiatr około 14 słabnie i 3 osoby z ekipy decydują się jednak na podjęcie ryzyka i wypływamy. Po godzinie robi się spokojniej - na tyle spokojnie, że w komfortowych warunkach obławiamy miejscówki rozpoznane wcześniej. W ruch poszły gumy i zaczynają się magiczne 3 godziny. Najpierw 94 cm, potem kilka mniejszych (w okolicach 80cm) potem kolega ma na haku "coś lepszego" i wstępne oględziny przy łodzi wskazują na 100+ (mieliśmy świeże porównanie do 94:)), ryba jednak się spina - przegryza dozbrojkę, na której była zacięta. Za chwilę potężne branie na mojej wędce i luz....... obcinka - przypon 40cm pochłonięty w całości!!!!!! Zmieniam na 50 cm - 3 rzuty i kolejne branie ...... i znowu luz. Kolejna obcinka. Załamanie było blisko. W tym czasie lekko zdryfowaliśmy bliżej brzegu i stanęliśmy na granicy mocno zarośniętej płycizny i 4 metrowego plosa. Kolega rzuca jerkiem. W 3 rzucie strzał i jest ryba - nie daje się oderwać od pasa roślinności. Powoli rusza do łodzi i pokazała się na powierzchni - nogi się pod nami ugięły bo takiego potwora nie widział żaden z nas. Ryba był zahaczona za jeden hak z kotwicy 14 cm sweepera w nowym kolorze "real grey shiner". 2 podejścia do łodzi - podebranie i JEST!!!!!! 115 cm i ponad 13kg. Rekord ekipy!!!
Po raz kolejny Boren potwierdziło klasę - a właściwie ekstraklasę - jeśli chodzi o łowisko szczupakowe. Trzy ryby 100+, 13 sztuk 90+ w tym 4 bliskie 3 cyfr, pobite rekordy życiowe pięciu członków ekipy (na siedmiu). Łodzie nareszcie lepsze i wygodniejsze dla wędkarzy - chociaż sami właściciele nie są z nich zadowoleni i mam wrażenie, że niebawem je wymienia na jeszcze lepsze. Domek odnowiony i naprawdę trudno się do czegoś przyczepić. Ponadto właściciele maja plany na poprawienie kilku elementów - np. zrobienie przystani bliżej domu - mam wrażenie, że Boren zagości na stałe w kalendarzu naszych wyjazdów. Jedyny powód, dla którego mogę czuć niedosyt to fakt, że ja dalej "gonię króliczka" - żadna "metrówa" nie siadła na mojej wędce..... ale może to lepiej? :)
Olgierd
Witam,
jestem obok Grzegorza drugim z czterech zadowolonych uczestników majowej wędkarskiej wyprawy nad jezioro Sommen. Wychodząc naprzeciw prośbie o kilka szczegółów, przedstawiam je poniżej.
Sprawy organizacyjne; bezproblemowy przejazd i dojazd, wszystko zgodnie ze szczegółowym opisem, kontakt z Gospodarzami, ich dostępność i przystępność, chęć niesienia pomocy ale i dyskrecja i zaufanie- były na najwyższym poziomie. Obydwie strony na pożegnanie powiedziały sobie ze szczerym uśmiechem "see you later".
Warunki bytowe; tu właściwie nie mam nic do dodania ponad to, że były na najwyższym z oczekiwanych przez nas poziomów. Funkcjonalny, przestronny, super wyposażony domek, fantastycznie położony nad samym brzegiem jeziora. Sprawne, nowoczesne łodzie, infrastruktura nie stwarzająca najmniejszych problemów.
Jezioro; rewelacyjne zarówno pod względem krajobrazowym jak i wędkarskim. Zatoki, wypłycenia, trzcinowiska, głębsze i bardziej rozległe partie wody, wysokie, kamieniste brzegi, pozwalały na wędkowanie każdą metodą, w każdą pogodę, na każdy gatunek ryby. O nieskalanej czystości szwedzkiej natury nie trzeba chyba nawet wspominać.
Metody połowu i gatunki; z uwagi na to, że przez cały okres pobytu regularnie brał dorodny szczupak, szybko zrezygnowaliśmy z innych metod połowu, które nie przynosiły większych sukcesów, na rzecz spinningu z łodzi i trollingu. Brania były częste, na każdą ze stosowanych przez nas przynęt- od dużych, głęboko tonących woblerów, różnorakich gum, po klasyczne błystki typu alga. Zdaje się, że naprzeciw większemu zainteresowaniu miejscowych szczupaków nie specjalnie wychodziły tylko obrotówki.
Miejscówki; mieszkając na farmie Kulla Gard w domku Slottet, ograniczaliśmy się do wypraw na nie większą odległość od przystani jak pięć kilometrów na północ i południe obrzucając i trollingując wzdłuż obydwu brzegów, ale też i toń jeziora, zresztą nie za głęboką, maksymalnie około 5m. Skupialiśmy się jednak raczej na płytszych partiach wody. Czas połowu od 6:00/8:00 rano do 12:00/13:00 oraz druga tura od 16:00/17:00 do zmroku. Szczupak brał pewnie, sztuk zerwanych było niewiele. Pogoda raczej stabilna- od 12 do 18 stopni C, bezwietrzna, dwa dni słoneczne, trzy pochmurne, ale na jakość i częstość brań jakby nie miało to żadnego wpływu.
"Sukcesy"; w ciągu pięciu dni wędkarskich czterem nie aż tak bardzo doświadczonym wędkarzom udało się złowić 46 szt. wymiarowych (od 46 do 67cm) szczupaków, z czego znakomitej większości darowano oczywiście wolność (jeszcze po nie wrócimy :) ) Było też kilka niewymiarowych sztuk, ale niewiele. Czyli średnia wynosiła około 3 szt. na wędkarza na dzień. Uważamy, że to całkiem przyzwoity wynik, biorąc pod uwagę fakt, że nie tylko wędkarstwo było nam w głowie :) Niestety wymiaru górnego limitu ochronnego szczupaka nie udało nam się ani razu przekroczyć.
Problemy; chyba jedynym problemem były zaczepy, częste szczególnie do czasu poznania łowisk, ale kiedy łowi się metodą spinningową, w jeziorze o kamienistych brzegach i dnie, z dużą ilością zwalonych drzew i konarów, skupiając się na trzcinowiskach i wypłaceniach, to chyba oczywiste.
Podsumowując; niezapomniane wrażenia, które polecamy każdemu, kto oprócz wędkarskich atrakcji, ceni sobie komfortowe warunki wypoczynku oraz obcowanie na wyciągnięcie ręki z nieskazitelną naturą.
Pozdrawiam - Wojtek Dankowski
Jezioro Runn. Mimo niesprzyjającej aury tarła szczupaka i okonia udało nam się złapać kilka fajnych ryb. Przesyłam kilka zdjęć. Jeżeli chodzi o jezioro to zbiornik godny polecenia i z dużym potencjałem. Na pewno chciałbym tam wrócić jeszcze jesienią i myślę, że wtedy wyniki byłyby dużo lepsze. Z ryb okazowych zostało złowione 4 ryby metrowe: 102, 103, 104, 105cm (1 rocznik), okonie: 47, 49, 50, 51 cm.
Pozdrawiam
Zbyszek Kucharski.
Witam serdecznie,
zdaję małą relację z pobytu na Syrsan. Ogólnie jesteśmy zadowoleni z wyjazdu poza brakiem dużych ryb i kiepskiej pogody. Wiadomo, na jedno i drugie nie mieliśmy wpływu i co za tym idzie hmm...loteria? Złapaliśmy 100 sztuk w głównie w przedziale 1-3 kg, mi trafił się 6kg i 5kg. Ogólnie fajna przygoda jak na nowicjuszy na zagranicznej eskapadzie. Myślę, że za jakiś czas skorzystamy z waszej oferty znowu.
Jarek Miłek
Cześć,
Opiszę jak łowiliśmy na Oyeren:
- 03.06 - zmienna pogoda, temperatura około 15C, przechodziły deszczowe fronty, północny wiatr. Łowiliśmy w płytkich zatokach po drugiej stronie jeziora na przeciwko domku. Zatoka z rzeką miała brudną wodę. Wyniki słabe, kilka szczupaków około 70cm i pojedyncze okonie,
- 04.06 - pogoda jak dzień wcześniej. Sprawdzamy dołki koło domku. Łowimy kilkanaście szczupaków pomiędzy 60-70 cm i kilka okoni. Ryby biorą głównie przed zmianą pogody i bardzo krótko.
- 05.06 - rano dołki koło domku - kilka małych szczupaków. Po południu płytka woda w północnej części jeziora w okolicach wyspy i dużej zatoki. W zatoce bez brań. Przy wyspie łowimy kilkanaście siedemdziesiątek (wszystko na kancie przy korycie z głęboką wodą).
- 06.06- pogoda się ustabilizowała - lekki południowy wiart i około 15C. Od rana łowimy na płytkej wodzie na granicy koryta wpadającej rzeki (zielone bojki). Z płytkiej wody na jerka 2 ryby po 75cm. Brania do 10.00, później nic. Około 17.00 przepływamy na drugą stronę jeziora gdzie wpada druga rzeka (czerwone bojki). Obok nas łowia Norwegowie (trolling, jerki i bulldogi) - nie mają ryb. Ustawiam się w korycie (6,5m i wyraźny nurt). Guma na 20g główce nie można zejść do dna. Zakładam koguta 28g i około 18 mam pierwszą rybę - 114cm. Po pół godzinie drugą 105cm z tego samego miejsca. Oprócz tego łowimy kilka szczupaków pomiędzy 70-80cm. Po 21 ślady ryb znikają z echosondy i nie mamy nawet dotknięcia.
- 07.06-jesteśmy na łowisku o 5.00 - na echosondzie pusto. Około 8.00 pokazują się pierwsze łuki i mamy szczupaki koło 70 cm. Po 9.00 mam szczupaka 113cm. Po 10.00 znowu bez brań. Po południu zaczynamy o 16.00. Pierwsze ryby łowimy po 17.00. Ja mam 101cm i 110cm, kolega "wymodloną" 117cm i 105cm - wszystkie ryby bez przestawienia łódki. Na drugiej łodzi kilka metrów od nas chłopaki mają 110cm. Po 21.00 brania znowu ustają.
- 08.06. -mamy plan żeby zacząć o 8.00, ale mamy awarię silnika i jesteśmy o 9.00- jest bezchmurnie i bezwietrznie i okazuje się, że jesteśmy za późno. Łowimy kilka szczupaków po 70 cm i kilka okoni. "Mamy" już jadły i nie biorą. Wieczorem nie wypływamy tylko oglądamy mecz - szkoda bo pogoda super i pewnie coś by się dołowiło...
Podsumowując:
1. miejsce - głęboko i w nurcie
2. przynęta - brały przy dnie- łowiliśmy na 30g koguty, bo nie mieliśmy 40g główek:)
3. pora - brały tylko po 2 godziny (pomiędzy 7-10) rano i wieczorem (17-21).
Pozdrawiam,
Arek
Witam,
to już nasza trzecia wyprawa nad jez. Fiolen. Przywitała nas piękna, słoneczna pogoda i w sumie w trakcie całego pobytu lało 3 dni (tylko i aż). Przyroda, cisza, przyroda i spokój - to atuty tego miejsca. Warunki zakwaterowania tak jak rok wcześniej - rewelacyjne! Domek nad jeziorem super! Przybyło trochę nowości wokół domku (kosztem krzewu). Odnośnie do wyników, to w sumie we dwóch złapaliśmy 119 szt., lecz tylko jedną "metrówkę" (103 i 100 cm), lecz za to kilkadziesiąt szt. w przedziale 90-99 cm. Jezioro choć już poznane rok wcześniej, to jednak trudne wędkarsko. Skuteczna przynęta to przede wszystkim duża i ciężka artyleria. Oczywiście nie obyło się bez strat, tym razem współpracy odmówił sprzęt rejestrujący, tj. kamera, ale i tak najważniejsze wspomnienia zostały w głowach. Podsumowując, jak wszystko się poukłada, to wrócimy tam jeszcze...
Damian Spieczyński
Witam,
w dniach 05.05-12.05.2012 łowilśmy szczupaki w szkierze Arkösund w Szwecji. Wraz ze znajomym udało się nam złowić 104 sztuki, w tym 97 cm, 90 cm, 6 ryb powyżej 80 cm, również sporo ryb w przedziale do 75 cm. Niestety szczupaki żerowały dość chimerycznie, w krótkich przedziałach czasowych rano i wieczorem. Rybki wychodziły z wody o głębokości ok. 1-2 m na łąkach i w pobliżu skał. Jeżeli chodzi o łódź i domek, wszystko w najlepszym porządku za sprawą Eventur Fishing.
Pozdrawiam,
Tomek Lasoń
Witam,
po raz kolejny wielkie dzięki za zorganizowanie wyjazdu do Szwecji. Jezioro Fiolen jest kameralne, ale ma swój urok i dużo zalet nawet przy mocno jesiennej pogodzie, jaka nas zastała. Warunki w domku, jak i sprzęt pływający OK. Z racji pogody brań nie było za wiele, ale ryby, które złowiliśmy, były rewelacyjne! Szczupaki 75-90, kilkanaście sztuk, 95+ 2 szt. i 102 1 szt. Mile nas zaskoczyły okonie: ponad 15 szt. w przedziale 32-40, które brały na woblery szczupakowe.
Pozdrawiamy,
Darek i Przemek
Wypad do Szwecji na szczupaki planujemy od dłuższego czasu, zastanawiamy się tylko, czy szkiery czy któreś z jezior. Wybór padł na nową ofertę Biura Eventur Fishing & Travel - szkiery Jarnavik. Za tym wyborem przemawiała bliskość szkierów, tylko 160 km od promu w Ystad, a także rekomendacje Biura co do zasobności tej wody w duże okazy szczupaków. Wybieramy termin 17.09-24.09.2011r, jedziemy we czterech: Zbyszek, Piotr, Ryszard i ja - Darek.
więcej ...
Oczekiwanie na wyjazd dłuży się w nieskończoność, wielokrotny przegląd sprzętu, powtórne pakowania, uzupełniające zakupy nie mają końca, ale przynajmniej trochę łagodzą ból oczekiwania na wyjazd. W końcu się doczekaliśmy, 700 km do Świnoujścia pokonaliśmy w 12 godzin, następnie wjeżdżamy na prom i o 22.30 odpływamy, ostatnie zakupy w sklepie na promie (dobrze zaopatrzony, szczególnie w perfumy dla małżonek) i spać. O godz.6.15 lądujemy na szwedzkiej ziemi i powstaje dylemat; do miejsca docelowego mamy 160 km, czyli ok. 2 godziny jazdy, a możemy zakwaterować się dopiero po 14. Szybka narada i zapada decyzja - po drodze mamy rzekę Morrum - podobno jest najlepszą rzeką łososiową w Europie. Na miejscu okazuje się, jakie perełki posiadają Szwedzi: piękna, dzika rzeka, nieulepszona ręką człowieka, doskonale zorganizowane, pilnowane łowisko, podzielone na sektory. Trochę żałujemy, że nie mamy ze sobą muchówek, choć z drugiej strony zdobycie licencji z marszu podobno graniczy z cudem, tym bardziej że zaczął się ciąg troci. Pozostało nam podziwiać rzekę, krajobrazy i łowiących wędkarzy. W tak wspaniałym miejscu czas płynie bardzo szybko i superata czasowa znikła bez śladu. Punktualnie o wyznaczonej godzinie meldujemy się u gospodarza, który od ręki przekazuje nam domek i wyjaśnia wszelkie zasady. Dostajemy mapy łowiska z zaznaczonymi miejscami podobno dobrych łowisk. Umawiamy się też za 20 minut na przystani z łodziami. Szybkie wypakowanie ekwipunku i zasiedlamy domek, który jest w pełni wyposażony i ma nawet osobny magazynek na sprzęt. Z miejsca zakwaterowania mamy ok. 200 m na przystań usytuowaną na końcu niewielkiej zatoki. Gospodarz przekazuje nam wygodne łodzie 4,8 m wyposażone w silniki 10 KM. Po szybkim instruktarzu obsługi silnika dzielimy się na załogi. Ja z kolegą Zbyszkiem (2 lata temu byliśmy na szkierach Arkösund, a także w kraju pływamy na łodziach motorowych) zostajemy sternikami, natomiast kolega Piotr dołącza do mnie, a Ryszard do Zbyszka. W pośpiechu szykujemy sprzęt i wypływamy na pierwszy rekonesans. I tu zaskoczenie - próbujemy łowić na płytkiej wodzie przy trzcinach, następnie w głębokich zatokach i przewężeniach między małymi wysepkami - brak jakiejkolwiek aktywności ryb, zero kontaktu, po kilku godzinach spływamy lekko zniechęceni. Pierwsze niepowadzenia tłumaczymy nieznajomością łowiska. Następnego dnia po szybkim śniadaniu wypływamy ponownie, tym razem kierujemy się na łowiska zaznaczone na mapie. Zapowiada się całodniowa wyprawa, ale na szczęście świeci słońce i jest w miarę ciepło, temperatura wody tylko 6 RC, trochę mało. Po godzinie płynięcia obławiamy pierwsze łowisko, potem następne i następne, i tak do popołudnia... Zero wyników, brak jakichkolwiek kontaktów z rybami. Do wody wrzucamy cały posiadany arsenał, a jest tego niemało, niejeden sklep wędkarski by mam pozazdrościł. Po południu wpływamy do długiej i wąskiej zatoki. W połowie jej długości mamy pierwsze zdobycze: 2 szczupaki po 50 cm po jednym na łódź. Płyniemy na sam koniec zatoki, gdzie uchodzi niewielki strumyk. Jego głębokość w granicach 0,8-1 m, bardzo dużo ryb podwodnych i na powierzchni. Postanawiamy łowić lekko na sprzęt okoniowy, a z drugiej łodzi koledzy łowią na ciężko, głównie na woblery. Pierwszy rzut i szczupak 66 cm, kolejne rzuty i kolejne szczupaki - łącznie 15 sztuk w przedziale 45-66 cm. Jeden na kolację, reszta z powrotem do wody. Większa sztuka oceniona na 80+ schodzi z haka. Pewnym zaskoczeniem jest temperatura wody w zatoce, na której końcu jest 13 RC - i to był klucz do sukcesu. Robi się późno, zaczyna padać deszcz, więc zapada decyzja o powrocie, tym bardziej że przed nami co najmniej godzina pływania. Do przystani przybijamy w strugach deszczu, zmoknięci, ale zadowoleni. Następne dni zapowiadają się obiecująco. Nazajutrz płyniemy w drugą stronę, by zwiedzić kolejne dobre miejsca zaznaczone na mapie. Wpływamy w dużą zatokę, po kilku godzinach biczowania wody udaje nam się złowić 2 szczupaczki po 50 cm. Szukamy nowego łowiska, wpływamy do kolejnej zatoczki, tym razem mniejszej i płytszej. I sytuacja analogiczna jak w dniu poprzednim, woda o kilka stopni cieplejsza, płytka i zarośnięta. Na dłuższą gumę na lekkim haku mam świetne branie pod powierzchnią wody - po widowiskowym holu w łódce ląduje szczupak 65 cm. I to była niestety ostatnia ryba tego dnia. Resztę czasu spędzamy na bezowocnym biczowaniu kolejnych zatoczek. Na szczęście dopisała pogoda - cały dzień świeciło słońce. W kolejnym dniu płyniemy na odległe łowisko, wskazane przez gospodarza na mapie jako najlepsze w okolicy. Jest to niemałych rozmiarów zatoka z dużą wyspą pośrodku - coś w kształcie litery U. Płyniemy ok. 1,5 godziny, w tym częściowo przez otwarte morze niezasłonięte wyspami. Na szczęście słabo wieje i na niewielkiej fali łodzie dobrze się spisują. Na miejscu zaskoczenie: obydwa wloty do zatoki przegrodzone są na stałe zaporami z grubej sieci, o czym gospodarz nie wspomniał. Nie pozostaje nam więc nic innego, jak szukać innego łowiska. Płyniemy do kolejnych zatoczek próbujemy coś złapać, niestety kolejne zatoki okazują się bezrybne. W końcu docieramy do zatoki, w głębi której poławialiśmy drugiego dnia pobytu. Niestety na końcu zatoki, na płytkiej wodzie, kawa z mlekiem i oczekiwanie... zero aktywności ryb. Widocznie strumyk naniósł z głębi lądu osad po wcześniejszych intensywnych opadach deszczu. Postanawiamy więc łowić u nasady zatoki, gdzie woda była bardziej przejrzysta. Po drodze w połowie zatoki dostrzegamy opuszczony drewniany pomost, korzystamy z okazji wyprostowania nóg i skorzystania z ustronnego miejsca, gdyż wokół sam las. Kolega odchodzi na kilka metrów od pomostu i za chwilę wraca z naręczem grzybów, same prawdziwki i kozaki. W ciągu 10 minut mamy pełne wiadro grzybów, nie oddalając się bardziej niż na 20 metrów od pomostu. Na kolację będzie uczta grzybowa - pycha! U nasady zatoki łowimy 3 szczupaki, takie do 60 cm, a kolega z łódki ma piękną rybę na kiju, która dzielnie walczy, co chwila wchodząc w zarośla. W czasie kolejnego odjazdu wbija się w kępę zarośli i schodzi z haka. Szkoda, bo to była naprawdę ładna ryba - oceniam ją na 85-90 cm. Ja też przeżywam niesamowitą przygodę... Cumujemy łódź na 1,5-metrowej wodzie, gęsto zarośniętej, obok dużej Kępy roślin. Za kolejnym rzutem ściągam przynętę 10 cm kopyto blisko łodzi, nie chcąc jej zaczepić o kępę roślin. Podnoszę kij do góry, by jak najszybciej wyciągnąć przynętę na powierzchnię wody, gdy przynęta jest tuż pod powierzchnią,z głębi za kępy roślin wyłania się otwarta paszcza szczupaka, do której zmieściłaby się moja głowa - potwór! Opuszczam wędkę, ale jest już za późno, przynęta wyskakuje z wody, szczupak robi potężny młyn i odpływa, a ja pozostaję ze zdziwioną miną. Coś niesamowitego! To wszystko działo się przed moimi oczami, w odległości 1,5-2 metry, dłuższą chwilę próbuję dojść do siebie, a następnie biczuję wodę wszystkim, co mam w pudełkach. Niestety drugi raz nie ujrzałem tego łba, a szkoda, bo mogło być naprawdę ciekawie. Płyniemy do kolejnej zatoki. Tam łapiemy trzy średnie szczupaki i jednego ładnego okonia - dobre 35 cm. Niestety czas płynie nieubłaganie, pora wracać do bazy. Przed nami godzina pływania. By wrócić do przystani, musimy ominąć półwysep i płynąć pod wiatr w stronę otwartego morza, gdyż jest to jedyna droga powrotu w czasie naszych połowów. Rozdmuchało się na dobre, wieje jakieś 3-4 w skali B, i pływanie tak niewielkimi łódkami po rozbujanym morzu to dość ekstremalne przeżycie. W tym momencie przydało się doświadczenie żeglarskie i pływanie po Bałtyku na kutrach za dorszem. Idziemy najpierw pod wiatr, fale miotają naszymi łódkami niemiłosiernie! Moc silników w niektórych momentach jest niewystarczająca. Następnie w dogodnym momencie zmieniamy kurs i płyniemy z falą, starając ukryć się za małymi wysepkami. Udało się! Przypływamy do przystani przemoczeni do suchej nitki. Jak na jeden dzień - wystarczy emocji. Na kwaterze zapadamy w kamienny sen, budzimy się dopiero przed południem. I tu zaskoczenie - silny wiatr od strony morza nie wróży nic dobrego. Pamiętając o wczorajszych doświadczeniach, postanawiamy łowić w naszej zatoczce. Do końca dnia mamy kilka szczupaków (największy 70 cm). Nazajutrz znów silnie wieje, nikt nie chce ryzykować i wypłynąć na otwarte przestrzenie. Znów postanawiamy obłowić naszą zatoczkę. Zaczynamy od 3 szczupaków takich do 60 cm. Postanawiam spróbować połowić delikatnym sprzętem w nadziei na okonia. Wędka do 14 gr., plecionka 0,08 mm o wytrzymałości 4,5 kg, przynęta 6 cm kopyto na 5 gr główce na haku nr 2. Trzeci rzut pod trzcinki i jest delikatne branie, zacinam i czuje luz na wędce, ryba popłynęła w kierunku łodzi, ekspresowo zwijam plecionkę. Nagle stop i zaczęło się, ryba robi odjazd, jakieś 20 metrów w ciągu kilku sekund, całe szczęście że mam precyzyjnie wyregulowany hamulec, kolejny odjazd i kolejny każdy coraz dłuższy a ja nic nie mogę zrobić takim sprzętem, zaczyna robić się nieciekawie, gdyż ryba w czasie kolejnych ucieczek zahacza linką o kępy roślin, podejmuję błyskawiczna decyzję, rzucam hasło do kolegi o odcumowaniu łodzi i delikatnie manewruje pomiędzy kępami roślin, jednocześnie kontrolując na wędce walkę z rybą, po kilkunastu minutach ryba słabnie i daje się podholować do łodzi w tym momencie okazuje się, że podbierak będzie za mały. Dobrze, że mam gripa, pewny chwyt i ryba jest w łodzi. Szybkie ważenie, mierzenie, sesja zdjęciowa i ryba trafia powrotem do wody. Szczupak ma 110 cm i 10 kg, na tak delikatny sprzęt, niewiarygodne. Do końca dnia jesteśmy bez brań. Następnego dnia również silnie wieje, więc znów obławiamy naszą zatoczkę. Do popołudnia łowimy łącznie 8 szczupaków - dł. ok. 65 cm. Następnie spływamy do przystani i szykujemy łodzie, by zdać je gospodarzowi. Potem pakowanie, ostatnia kolacja. W tym dniu wcześniej się kładziemy, bo nazajutrz długa droga przed nami. Rano szybkie pakowanie ekwipunku do samochodu, pożegnanie z gospodarzem i trasa na prom. W Ystad na przystani promowej spotykamy kilka ekip wracających z różnych łowisk (szkiery, jeziora) w Szwecji. Wszyscy narzekają na słabe wyniki. Nasze opowieści i zdjęcia wzbudzają niemałą sensację. Okazuje się, że nasza wyprawa była najbardziej rybodajna. Wszyscy narzekali na zmienną pogodę i duże skoki ciśnienia, a przez to słabą aktywność ryb. Jeszcze raz potwierdziło to starą wędkarską prawdę: to pogoda decyduje o naszych wędkarskich sukcesach i porażkach. Potem zaokrętowanie na prom, na którym już planujemy następną wyprawę na wiosnę 2012r. O godzinie 20.00 przybijamy do portu w Świnoujściu i tak skończył się tydzień w wędkarskim raju.
Do zobaczenia na wiosnę,
Dariusz Miądziel
Witam,
poniżej przesyłam relację z wrześniowego pobytu nad Storsjön.
Podróż spokojna. Pierwszy raz (a byliśmy z Wami w Szwecji po raz trzeci) płynęliśmy z Gdyni do Karskrony. Podróż przebiegła dużo lepiej (nie licząc autostrady A1 i związanych z nią problemów) niż do Ystad. Domek bardzo sympatyczny. Jedynym mankamentem było to, że faktycznie znajduje się on na wzgórzu, więc jak zaczęło wiać (a były takie dwa dni), to trochę kołysało. Przeszkadzało trochę też to, iż wejście do łazienki jest z jednej z sypialni, ale ponieważ byliśmy we dwoje, to nie miało to dla nas znaczenia (niestety, narzekali sąsiedzi).
Jezioro (jeziora - bo jest przecież też Ramen) bardzo urokliwe. Wiele ciekawych miejsc. Szkoda, że nie ma mapy batymetrycznej, ale po pierwszych dwóch dniach można na tyle poznać jezioro, że nie stanowi to problemu. Jedna ważna sprawa: nie trafiliśmy na żadne podwodne przeszkody (wywiad z gospodarzem to potwierdzał), więc można było śmiało pływać, bez obawy, że wylądujemy na podwodnej górce.
Pogoda zmienna - od pływania w koszulce i prawie bezwietrznej pogody, do kombinezonów zimowych podczas dużego wiatru. Kolejna ważna rzecz - bez względu na siłę wiatru i kierunek, zawsze można znaleźć spokojne osłonięte miejsca.
Ryby:
Ramen - dużo szczupaka i okonia, zero sandacza (nawet gospodarze nie wiedzą czemu). My łowiliśmy tam kilka razy, jednak szczupaki brały nam średniej wielkości (do 75 cm). Ale okonie są tam wielkie. Nasz największy to 40 cm, którego złowiła żona (sąsiedzi - notabene też kobieta - złowili okonia 48 cm). Sporo szczupaków złowiłem na koguta.
Storsjon - jest wszystko: płytkie zatoczki, blaty 6 m, blaty ze spadem 6-11 m, blaty ze spadem 11-20 m, górki podwodne 6-20 m. Znalazłem kilka miejsc okoniowych, ale ryby te były chimeryczne. Czasami branie w każdym rzucie, a czasem tak, jakby ich nie było (i może faktycznie odpływały). Szczupaki łowiliśmy głównie na troling (choć parę padło nawet na jerki w zatoczkach). Największy szczupak (znów moja żona) - 93 cm, mój 90 cm. Sporo 80- i 70-centymetrowych. Sąsiedzi złowili największego szczupaka o dł. 97 cm. Sporo sandaczy - i tu przekrój pełny: od 30 cm (złapanych na woblery 16 cm) do 85 cm (znów moja żona). Mój największy sandacz to 75 cm. Wydaje mi się, że okonie trochę mniejsze niż na Ramen, ale może to zbieg okoliczności.
Pozdrawiam,
Wojciech Foltman
Witam Panie Tomku!
Emocje powyjazdowe (pobyt w Hedesunda) minęły, a teraz mogę spokojnie ocenić. Łowisko piękne zarówno widokowo, jak i ze względu na potencjał wędkarski. Niestety z jakichś powodów było raczej drętwo. Mała aktywność ryb, których szukaliśmy we wszystkich możliwych konfiguracjach pór dnia i głębokościach wody. Nie rozpracowałem tej wody. Ale... tak to bywa, nie zawsze jest "dzień dziecka". Przesyłam kilka migawek z pobytu. Największego sandacza (5 kg, 80 cm) złowił Marek Adamski na kopyto.
Pozdrawiam,
Robert Kołodziejski
Panie Tomku,
wyjazd na szkiery Św. Anny nie był czysto wędkarski, lecz bardziej wypoczynkowy. Jednakże udało mi się złowić rybę życia - oto krótki opis.
29 czerwca 2011 wieczorem wybrałem się z moim siedmioletnim synem Wojtkiem na spinningowanie na tzw. jezioro (tj. szkierową zatokę leżącą w bezpośredniej bliskości przystani, połączoną wąskim przesmykiem z głównymi wodami szkierów Św. Anny). W pobliżu jednej z wysp złowiliśmy kilka okoni i drobnych szczupaków. Na sam wieczór ok., 21.30 postanowiliśmy przenieść się na głęboką miejscówkę leżącą tuż przy naszej przystani i domku - prawie na sam początek przesmyku. Myśleliśmy o okoniach, które tam żerowały, co też potwierdzały brania, które odnotowaliśmy w tym miejscu w poprzednich dniach. Wziąłem więc do rąk wklejankę do 15 g wyposażoną w kołowroteczek wielkości 1000 z nawiniętą żyłką 0,18, o wytrzymałości 4 kg, zakończoną metalowym przyponem (a raczej przyponikiem) o zbliżonych do żyłki parametrach. Na końcu zestawu zadyndał 6-cm zielony riper - predator Manns'a. Staliśmy na 8-9 metrach głębokości. Prowadziłem przynętę skokami z płytszej wody. Pod samą łodzią, w jednym z ostatnich podbić nastąpiło spokojne branie, które skitowałem zacięciem. Wędka wygięła się w pałąk, a ryba, tak jak spokojnie wzięła, tak zaczęła spokojnie i pewnie przemieszczać się wokół łodzi, wybierając tyle żyłki, ile tylko chciała. Początkowo nawet nie miałem szans na swoim sprzęcie jej podnieść. Zacząłem się zastanawiać, z czym właściwie mam do czynienia - branie na prawie 9 metrach na drobną przynętę i nadzwyczaj "łagodne" zachowanie nie kojarzyło mi się raczej ze szczupakiem. Może sandacz? - myślałem. Po ok. 15 minutach udało nam się zobaczyć rybę - wielki, torpedowaty zielony kształt rozwiał wszystkie wątpliwości. Metrówa!!! - zawołałem. Mój okrzyk usłyszeli odpoczywający wówczas na tarasie domku - odległego od naszej łodzi o ok. 150-200 metrów (!) - mój przyjaciel Piotr z ojcem Marianem i synkiem Jankiem. Wsiedli do drugiej łodzi i przypłynęli z aparatami fotograficznymi. Ja tymczasem mocowałem się ze szczupakiem, mając coraz większą nadzieję, iż mimo delikatnego zestawu być może uda mi się wyjść z tej walki zwycięsko. Poluzowałem jeszcze hamulec tak, aby zrywy szczupaka na krótkiej żyłce nie doprowadziły do utraty ryby. Po ok. 25 minutach walki szczupak wylądował w podbieraku. Był MÓJ!!! Mierzył 104 cm. Po sesji zdjęciowej odpłynął w głębinę. O takiej rybie zawsze marzyłem! Dotąd mój największy okaz mierzył 102 cm, a złowiłem go jako trzynastolatek w 1989 roku na Mazurach...
Pozdrawiam,
Marcin Macieszczak
Witamy Panie Tomku!
Chcielibyśmy podziękować Panu za zorganizowanie tegorocznej wyprawy do rejonu Steigen w Norwegii. Czujemy się w pełni usatysfakcjonowani nie tylko połowami, ale także zakwaterowaniem oraz piękną lokalizacją. Sześcioosobowy domek o wysokim standardzie z tarasem położonym bezpośrednio nad fiordem pozwalał nam na codzienny relaks po ciężkich połowach i jeszcze cięższym filetowaniu. Wypożyczona przez nas łódka spisywała się bez zarzutów, a jej rozmiar był w sam raz dla czterech wędkarzy.
Jeśli chodzi o ryby, wróciliśmy zadowoleni. Udało nam się złapać dwa cenne halibuty (16,5 kg oraz 7 kg), a ponadto wiele innych okazów do wagi 10 kg. Nasza wyprawa odbyła się w lipcu, toteż trafiliśmy na pięć dni wspaniałej pogody, a pozostałe dwa z powodu wiatru poświęciliśmy na zwiedzanie wyspy i okolic. Jedyną drobną rzeczą, którą możemy zarzucić firmie Eventur, to podanie nieaktualnego numeru telefonu do gospodarza ośrodka w Steigen. Jednak mimo to cieszymy się z wyboru tego biura i gorąco polecamy!
Z pozdrowieniami,
Janusz, Marek, Jarek i Łukasz
Cześć!
Wróciliśmy cali i zdrowi, wypoczęci i opaleni. Jednak z lekkim wędkarskim niedosytem. Oto relacja z wyprawy, która nie przyniosła powalających trofeów, ale była niezapomnianą przygodą.
Morze możliwości
Zaraz po tym, jak wysiedliśmy z promu, zaświeciło słońce. Towarzyszyło nam ono aż do Osty, więc cieszyliśmy się, że pogoda dopisuje. W ogóle nie wiedzieliśmy, jakich temperatur się spodziewać, więc nabraliśmy polarów, kurtek, a nawet ciepłe czapki. Na miejscu były problemy z odszukaniem właściciela naszego domku, bo na tym kempingu każdy ma innego. Nie trwało to długo, w końcu przywitała nas miła pani i zakwaterowała w fantastycznym miejscu. Muszę przyznać, że warunki mieszkaniowe były idealne - superurządzona kuchnia, wielki i wygodny living room, klima, tv itp. Wypoczywać można na całego! Po szybkim zrzuceniu bagażu ruszyliśmy do przystani. Znajdowała się 5 min spacerkiem na czubek półwyspu. Dostaliśmy dwie aluminiowe ekstrałodzie 420 cm z silnikami 4 KM i od razu wypłynęliśmy, by pomacać sondą najbliższe okolice ośrodka. No i okazało się, że w promieniu dwóch kilometrów mamy wymarzone miejscówki do walki z okazami. Kilkumetrowe spady, górki, blaty, kamienne "irokezy" i inne podwodne atrakcje sprawiły, że prawie nie mogliśmy spać. Ta woda nadaje się do wszystkich metod, na ekranie widać ławice i pojedyncze okazy. I w dodatku wszystko lekko płynie, co obiecuje sandacza.
Bojowe nastroje
Rano późne śniadanie i wyścig do przystani. Lekko dmuchało zimnym wiaterkiem i na niebie pojawiły się chmury. Na pierwszych miejscówkach od razu spotkaliśmy przyzwoite okonie trzydziestaki. Kolega złowił szczupaka 80 cm. Mi na podręcznikowym blacie wziął sandacz 60 cm. Zapowiadało się nieziemsko. Odkryliśmy jeszcze ze dwie bankówki, nanieśliśmy na mapę, zaliczyliśmy po skubnięciu i... koniec. Pływaliśmy do wieczora - złowiliśmy jeszcze dwa okonie i jednego szczupaka 45 cm. Już po zachodzie słońca, czyli tutaj około 23 z hakiem, wyciągnąłem sandaczyka 45 cm. No nic - widać poranek okazał się być lepszą porą. Poszedłem oskrobać ryby na kolację, gdy tymczasem kolega złamał dwa moje kije - w tym ukochanego HMa z indywidualną dedykacją. A przecież w czasie jazdy opowiadałem mu, jak trzeba trzymać wędki, jakie są możliwe i najczęstsze złamania, a on po prostu zmiażdżył oba dolniki w furtce na pomost. Pogniewałem się może z godzinę, po czym wrócił mi bojowy nastrój. W końcu mieliśmy inne wędki, wziąłem savageara do 40 g i tyle. Tak samo reszcie ekipy udzieliło się łowieckie podniecenie, bo w końcu byliśmy na rybnych wodach, mieliśmy plan, by wyłowić się za wszystkie czasy i pobić nasze rodzime rekordy!
Szwedzki upał daje zimny prysznic
Następnego dnia już po paru godzinach rzucania nastroje nieco opadły. Wynikiem porannej sesji było jedno branie okonia. Za to pogoda zrobiła się bardzo ładna, chmury gdzieś zniknęły i trzeba się było rozebrać z wędkarskich kurtek. Zaczęliśmy kombinować. Najpierw namierzyliśmy potężny spadzior z 3 na 11 m, przy którym coś się kręciło. Spędziliśmy tam dobre dwie godziny, bo ciągnął się chyba przez dwieście metrów i nic - ani stuknięcia. No więc kolejny pomysł - płytkie zatoki. Obłowiliśmy kilka z nich, co nie było trudne, bo jezioro po prostu obfituje w najrozmaitsze zakamarki. Były różne zatoki - kamieniste, głazowe, zamulone i zarośnięte. Łączyła je jedna cecha - zerowy poziom aktywności drapieżników. Po obiedzie i krótkiej sjeście obłowiliśmy dokładnie kilka bankowych miejscówek z poprzedniego dnia, ale nadal z efektem zerowym. Sandacze się pochowały, szczupaki przyczaiły na dobre. Kolejnego dnia rano było jeszcze trochę chmur, nawet przez chwilę pokropiło. Postanowiliśmy popłynąć do ujścia Dalalven i dokładnie je obłowić. Jeśli nie w jeziorze, to w rzece musiały siedzieć! Po drodze trolingowaliśmy na kilku głębokościach. Zaliczyłem nawet jedno branie na sporą gumę. Po śladach zębów na ogonku makrelopodobnego lunatica wydedukowałem 40 cm szczupiątko. Niestety, okazało się później, że to jedyny tego dnia kontakt z rybą. Gdy po trzech godzinach dopłynęliśmy do celu, z nieba prażyło już obficie. Ujście rzeki jest niezwykle malownicze. Kusi grążelowiskami, spokojnym, równym nurtem i podwodnymi skałami. Niestety na wszystkie możliwe wysiłki, w tym najcięższe główki jigowe, reakcja była zerowa. Popływaliśmy więc, pozachwycaliśmy się obrazkami na ekranie sondy i wróciliśmy do domku. Następne dni były bardzo ciepłe. Temperatura osiągała 30 st. C, na sondzie wyświetlała się temperatura wody 22-24 st. i drapieżniki nie brały w ogóle. Klimat zrobił się kąpielowo-drinkowy. Postanowiliśmy więc nałowić białych rybek na porządną zupę rybną. Przy okazji na paproszka złowiłem kilka leszczy po pół kilo. Ze skuszeniem wymiarowego okonia był problem. Za to zupa wyszła doskonale!
Cały dzień na łodzi i niebezpieczne szypoty
W końcu postanowiliśmy: łowimy do oporu i zwiedzamy całe rozlewisko. Wypłynęliśmy o siódmej rano z mocnym postanowieniem obłowienia północnej części jeziora. Już po godzinie (na pełnych obrotach) byliśmy na początku interesującej nas strefy. Wiatr wiał w kierunku naszej wycieczki, więc wedle podręczników płynęliśmy w dobre miejsce. W północnym końcu znaleźliśmy bardzo rozległą boczną zatokę o średniej głębokości około 2 m. Fale były spore, woda plus 24 st. Na środku zatoki położone było rozległe głazowisko. I tam stały okonie. Może nie jakieś okazy, ale w końcu można było złowić kilkanaście sztuk na spore przynęty. Największy mierzył 33 cm. Złowiłem tam też na powierzchniowego woblera szczupaka 45 cm. Po godzinie brania ustały. Obłowiliśmy jeszcze kilka ciekawszych punktów zatoki, ale bez efektów. Ruszyliśmy więc na północ, w kierunku miasteczka na mapie, które prezentowało się całkiem okazale. Plan był prosty - znaleźć jakiś pub, knajpkę z pizzą z mikrofali i piwkiem. Skoro jest tam duży port, muszą być i głodne rzesze wędkarzy. Jak bardzo się myliliśmy, napiszę później, ale póki co, dla przestrogi opiszę nasz spływ rzeką do miasteczka. Otóż po kilku kilometrach woda zaczęła szybko płynąć i nagle pod samą powierzchnią pojawiły się skały. Nie były to żadne spienione bystrza, tylko sterczące pod powierzchnią dwumetrowe kamulce. W jeden taki trafiliśmy bardzo mocno, co zaowocowało potężną dawką adrenaliny. Ale emocje miały się dopiero zacząć! Za potężnym zakrętem szumiały prawdziwe duże porohy, w oddali widać już było cel naszej podróży - Gysinge(które w naszej wyobraźni było takimi Mikołajkami czy Węgorzewem). Zdaliśmy sobie sprawę, że to jedyna droga. No cóż, jak na naszą łódeczkę wyglądało to groźnie, różnica poziomów wynosiła kilka metrów, wśród piany jeżyły się głazy i prąd rwał jak szalony. Postanowiliśmy się zatrzymać i podpytać miejscowych. Na spotkanie wyszła nam szwedzka staruszka. Nie mówiła po angielsku, ale kiedy spojrzała na mapę, zaśmiała się, pomachała ręką i wydała parę dźwięków w stylu "eeee uoi uoi eeee". Z pantomimy można było wywnioskować, że to oczywista droga i pływają tędy codziennie. No więc kto jest miękki? Na pewno nie my! No i popłynęliśmy, wydając radosne okrzyki i smakując duże porcje świeżej rzecznej piany. Gdzieś tam z tyłu głowy siedziało: jak my pod to popłyniemy z powrotem na 5-konnym pyrkotku? Ale nikt nie wymówił tego głośno. Przed nami było miasteczko. No właśnie. Gysinge, pomimo "mikołajkowego" usytuowania na mapie, jest takim ośrodkiem spokojnej starości dla byłych prezydentów (podobno przeciętna, jeśli chodzi o Szwecję) z jedną restauracją (ultraluksusową), która w dodatku właśnie się zamykała (bo już 17). Wkurzeni i zmęczeni poszliśmy więc szukać sklepu. Sklep na szczęście okazał się bardziej ludzki. Był alkohol (2,8%) i jakieś kiełbaski. W dodatku pani zza lady poprosiła swojego męża, żeby pojechał dla nas po paliwo do łodzi. No więc miło. Wychyliliśmy po dwa cienkie sajderki i ruszyliśmy w drogę powrotną. To, co nastąpiło później, trudno opisać. Dość powiedzieć, że podchodziliśmy pod bystrze dwa razy i tłuczeni o skały musieliśmy odpuszczać. W końcu płynąc 2 na godzinę i nie ruszając steru, udało się uciec na jezioro. Uff. Do Osty dopłynęliśmy około 23. Więc pełny dzień na łodzi.
Ostatni dzień jak zwykle
Ostatniego dnia około południa przyszły wreszcie chmury i powiało zimnym skandynawskim wiatrem. Szczupaczki jakby na to czekały i w końcu złowiliśmy osiem sztuk. No może nie były to giganty (40-50 cm), ale przynajmniej brały! Gdybyśmy zostali chociaż o jeden dzień dłużej... Tego ostatniego dnia dopiero znaleźliśmy pub na naszym campingu (w sumie wcześniej nie szukaliśmy). I zrobiło się dość śmiesznie, kiedy chłopak za barem, poproszony o 50 ml wódki bez popity, najpierw zrobił wielkie oczy, a następnie spytał mnie o dowód:) Podziękowałem uprzejmie za komplement i z radością wypiłem z kolegami najdroższy w moim życiu (35 zł) kieliszek wódzi.
Superwakacje
Podsumowując, mieliśmy ogromnego pecha z pogodą. Zagadnięci miejscowi mówili, że nie pamiętają takiego czerwca. Upał zdarza się tam średnio przez trzy dni w roku i to zazwyczaj w lipcu-sierpniu. Bezradnie rozkładały ręce nawet załogi turbowyposażonych trollingowych łódek na marlina. Właścicielka domku otwarcie powiedziała, że jest zaskoczona naszymi wynikami. A ja wierzę w to łowisko. Ma nieskończone możliwości i z pewnością jest tam mnóstwo ogromnych szczupaków. Niestety nie pobiłem mojego skromnego polskiego rekordu szczupaka (60 cm), ale bawiłem się doskonale! Wszystko było superzorganizowane, moi znajomi też są bardzo zadowoleni. Jeśli finanse i czas pozwolą, zmierzę się jeszcze kiedyś ze szwedzkimi wodami.
Olin Gutowski
Witamy Tomku,
chcielibyśmy serdecznie podziękować za kolejną, trzecią już wyprawę do Steigen. Było super! Co prawda wymarzony okazowy halibut nie skusił się na nasze przynęty, ale pozostałe gatunki nie gardziły nimi :-) Szczególnie podziękowania dla przewodnika grupy Roberta Taszarka za fachową pomoc, profesjonalizm i supermiłą atmosferę, która dodatkowo uprzyjemniła nam pobyt. Jeszcze raz dziękujemy za wspaniały wędkarski urlop i życzymy masę klientów tak zadowolonych jak my.
Ula i Wiesiek z Jaworzna
Panie Tomku,
potwierdzam Waszą opinię o Loppie. Sandland Brygge to prawdziwe eldorado. Ja złowiłem halibuta 17 kg na krewetkę w trakcie połowu fląder z dna na 25 m na żyłce 0,30 mm i teleskopie do 6 0g. To sukces - dobrze, że miałem ze sobą harpun. Żona złowiła sztukę 13 kg i na dokładkę dorsza 10 kg. Jedyne mankamenty apartamentu to brak telewizji (był LED 40 cali, ale jeszcze niepodłączony) i dostępu do internetu. Właściciel - Steinar - udostępniał swoje łącze, ale to było kłopotliwe. Potężna łódź kabinowa pozwalała na dalekie eskapady, ale raczej krajoznawcze, bo ryby były przy brzegu. Halibut żony padł na 20 m i to 100 m od brzegu przy porcie. Jeżdżę po Norwegii od wielu lat, ale takiej miejscówki jeszcze nie widziałem.
Pozdrawiam,
Tadeusz Markiel
Witam serdecznie.
Bardzo dziękujemy za ponowne zorganizowanie naszej wyprawy na Hedesundę. Mimo wielu problemów, jakie mieliśmy przed wyjazdem, udało się. Ponowny cel naszej wyprawy na Hedesunde (połowienie sandaczy) został zrealizowany. Złowiliśmy 17 sztuk, z czego największy 67 cm. Może to niewiele, ale dla nas to 100% zadowolenia. Dodatkowo złowiliśmy trochę ładnych szczupaków - największy 100 cm - i trochę okoni, największy 37 cm. Wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni i mile zaskoczeni tak profesjonalną obsługą przez biuro i właściciela ośrodka. Wszystkim niezdecydowanym wędkarzom polecam to niesamowite łowisko, trudne, ale bardzo ciekawe.
Jak wszystko dobrze się ułoży, mamy ogromne chęci raz jeszcze spróbować zapolować na sandacze na tej bardzo ciekawej wodzie.
Pozdrawiam i do usłyszenia,
Andrzej Kamiński
Witam Panie Tomku,
wróciliśmy z jeziora Vansjon więcej niż zadowoleni. Woda rewelacja - w trzy osoby złowiliśmy ok. 700 sandaczy (głównie takich 35-45 cm, największy miał 62 cm), ok. 1000 okoni (największy 44 cm). To, co działo się po dobrym napłynięciu na ławice, nie mieści się w głowie. Liczba okoni w przedziale 30-40 cm wręcz niewyobrażalna, trudno było złowić rybę mniejszą niż 25 cm. Pierwszy raz w życiu chciałem, żeby ryby przestały brać, bo ręce odmawiały posłuszeństwa. Troszkę trudniej ze szczupakiem, bo złapaliśmy raptem 20 sztuk, ale najmniejszy 73 cm, a największy 104 cm. Nie było już go na płytkiej wodzie, a na jeziorze nie mogłem na niego trafić. Jeżeli na jesieni znowu nie połowimy w Szwecji, nie szukam innego jeziora i dwa razy w roku będę jeździł na Vansjon. Od razu chciałem zarezerwować tydzień w czerwcu w 2012 roku.
Jeżeli chodzi o warunki pobytu i całą organizację wyjazdu, jak zawsze wszystko na najwyższym poziomie.
Dziękuje serdecznie za namówienie mnie na wyjazd nad Vansjon, zdecydowanie, jak na razie, był to wyjazd życia, jeżeli chodzi o ryby.
Pozdrawiam,
Michał
Witam.
Pobyt na Valdemarsvik w terminie 01.05-08.05.2011 bardzo się udał - mimo nie najlepszej (oględnie mówiąc) pogody (Pan Maciej wie coś o tym) i choroby mojego synka. Złowiliśmy 101 szczupaków, największe 1 x 100 cm oraz 2 x 90 cm + okoń 40 cm. Pan Robert Taszarek to naprawdę superosoba i ekstraklasa wędkarsko (szkoda, że mogliśmy z nim pływać tylko jednej dzień). BARDZO DZIĘKUJEMY ZA FAJNY WYJAZD!
Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję,
Marcin Macieszczak
Witam,
Pani Justyno, Panie Tomku, wielkie dzięki za zorganizowanie wyjazdu do Valdemarsvik. Po raz kolejny wszystko było na najwyższym poziomie, a rady udzielane przez Pana Roberta bezcenne. Pogoda była zmienna, głównie dokuczał wiatr, ale mimo to wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni z naszych wyników.
Pozdrawiam,
Darek, Czarek, Przemek, Jacek
Witam Panie Tomku!
Zgodnie z obietnicą przesyłam zdjęcia szczupaka 109 cm złowionego 30 maja 2011 r. w Valdemarsvik. Ryba została złowiona od nawietrznej strony zatoki przy silnym wietrze, dużym nasłonecznieniu i głębokości ok. 2m na 15 cm gumę z opadu, dostarczając wielu wędkarskich emocji.
Pozdrawiam,
Piotr Michalski
Witam,
chcieliśmy podziękować za bardzo fajną wyprawę na ryby na uroczą wyspę Seiland. Ośrodek Rognsund jest pięknie położony, warunki mieszkaniowe bardzo dobre, a warunku do łowienia ryb znakomite. Gospodarz szalenie serdeczny, miły i pomocny. Chociaż odległość z Polski jest dość duża, to urok tego zakątka Norwegii rekompensuje trudy podróży.
Jecek Kilijańczyk
ALSTERAN
W dniach 28.05-3.06.2011 przebywaliśmy (4 osoby) na łowisku Alsteran. Mimo niesprzyjającej(wędkarsko) pogody, czyli wszystkie słoneczne i gorące dni, udało się złowić kilka pstrągów w granicach 55-60 cm. Na rzece głównie spinning i dzikie pstrągi potokowe (brązowe) - największy w zonie 3 o wymiarze 57 cm. Rójka jętki niestety była w bardzo początkowej fazie, a mimo to na muchę zaliczyłem pięknego brązowego potokowca 60 cm. Kila pstrągów złapaliśmy także na jeziorku zaporowym (53-57 cm). Ośrodek bardzo przyjemny, gospodarze sympatyczni.
Dziękuję,
Stubiński Andrzej, Gdynia
Cześć Tomek,
szczęśliwie i bez kłopotów udało nam się wrócić z Finlandii z Saarijärvi. Wyjazd przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Warunki pobytu są rewelacyjne - oba domy to najwyższy poziom, a położenie mniejszego - rewelacja!!! Łódki są bardzo w porządku, 2 osoby całkiem wygodnie w niej łowią, a jeśli nie ma wiatru to 4-konne silniki powinny być wystarczające do sprawnego dopłynięcia i opłynięcia WSZYSTKICH najlepszych miejscówek na jeziorze. Jeśli chodzi o wyniki, w sumie podczas tygodniowej wyprawy złowiliśmy około 500 ryb, w tym około 200 sandaczy. Rozmiarowo nie były imponujące - największe sandacze miały lekko powyżej 50 cm, ale wszystkie większe ryby miały jeszcze ikrę, więc tak naprawdę dziwne, że ryba w tarle tak brała. Szczupaki były wszędzie - łowiliśmy je z trzcin na spoony, spod trzcin na jerki (Salmo Slider Holo 10 cm - rządzi i dzieli w tej kategorii), na obrotówki z płytkiej i głębokiej wody (tu tradycyjnie najlepsza jest Black Fury rozmiar 4) i na gumy w opadzie na żwirowych blatach. Niestety nie padła metrówka, choć było blisko - jeden z kolegów złapał na Slidera sztukę 99 cm. Podczas ostatniej sesji "opadowej" udało mi się wyciągnąć wyjątkowo mocno skaczącego szczupłego - miał niecałe 90 cm. Dokładny pomiar był niemożliwy, bo szalał na łodzi jak opętany. Mimo asysty 2 kolegów na łodzi, nie dał się opanować:) Tego samego dnia jeden z kolegów na łodzi miał 3 "obcinki" - kopyto 3 + przypon 25 cm znikało w paszczy i na tym kończyły się emocje... Jestem pewien, że tam była ta upragniona metrówka.
Podsumowując - wyjazd FANTASTYCZNY, miejsce bajecznie bogate w ryby i grzechem byłoby tam nie wrócić... I to nie raz.
Pozdrawiam,
Olgierd
Witam.
Panie Maćku, dziękuję za jak zwykle profesjonalne zorganizowanie wyjazdu nad jezioro Storsjön. Oprócz pogody wszystko było w jak najlepszym porządku (jedyna uwaga to słabe kotwice, nie trzymały na dużym wietrze!!!!). Jezioro "pachniało" grubą rybą i jedynie zbyt silny wiatr uniemożliwiał nam powtarzalne wędkowanie.
Pozdrawiam,
Radosław Dejnakowski
Witam,
po drugiej wyprawie nad jezioro Fiolen znów wrócił problem z odnalezieniem się w rzeczywistości. Po przybyciu na miejsce odpoczynku niesamowity spokój, cisza, przyroda i nieziemski klimat Szwecji znów uderzyły w naszego ducha. Niestety wadą po raz kolejny okazała się pogoda. Zmienna jak kobieta. Z tegoż też względu wymieniliśmy silnik elektryczny na spalinowy. I tutaj sprzęt tym razem nas zawiódł. W czwartym dniu po prostu uległ awarii. Naszym zdaniem mechanizm zmiany biegów po prostu się rozsypał. Koszt naprawy 500 SK (czy to drogo?, czy nasza wina?, ciężko się powiedzieć). Ale niestety to tylko sprzęt i trzeba to wkalkulować w koszty. Warunki zakwaterowania, tak jak rok wcześniej, rewelacyjne - superdomek nad jeziorem. Odnośnie do wyników, to w sumie we dwóch złapaliśmy 130 szt., w tym dwie metrówki (103 i 100 cm), kilkanaście w rozmiarach 90-99 cm. Jezioro choć poznane rok wcześniej, to trudne wędkarsko. Na pewno wrócimy tam jeszcze, już się przymierzamy do kolejnej wyprawy.
Jedna sugestia dla wybierających się na to łowisko: przede wszystkim bierzcie ubrania przeciwdeszczowe. Tak szybko zmieniająca się pogoda sprawia wiele problemów "ubraniowych". Druga wskazówka: przydadzą się własne akumulatory (te na miejscu są bardzo słabe). Trzecia to już do organizatorów: w katalogu należało by podać informację (może my po prostu nie doczytaliśmy), że w ofercie jest tylko jeden silnik, nie można przetrzymywać dwóch (koszt 100 SK za dzień). Podsumowując, mimo kilku przygód ze sprzętem - wyjazd super! Jesteśmy zadowoleni.
Pozdrawiam,
Damian Spieczyński
Witam,
na Åmmern: Kamil - 98 cm, 96 cm, 95 cm, 93 cm, ja - 90 cm. Dwie duże ryby, ponad 90 cm, spadły Zbyszkowi i Kamilowi. Dużo odprowadzeń i spadów podczas holu. Łącznie padło ponad 120 sztuk i dwa sandacze: mój 63 cm, a Kamila ok. 75 cm. Bardzo fajna woda. Łapaliśmy na gumy i jerki. Ryby ruszały się wieczorami.
Pozdrawiam,
Bernard Kaczmarek
Witam.
W dniach 14-21.05.2011 r. miałem okazję łowić wraz z kolegami nad jeziorem Runn w środkowej Szwecji. Podczas 6 dni łowienia udało nam się skusić kilka ładnych szczupaków, tj. 109 cm, 108 cm, 105 cm, 103 cm, 100 cm, kilka dziewięćdziesiątek, osiemdziesiątek i mniejszych. Ryby żerowały chimerycznie o różnych porach dnia i trzeba było ich intensywnie szukać w zatokach przy trzcinach, kamieniach i podwodnych górkach. Trafiały się również okonie do 40 cm. Ośrodek wędkarski na wysokim poziomie, to samo można powiedzieć o łodziach i przewodniku - pełen profesjonalizm.
Pozdrawiam,
Tomek Lasoń
Witam.
W niedzielę 08.05.2011 r. wróciłem z Fiolen w Szwecji. Szwecja przywitała mnie ładną, słoneczną pogodą. Po południu zaczęło się załamanie pogody, które trwało do czwartku. Lodowaty północny wiatr, śnieg i deszcz. Ryby zaczęły się od czwartkowego popołudnia. Trochę średnich okoni ok. 30 cm i szczupaki od 3,5 kg do 7,5 kg i 106 cm. Miałem na wędce prawdziwego olbrzyma, którego zobaczyłem dopiero po 15 min holu. Niestety, za słabo był zapięty i pożegnał mnie machnięciem ogona. W sumie, gdyby nie pogoda, wyjazd udany.
Pozdrawiam,
Jan Książka
Witam,
oto krótki opis łowiska Lyngsalpene z perspektywy naszego wyjazdu. Łowisko jest bardzo zasobne w ryby małe i średnie, tj. dorsze i halibuty. Dorsze 1-5 kg brały na głębokości 2-10 m. Bardzo widowiskowe było "bimbanie" pilkerem z ręki i podpatrywanie kilku 2-4 kg dorszy, jak atakują przynętę na płyciznach, których jest pełno przy brzegach fiordu po prawej stronie, w kierunku wypływu z fiordu. Zabawa z ogromnymi rybami zaczęła się w momencie wypatrzenia na echosondzie wielkich stad szprotów na gł. 15-30 m na 150-200 m toniach 1-2 km od domku w kierunku morza! Pod nimi na odpowiednią (małą!) przynętę przypływały dwucyfrowe dorsze i czarniaki. Brania czarniaków były oczywiście emocjonujące, gdyż ryby 15+ po braniu na 40 m w ciągu 5 sekund parowały na 80 m. Łowisko dość trudne, ale godne polecenia, szczególnie dla wymagających!!!
Pozdrawiam,
Paweł Domurat
Szanowny Panie Tomaszu!
Troche późno, ale jednak, przesyłam krótką relację z pobytu nad Vansjon w sierpniu 2010 r. Było nas czterech. Każdy złowił po 1 szczupaku o długości min. 100 cm. Rekord - 114 cm - pobiłem ja:-). Jezioro przepiękne, ryb w bród! W sumie w ciągu dnia można było złowić do kilkunastu pięknych okoni przy skałach (ja osobiście maks. 42 cm), około 4-7 sandaczy i wiele szczupaków. Zastosowałem metodę polecaną przez znawców na jeziora sielawowe, połączyłem ze sobą 3 kalewy 2 kółkami bez sklejania. Jak to opadło na 20 m - od razu sandacz. Świetna zabawa! To jezioro jest naprawdę najlepsze ze wszystkich, na których do tej pory byliśmy. Piękne wyspy, wysepki. Niespotykane ilości grzybów. Na niektórych wysepkach nie dało się zejść na brzeg bez deptania kurek... I to nie takich suchych i małych jak u nas - tu są piękne, duże kurki! Dość powiedzieć, że nie zbieraliśmy prawdziki, które rosły w rowach, na wysepkach, przy śmietniku... Rydze rosły nawet na wysepkach wielkości dużego stołu... gdzie na środku był jeden badylek!! Niestetym, nie obyło się bez uszkodzeń łódek, ponieważ na jeziorze jest dużo niespodzianek, np. 22 m i nagłe wyjście na 0,5 m - pionowa ściana... Śruba droga... ale cóż. Osobiście wątpię, czy można zaproponować piękniejsze łowisko.
Andrzej Kowalski
Hej Tomku,
to była już moja trzecia wyprawa na Fraser w Kanadzie. Co rok wyniki są lepsze. W zeszłych latach średnio łowiłem 12 szt. łososi dziennie. W tym roku to prawdziwe szleństwo. Dziennie łowiłem ponad 50 szt. Krzysiek powiedział, że to już głupota;-). Jesiotry też brały OK, złowiliśmy kilkanaście sztuk, w tym 3 ponad 2 m. Po wycholowaniu sztuki ponad 2 m, mieliśmy naprawdę dosyć i modliliśmy się żeby kolejna była mniejsza ;-) Wiem, co to łokieć tenisisty, ale ciekawe, ilu ludzi wie, co to łokieć wędkarza??? Po wyholowaniu takiej liczby ryb ręce naprawdę wysiadają.
Pozdrawiam i dzięki za wspaniałe zakończenie sezonu.
Jarek Kowalczyk
Witam Panie Tomku,
zgodnie z rozmową telefoniczną w załączniku przesyłam klika fotografii znad jeziora Runn. Pragnę również podziękować za dobór wspaniałego łowiska, jakim jest to właśnie jezioro. Po ubiegłorocznej jesiennej wyprawie na szkiery moje obawy były duże, czy tym razem również zaliczymy klapę z rybami, czy połowimy, jak w Szwecji łowić się powinno. Absolutnie nie mam żadnych zastrzeżeń do organizacji ubiegłorocznego wyjazdu, ale po rozmowach z kilkoma stałymi bywalcam szwedzkich łowisk dowiedziałem się, że jesień to przede wszystkim jeziora (może to niesłuszna opinia). Wracając do ostatniej wyprawy, to po przyjeździe do ośrodka nad jeziorem Runn zobaczyliśmy coś, co przeszło nasze najśmielsze oczekiwania. Od razu zostaliśmy powitani przez naszego gospodarza i przewodnika Mathiasa. Zdjęcia, które widzieliśmy na stronie biura Eventur, nie oddają tego klimatu i warunków, w jakich mieliśmy spędzić najbliższy tydzień. Domki, w których mieszkaliśmy, położone są zaledwie o kilka kroków od pomostu, gdzie stacjonowała nasza flota. Wyposażenie domków też znacznie różni się od warunków (Oczywiście na plus), które do tej pory widziałem w szwedzkich ośrodkach (była nawet zmywarka do naczyń).
Ale to co najważniejsze: ryby również dopisały. Zacznę może od Mathiasa, który jest faktycznie bardzo profesjonalnym przewodnikiem. Informacje, jakich nam udzielał każdego dnia rano o miejscach występowania ryb i głębokości, na jakiej się znajdują, sprawdzały się w 100%. Jeśli chodzi o ryby 1-metrowe, to nie było ich może zbyt wiele, zaledwie 2 szt., ale tych nieco mniejszych 98 cm, 97 cm, 95 cm było naprawdę bez liku. Na mojej jednostce po zlokalizowaniu ryb łowiliśmy tyle szczupaków, że przestaliśmy je już liczyć, i nie były to małe ryby. Okazem, którym warto się pochwalić, jest okoń 47 cm. Dawno takiego nie widzieliśmy, ale nie była to wcale pojedyncza sztuka, ponieważ okazów powyżej 40 cm złowiliśmy około 30 szt. Wyniki z pewnością byłyby jeszcze lepsze, gdyby nie przeszkadzała nam jesienna pogoda. Temperatura rano oscylowała w granicach około -5 stopni. Da się bez problemu wytrzymać, ale wiatr czasami nie pozwalał na dalsze eskapady. Raz z tego powodu nie udało się nam wrócić naszą jednostka z powrotem do ośrodka. Została z całym sprzętem na noc bezpieczna w jednym z gospodarstw (dla Szwedów nie ma z tym problemu). Rano odebraliśmy łódź nietkniętą, co w polskiej mentalności jest nie do pojęcia - tego powinniśmy uczyć się od Skandynawów. Jeszcze raz szczególne podziękowania dla biura Eventur Fishing, Pana Tomka za trafny dobór łowiska oraz dla naszego gospodarza Mathiasa za profesjonalizm i cierpliwość, jaką nam okazywał. Korzystam z usług Eventur Fishing po raz drugi, na pewno pojadę z nimi jeszcze na niejedną wyprawę, więc śmiało mogę polecić ich ofertę.
Pozdrawiam,
Marcin Nowakowski
Witam!
Chciałbym podziękować firmie Eventur Fishing, a w szczególności Tomkowi Wieczorkowi, za zorganizowanie wyjazdu do Norwegii nad jezioro Vansjon w okresie 5.10-10.10.2010. Podczas 5-dniowego pobytu udało się skusić do brania kilkadziesiąt szczupaków - w większości do 70 cm, ale wyjątkiem były 103 cm i 90 cm. Okrasą połowów były przepiękne okonie w rozmiarach 30-44 cm. Brały również sandacze, ale raczej niewielkie. Ogólnie wyjazd udany w miłym towarzystwie, pozdrawiam uczestników wyprawy, tj. Pawła, Marcina i Waldka.
Pozdrawiam, Tomasz Lasoń z Łodzi
Witam!
Ślemy relację z przepięknej wyspy Smagö, na której spędziliśmy w męskim 6-osobowym gronie topową wędkarską przygodę.
Warunki pobytu w domku - rewelacja, wszystko dopięte na tip-top, pełen wypas. Bardzo dobry szwedzki standard, który zapewnili wędkarzom mili gospodarze.
Miejscówki wokół samej wyspy, tak jak to się w języku wędkarskim mówi, śmierdziały szczupakiem. Trzcina w wodzie, przy tym jakieś głazy i wszystko położone w mniejszych bądź większych zatoczkach. Na sześciu chłopa połowiliśmy sporo esoxów w granicach 60-75 cm. Padło też kilka sztuk w przedziale 80-85 cm. Metrówki niestety nikt z nas nie zaliczył, lecz wszyscy byliśmy zgodni, że byłoby to kwestią czasu, który niestety szybciej biegnie na wędkarskim wypoczynku niż w pracy. Pogoda również nie przyczyniła się do lepszych wyników. Wyprawa odbyła się w terminie 7-14 mają, więc szwedzka pogoda po ostrej zimie była jeszcze w kratkę, a ryby zdecydowanie lepiej brały przy słonecznych przebłyskach. Największą rybą był 90-cm szczupak złowiony na Syrsan, na które po rozpracowaniu map batymetrycznych popłynęliśmy w jeden z sześciu spędzonych dni na wyspie. Co do przynęt, to sprawdziły się standardy: gumy, spoony oraz niezawodne Meppsy.
Przesyłamy serdeczne podziękowania dla Eventur Fishing za organizację naszego wypoczynku w Szwecji. Już myślimy o następnej wyprawie w nowe szwedzie wędkarskie zakątki za pośrednictwem Waszego biura.
Z pozdrowieniami
Szczepan, Pojo, Stachu, Lewy, Macieja i Piotrek
Witam Panią,
pozdrawiam po wyprawie do Gamleby. Było bardzo dobrze, największy szczupak miał 117 cm, przesyłam zdjęcia.
Leszek Kociolek
Witam, Panie Tomku,
bardzo przepraszm, że odzywam się dopiero teraz - to bardzo nieładnie z naszej strony, ale po powrocie z urlopu życie nabrało jakiegoś astronomicznego tempa, w którym w końcu umknęło mi, aby do Państwa napisać. Aczkolwiek, jak domniemam - skoro klient się nie odzywa, znaczy: zadowolony:-)
Tak też było, oczywiście, w naszym przypadku. Byliśmy zachwyceni wcześniej obsługą z Państwa strony: profesjonalizmem i cierpliwością wobec marudzącego klienta. A już w samej Norwegii tym bardziej - właściwie chyba nawet trudno nam wymyślić cokolwiek, do czego moglibyśmy się przyczepić:-) Miejsce położone przepięknie, dom w sam raz, zaplecze funkcjonalne, łodzie genialne. Wprawdzie teoretycznie planowaliśmy więcej pojeździć po fiordach, pozwiedzać itd., ale ponieważ trafiliśmy na 6 dni fantastycznej pogody (zero deszczu, niewielki wiatr, błękitne niebo), szkoda nam było marnować szansę, więc wędkowanie wciągnęło nas totalnie i głównie opływaliśmy okoliczne łowiska. I nie żałujemy, ponieważ dzięki temu wszyscy wróciliśmy - jak na pierwszy raz - prawie usatysfakcjonowani połowami:-) Dzięki życzliwości gospodarzy oraz pomocy supersąsiada z domku obok (pan z Niemiec, który przyjeżdża tam od lat) docieraliśmy w świtne miejsca, gdzie nie trzeba było nawet za bardzo prosić ryby, aby brały. Nawet kilka karmazynów się trafiło - wcale nie na otwartym morzu:-) Poza tym oczywiście czarniaki, plamiaki/łupacze, dorsze, molwy, brosmy - nie jakieś potwory, choć niektóre egzemplarze okazałe (poniżej metra długości prawie nie schodziliśmy, a niekiedy znacznie lepiej). Nie wiem tylko, czemu makrela nami pogardziła i wzięła tylko dosłownie jedna sztuka - ale za to piękna:-)
Dzięki sprzyjającej aurze mogliśmy naprawdę poeksperymentować, opłynąć dostępne miejsca, nacieszyć się ciszą, górami i cudowną wodą.
Podróż w jedną i drugą stronę także przebiegała bez żadnych niespodzianek - zadziwiająco zgodnie z planem i oczekiwaniami. Na pograniczu Laponii przywitały nas nawet renifery - najpierw biały, a później kilka szarych - które całymi rodzinami łaziły przy drogach. Dalej już tylko łosie:-), a O grzybach wspominać nie będę, bo to już naprawdę dziwaczne, z jaką dziecięcą euforią dorośli Polacy reagują na widok takiej ilości jadalnych zasobów leśnych - ot, dodatkowa atrakcja. Tylko co tam z tym robić, tak daleko. Po dwóch dniach nawet zupy z borowików mieliśmy dość:-)
Chociaż po tym doświadczeniu, czyli po spędzeniu 6 dni w (ciekawej skądinąd) podróży zgodnie stwierdziliśmy, że bardzo chętnie byśmy tam wrócili np. w przyszłym roku, ale jednak zdecydowanie samolotem, a potem ewentualnie wypożyczymy samochód. Właśnie myślimy, jak to pogodzić z wędkowaniem, przewożeniem sprzętu, ewentualnie złowionych ryb itd. I jesteśmy na dobrej drodze:-)
Podsumowując: bardzo serdecznie dziękujemy za pomoc w dotarciu w tak niezwykłe miejsce na ziemi. Wrażenia niezapomniane, gospodarze przemili, ryby ogromne, okolica piękna. Trudno nie planować powrotu...:-)
W gąszczu różnych pośredników na rynku jesteście wyjątkowi jako firma - wprawdzie to nasze pierwsze doświadczenia we współpracy z Państwem, ale porażacie profesjonalizmem i zgodnością tego, co proponujecie, z tym, co klient otrzymuje. Jesteśmy pod wrażeniem i z przyjemnością przekazujemy nasze odczucia znajomym.
Jeszcze raz dziękujemy, pozdrawiamy i życzymy samych równie zadowolonych klientów!
Agnieszka Kachel
z przyjaciółmi
Powiem krótko: wyjazd do Valdemarsvik udany, bardzo satysfakcjonujący. Zarówno pod względem złowionych ryb, jak i od strony czysto praktycznej, czyli przygotowania łodzi, motorów, czystości domku i rewelacyjnej wręcz obsługi rezydenta Pana Roberta Taszarka, jak i jego syna Mateusza. Chłopaki naprawdę starają się usatysfakcjonować klientów poprzez grzeczność i kulturę obsługi, jak i sposób przekazywania, jakby nie było zdobywanej latami, praktyki w łowieniu ryb. Zwykle wędkarze "chomikują" wiedzę i dzielą się tylko tym, czym muszą, a i to niechętnie. Na tym wyjeździe było inaczej. Sporo nauczyłem się pod względem techniki prowadzenia przynęt, sposobów łowienia, pracy z multiplikatorem itp. Naprawdę sporo skorzystałem.
Chylę czoło. Działacie profesjonalnie i zawodowo. Może słodzę, ale zasługujecie na to, więc czemu nie. Mam nadzieję, że to nie był wyjątek, bo zamierzam wybrać się do Norwegii w przyszłym roku (Pan Robert mocno namawiał).
Tak więc dziękuję i życzę sporej liczby klientów pragnących przeżyć wspaniałą wędkarską przygodę.
Z poważaniem
Andrzej Choromański
Wyprawa na poj. Nedre Dalälven była bardzo udana. Mieszkaliśmy na farmie Bengtsgard położonej tuż nad brzegiem jeziora. Gospodarze - też wędkarze - byli bardzo życzliwi i pomocni. Pogoda, jak o tej porze roku w Skandynawii, bywała zmienna. Duże i malownicze jezioro Bysjön, przez które przepływa rzeka Dalälven, okazało się przede wszystkim szczupakową wodą. "Zębaczy" złowiliśmy całkiem dużo, trzem z nas udało się nawet zaliczyć "życiówki". Sporo było tzw. średniaków, które były bardzo waleczne. Największe okazy (najdłuższy miał 87 cm) padły w rozległej i zarośniętej zatoce jeziora. Oczywiście po sesji fotograficznej w dobrej kondycji wróciły z powrotem do wody, zresztą jak większość złowionych przez nas ryb. Oprócz szczupaków na spinning udało się złowić także parę ładnych okoni (w tym "życiówka" Daniela). Z chęcią wrócilibyśmy na pojezierze Nedre Dalälven za rok.
Z wędkarskimi pozdrowieniami,
Maciej Napierała z ekipą
Melduję się po wyprawie do BAKKEVIK. Trafiliśmy na fantastyczną pogodę - 7 dni słońca. Łowiliśmy w spodenkach, tak jak u nas w lipcu. Zaliczyliśmy 9 gatunków ryb, lecz niestety żadnych okazów pow. 6 kg. Trzy brania, chyba halibuta. Po 1 i 3 godz. holowania skończyły się zerwaniem kotwicy i kółek łącznikowych. Złowiliśmy wiele okazów krabów, które były w naszym codziennym menu.
Przekazuję pozdrowienia,
F.Gray
Witam Pani Justyno,
już kilka dni od powrotu ze Steigen. Organizacja jak zwykle perfekcyjna, a to już trzeci raz z Eventurem i jak zawsze nie zawiedliśmy się. Baza superwyposażona, łodzie super. Ogólnie OK. Troszkę pogoda zawiodła - pierwsze dni mocno wiało, kilka następnych flauta, ale ryby w mniejszej lub większej ilości były. No i rodzynek - halibut 181 cm, 66,5 kg. Już myślimy o przyszłym roku, więc proszę przymierzyć się do jakiejś oferty dla nas. Jak zwykle nowe miejsce, bo lubimy zmiany. Zaliczyliśmy już Arnoy, Vege, Steigen, Lofoty, Ebro. Zależy nam jak zwykle nie na ilości, ale na jakości ryb, więc najlepsze będzie miejsce dające możliwość bicia rekordów, no i koniecznie duże łodzie.
Pozdrawiam,
Śmich Dariusz
Pani Justyno,
chciałabym w imieniu swojej rodziny bardzo serdecznie podziękować przede wszystkim Pani (a także całemu zespołowi Eventur Fishing) za nieocenioną pomoc udzieloną nam podczas pobytu w Norwegii. Za pośrednictwem Państwa chcielibyśmy również podziękować właścielce ośrodka Kvittbrygga (niestety, nie zapisaliśmy jej danych, gdy wyjeżdżliśmy, nie było nikogo z właścicieli) za zaopiekowanie się nami do czasu wyjaśnienia naszej sytuacji. Pomimo pechowego wyjazdu z Nowegii jesteśmy bardzo zadowoleni z naszego pobytu w przepięknym miejscu, superwarunków (w tym głównie dla wędkarzy) i prawie domowej atmosfery.
Pozdrawiam serdecznie,
Monika Michałowska z rodziną
Witam! Chciałem podziękować Pani oraz całemu zespołowi Eventur Fishing za bardzo dobre zorganizowanie wyprawy do Buvik. Wszak pogoda nas nie rozpieszczała, ale wszyscy byli zadowoleni. W szczególności Panie, które same codziennie musiały sobie złowić obiadokolację. Ponieważ pierwszy raz miały w ręku wędkę i ryba brała, więc zabawa była przednia. Udało im się złowić większość gatunków ryb, włączając w to czterokilowego halibutka.
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam, M.P.
Witam Panie Tomku,
chciałem Panu przekazać, że jesteśmy bardzo zadowoleni z wyjazdu do Valdemarsvik. Pogoda super, warunki bardzo dobre, ryby brały i, jak na nasze oczekiwania, było ich bardzo dużo, a osoba i pomoc Pana Roberta Taszarka zasługuje na najwyższą ocenę.
Adam Szynkiewicz
Witam Panie Tomaszu,
przede wszystkim przepraszam za zwłokę w korespondencji - niestety, nawał obowiązków służbowych spowodował u mnie czasową "amnezję" i zdaje się, utratę dobrych obyczajów...:)) Wracając do sedna sprawy, czyli naszych odczuć po wyprawie. Jesteśmy z bratem bardzo zadowoleni z całej organizacji naszego pobytu nad jeziorem Artingen w Rejonie Dalsland u p. Bengta Davenhoga - jemu i jego przemiłej żonie podziękowaliśmy osobiście za gościnność, jaką nam okazywali podczas całego pobytu. Panu natomiast oraz całemu Waszemu zespołowi (zwłaszcza tym, którzy zajmowali się obsługą naszej wycieczki) składam serdeczne podziękowania za bezproblemową organizację imprezy, a przede wszystkim za trafione w dziesiątkę miejsce wędkowania, jakie nam Państwo zaproponowaliście. Jeśli chodzi o wyniki i wrażenia czysto wędkarskie - przez cały okres naszego pobytu mieliśmy przepiękną pogodę (słońce, lekki wiatr, nieco mocniejszy jedynie w godzinach południowych), sporo średniej wielkości szczupaków (od 55 do 90 cm długości), kilkanaście okoni (20-40 cm), a także kilka linów 1-2 kg. Muszę się w tym miejscu pochwalić, że wyholowałem także: 1 x szczupak o dł. 110 cm i wadze 10 kg oraz 1 x szczupak o dł. 99 cm i wadze 7,80 kg - niestety nie z jeziora Artingen, ale w jednym z jezior w okolicy m. Karlstad (podczas jednodniowego wypadu w miejsce, gdzie miałem okazję łowić przed kilku laty). Oczywiście żadna z ryb (niezależnie od wielkości) nie została przez nas zabita - wszystkie wróciły do jezior w dobrej kondycji po obowiązkowych sesjach zdjęciowych. Uważamy się z bratem za wędkarzy etycznych, dlatego też te same zasady stosujemy zawsze i wszędzie, a przede wszystkim w Polsce (co powinno być standardem dla całej braci wędkarskiej, biorąc pod uwagę obecny rybostan naszych rodzimych wód - kładąc specjalny nacisk na ten "szczupakowy"). Podsumowując - otrzymaliśmy od Państwa usługę dokładnie taką, jaką sobie wyobraziliśmy - przede wszystkim: przepiękne, naturalne łowisko bez presji wędkarskiej i związanym z tym zgiełkiem, mówiąc prosto, wypoczęliśmy doskonale w otoczeniu czystej natury i z "meldującymi się" od czasu do czasu zębatymi na naszych woblerach. Jeszcze raz składam Państwu nasze podziękowania - na pewno skorzystamy z Waszych usług w przyszłym roku. Życząc połamania "kijów" w bieżącym sezonie, pozdrawiamy serdecznie cały zespół Eventur Fishing.
Jerzy i Wiesław Świeca
Witam, Panie Tomku.
Spóźnione, ale za to szczere podziękowania za mapkę jeziora Vansjon. Czy się przydała? Na pewno! Samo posiadanie już mocno buduje - psychicznie. Wyprawa generalnie bardzo udana, nie dość że pogoda dopisała, to jeszcze (i co najważniejsze) ryby. Jezioro fajne, można znaleźć tu wszystko. Są głębiny i wystające z wody skały typowe dla Skandynawii, jak również spokojne płytkie odnogi pokryte grążelami i otoczone trzcinowiskami. Rzeczywiście szczupaków w jeziorze pod dostatkiem, bardzo dużo brań średniaków w granicach 60 cm, ale trafiały się też większe. Ba! Były nawet dwie metrówki. Poza szczupakami BARDZO ładne okonie no i mniejsze sandacze. Gospodarz swój chłop, więc to miejsce można śmiało polecać.
Pozdrawiam,
Sławek Tylczyński
Witam,
nasz pobyt nad jeziorem Spillen był bardzo udany, ośrodek wędkarski bardzo komfortowy. Nie mamy żadnych zastrzeżeń. Jest bardzo prawdopodobne, że będziemy chcieli kolejny raz odwiedzić to miejsce. Ryby też dopisały. Choć nie było okazów, to nieco mniejsze sztuki łapalismy regularnie.
Pozdrawiam,
Wojtek Soszka
Witam,
Panie Tomku w niedzielę wróciliśmy ze szkierów Św. Anny, zgodnie z umową zamieszczam krótką relację i kilka zdjęć:-)

Był to nasz szósty wyjazd do Szwecji (czwarty z Eventurem) i wspólnie oceniliśmy go najlepiej, chociaż akurat wymiarowych ryb złowiliśmy mniej niż dwa lata temu w Gamleby. Ale piękne miejsca, szansa na grubego sandacza i świetna infrastruktura wędkarska zaważyły na naszej ocenie. Wymiarowych szczupaków złowiliśmy 108 (72 szt. z łódki, która była cały czas na wodzie, 36 szt. z łódki, która pływała dwa razy mniej), dodatkowo 6 wymiarowych sandaczy (4 + 2). Szczupaki brały bardzo chimerycznie i delikatnie, było bardzo dużo odprowadzeń do łódki, szczególnie na jerki. Standardowo bardzo dużo ryb spadło, na szczęście nie te największe, do dzisiaj głowimy się, jak one to robią...:-) Zdarzały się momenty w ciągu dnia, że brały jeden po drugim, potem następowały długie przerwy i ciężko było wydłubać cokolwiek. Generalnie tak jak powszechnie wiadomo, trzeba bardzo często zmieniać miejsca. Ale o dziwo zatoki nawietrzne wcale nie były najlepsze. Największy szczupak padł ostatniego dnia w piątek w ostatnim rzucie, w miejscu najzwyklejszym w świecie... trzcinki i łagodny stok do 5 m - grube 102 cm. Sandacze: 77, 74, 66, 63, 60, 59 cm łowiliśmy na kantach przy dwóch wyspekach na jeziorku. Absolutnie najlepszym kolorem u trzech osób były wszelkie rodzaje biało-niebieskich gum z czerwonym akcentem, czwarta osoba łowiła na wszystko:-) Jerki: niebieski, makrelka i real perch:-)
Pozdrawiam,
Marcin Malczewski
Witam po powrocie z zatoki Gamleby.
Chętnie podzielę się spostrzeżeniami, tym bardziej że i tak miałem zamiar do Was napisać, a Wasz e-mail z pytaniem o wrażenia jest kolejnym miłym zaskoczeniem. Wszystko przebiegło zgodnie z informacjami otrzymanymi w Waszym biurze czy zawartymi w obszernie zredagowanym informatorze, który czytaliśmy na głos w czasie długiej drogi Kraków-Gdynia. Podróż promem bez zastrzeżeń, wszystko zgodnie z oczekiwaniami i wcześniejszymi doświadczeniami. Znamy Skandynawię, bywaliśmy w Norwegii i Szwecji wielokrotnie, i to od niemal 30 lat, lecz nigdy nie były to wyjazdy czysto rekreacyjne tak jak tym razem. Ja byłem lekko przerażony, gdy przejeżdżając przez Gamleby, mijaliśmy ogromny silos i tuż przed campingiem jakąś strefę przemysłową. Na szczęście okazało sie to bez znaczenia. Na miejscu przywitała nas tak oczekiwana cisza i spokój. W odpowiednim czasie pojawił się gospodarz ośrodka. Przekazał nam wszystkie informacje, wykazał się cierpliwością i odpowiedział konkretnie na nasze pytania. W sumie nie było najmniejszych problemów. Sama zatoka urocza o tej porze roku, na wodzie niewielu wędkujących, co dawało dużą swobodę. Wyniki wędkarskie - myślę, że zgodne z oczekiwaniami i choć nie udało nam się złowić szczupaka większego niż 90 cm, to i tak te kilka powyżej 80 cm i kilkadziesiąt, a może i sto mniejszych, dało nam dużą wędkarską satysfakcję. Rybę zabraną na kolację można oprawić nad wodą gdzieś w ustronnym miejscu, ponieważ jak wyraził się gospodarz - taki mają zwyczaj. według naszej opinii zdecydowanie najsmaczniejszy z tej wody jest szczupak do 60 cm i doprawdy wystarczy jeden na 3-osobową kolację. Z wyjazdu jesteśmy zadowoleni, i to może śmieszne, ale właśnie dzisiaj, choć minęło zaledwie kilka dni od powrotu, pomyślałem, czy nie udałoby się nam znaleźć czasu, aby powtórzyć taką wycieczkę we wrześniu.
Pozdrawiamy, Jerzy Caban, Maciej Caban, Andrzej M.
PS Specjalne pozdrowienia dla p. Justyny za cierpliwość.
Witam bardzo serdecznie.
Na wstępie bardzo dziękuję za dopięcie wszystkich szczegółów dotyczących wyprawy na szczupaka nad jezioro Ravarpen w Dalsland. Wszystko pokryło się z naszym zamówieniem. Właściciel okazał się bardzo sympatycznym obywatelem Szwecji, który był na każde nasze zawołanie. Może zaczniemy od podróży: była męcząca, ponieważ z Białegostoku do Świnoujscia jest ok. 12 godz. jazdy samochodem i potem prom, odpoczynek w kajucie. Już na ziemiach Szwecji dalsza jazda ok.5 godz. i wyczekiwanie na upragnione jezioro. Wszystkie trudy i niewygodę podróży rekompensuje widok naszego łowiska. Rozładunek, szybki prysznic i już byliśmy na wcześniej przygotowanych łodziach. O godz. 17 wypłynęliśmy na poszukiwanie szczupaka, myśleliśmy, że pozostało nam kilka godzin do zachodu. Okazało się, że do godziny 23 można było pływać i łowić w bardzo dobrej widoczności. Trzy sztuki w paru pierwszych rzutach zapowiadało dużą radość z wyboru łowiska. W drugim i trzecim dniu było jendak tylko po jednym braniu, które zepsułem. Już zaczęły kłębić sie myśli "po co tyle jechać, jak można mieć takie same rezultaty na naszych pięknych Mazurach". Pierwszy hol po dwóch dniach przerwy spowodował, że już nic się nie liczyło, tylko kolejny szczupak pozujący razem z nami do zdjęcia. W ciągu całej wyprawy złapaliśmy 21 zębaczy (jeden 95 cm, a reszta od 60 do 80 cm). Teraz tylko myślimy, jak tu znaleźć jeszcze parę dni, aby móc wyjechać w tym roku :), a jak nie teraz, to może w następnym roku.
Jeszcze raz dzięki za te piękne chwile.
Jacek Markiewicz
Witam, właśnie wróciliśmy ze szkierów Św. Anny. Wszystko dokładnie dopięte na ostatni guzik. Pogoda rewelacja, rybki też. Dziękujemy z całego serca za możliwość tak wspaniałego wyjazdu na wędkarski urlop. Na pewno skorzystamy jeszcze nieraz z Państwa usług. Pozdrawiamy.
Piotr Worobjow
Witam Panie Tomku,
wróciliśmy z Fagervika w Norwegii. Organizacyjnie wszystko w porządku. Pogoda nie najgorsza, ryby fajne. Załączam zdjęcie mojej największej ryby - halibut 10 kg.
Pozdrawiam
Arek Duk
Witam Panie Tomku,
generalnie jesteśmy bardzo zadowoleni z pobytu. Domek, łodzie, jezioro, właściciele i okolica - wszystko OK, a nawet lepiej. Szkoda tylko, że nasze połowy wypadły poniżej naszych oczekiwań (marzeń?), ale to już niczyja wina... No może nasza - niedobrany sprzęt, zła pora, zła pogoda, wyże, niże... i wiele innych powodów, które służą kiepskim łowczym za wytłumaczenie:-)). Najważniejsze, że totalnie wypoczęliśmy!
Pozdrawiam
Janusz Hadryś
Witam,
chciałem w imieniu naszej grupy podziekować za organizację wyjazdu na szkiery Św Anny. Wyjazd zaliczamy do udanych zarówno wędkarsko, jak i pogodowo (bez grama deszczu przez cały tydzień), czasem nawet było za ciepło. Akweny obfite w średniej wielkości szczupaki 50-70 cm, ale udało nam się upolować kilka większych sztuk, które utrwaliliśmy na zdjęciach. W tym okresie duże sztuki żerowały zdecydowanie w większości na płytkich porośmietych blatach o głębokości ok. 1-2 m. Ciekawostką wyjazdu jest fakt, że mieszkając w domku na wodzie, jednego wieczora udało mi się osobiście wyciągnąć 5 szczupaków 50-60 cm, jerkując w kapciach z tarasu naszego domku. Naprawdę przepiękne miejsce, do którego jeszcze powrócimy.
Pozdrawiam
Rafał Dembski
Witam,
wrociliśmy właśnie ze szkierów św Anny. Było super. Złowiliśmy na dwóch około 90-100 szczopaków. Dwie "metrówy", reszta mniejsze, a to tylko dlatego, że łowiliśmy na małe przynęty. Gdybyśmy poszli wcześniej po rozum do głowy i łowili więcej na rippery 30 cm, wyniki byłyby na pewno znacznie lepsze. W chwili obecnej ryby biorą wszędzie: i na jeziorku, i na szkierach (do 2 metrów + spadki) - jednakże największe sztuki były łowione w okolicach miejscowości Św. Anna i mostu (koledze spiął się taki około 130 cm).
Reasumując, bardzo dziękujemy za przygotowanie wyprawy i umożliwienie nam spędzenia wspaniałych chwil.
Pozdrawiam,
Mariusz Oczkowski
Witam.
To już druga wyprawa z EF i drugi raz do Valdemarsvik. Także i tym razem było bardzo udanie pod każdym względem. Dopisała nie tylko pogoda, ale też wyniki były zadowalające, choć rozmiarowo mogło być lepiej. Nie padła "metrówka", ale kilka "życiówek" poprawiono. Zatem są powody, aby wrócić i schwytać okaz 100+ . Walory akwenu, przyroda, logistyka dojazdu i kwatery, a szczególnie wiedza, postawa i opieka Pana Roberta Taszarka - są po prostu bezcenne. Nie ma co więcej się rozpisywać, było bardzo OK. Planujemy już kolejną wyprawę, ale tym razem w inne miejsce - oczywiście z EF.
Wojtek Piwocki
Pani Justyno, Panie Macieju,
pragnę bardzo podziękować za organizację naszego wyjazdu do Św Anny. Wszystko przebiegło bardzo udanie, a jak Państwo pamiętacie nasze zeszłoroczne kłopoty, to cieszymy się tym bardziej, że wtedy to był tylko wypadek przy pracy. Wędkarsko był to jeden z najlepszych naszych wyjazdów i choć nie padł kolejny rekord powyżej 1 m, mieliśmy grube dziesiątki ryb niewiele mniejszych.
Piotr Kraśnicki
Witam Panie Tomku,
bardzo dziękujemy za zorganizowanie naszej wyprawy na Hedesundę. Wraz z kolegami jesteśmy bardzo zadowoleni i mile zaskoczeni tak profesjonalną obsługą przez biuro i właściciela ośrodka. Niestety nie złowiliśmy żadnego sandacza, ale połowiliśmy trochę szczupaków. Największy - 96 cm. Jak wszystko dobrze się ułoży, mamy ogromne chęci raz jeszcze spróbować zapolować na sandacze na tej bardzo ciekawej wodzie.
Pozdrawiam i do usłyszenia,
Andrzej Kamiński
Witam Panie Tomku,
to był już nasz drugi wyjazd do Fagerviki, i to nieprzypadkowy wybór! Lokalowo, jak na wyprawę wędkarską, top standard!! Zdecydowanie nawet polecałbym lokalizację wędkarzom z rodzinami. Gospodarz jest przemiły, bardzo usłużny, pokoje wyposażone we wszystko, czego można sobie zażyczyć, włącznie z mikrofalą, zmywarką do naczyń (była też pralka, ale nie wiem, czy na chodzie, bo nie używaliśmy:-). Internet bezprzewodowy śmigał szybciej niż u mnie w domu.
Widok z okien (pokój od strony wody) zaje.....
Miejsce do czyszczenia ryb, mrożnia (3 zamrażarki do -40 st .C), pakowaczka próżniowa z torebkami gratis! Skrzynki styropianowe mieliśmy własne - warto je przywieźć ze sobą.
Wędkarsko - był to nasz najmniej udany pod względem ilościowym z dotychczasowych 6 pobytów w Norwegii. W tym roku pojechaliśmy wcześniej niż zazwyczaj, czyli 2 połowa maja. Pogoda była bardzo zmienna - wiatr, deszcz. Śledź totalnie rozproszony i duża ryba w pojedyńczych sztukach. Po prostu nie mogliśmy trafić na żerującą ławicę... no oprócz małego czarniaka, bo tego było wszędzie zatrzęsienie.
Owszem, złapaliśmy parę fajnych sztuk - dorsze 4-7 kg, dwa zębacze, w tym jeden naprawdę potwór, kilka wspaniałych molw - jedna ponadmetrowa.
Generalnie akwen jest duży, otwarta woda i duży dryf!! Łowiliśmy ciężko - 250-300 g norweski banan. Dużą pomocą były kawałki świeżych śledzi zakładane na kotwiczki (śledzie gratis od gospodarza).
Szukaliśmy dużej ryby we wskazanych przez gospodarza miejscach, i chyba tu tkwił nasz błąd. Poznany, bardzo sympatyczny kolega z Polski p. Zenek z żoną Krysią (sąsiedzi z lokalu obok) w ciągu paru godzin "natrzaskali" dużą skrzynkę dorszy 2-4 kg szt., łowiąc na małe rippery i małe gumowe rybki (tak ok. 15 cm) na wodzie o głębokości 10-20 m!!! Okazało się, że całkiem duża ryba wychodzi na płyciznę, szukając narybku, którego nie było na wodzie 40-50 m. Na takiej samej płyciźnie i na małą gumową rybkę kolega Zenek zahaczył dorsza, którego z przerażeniem kilkukrotnie próbował podebrać - niestety monstrum odpłynęło. Ile mogło mieć... pewnie zdrowo ponad 10 kg, ale tego już nie zważymy. Szkoda tylko, że wyniki kolegi przyszły ostatniego dnia naszego łowienia i nie zdążyliśmy ich skopiować.
Zostawiliśmy w Fagerwice dużo DUUUUŻYCH ryb i już planujemy, kiedy po nie wrócić:-)
Pozdrawiamy,
Paweł + Bogdan
Witam,
w okresie od 22.06. do 29.06.2010 r. spędziliśmy 7 dni na - prawie - nieustannym wędkowaniu w wodach szkieru Gamleby we wschodniej Szwecji. Miejsce było nam dobrze znane, gdyż spędziliśmy tam podobny urlop w roku 2006, łowiąc mniej ryb niż w tym roku. Użyłem słowa "łowiąc", gdyż zastosowaliśmy się do wymogów zarówno spółki Eventur Fishing z Warszawy, jak i właściciela obiektu w Szwecji i braliśmy jednego szczupaka na domek (mieliśmy dwa domki) przy zachowaniu zalecanych przez właściciela wymiarów od 40 do 70 cm. Pozostałe szczupaki uwieczniliśmy (prawie wszystkie) na zdjęciach. Pogoda była - niestety - zmienna, często padało i wiało, ale wrażenia pozostały. Złowiliśmy w sumie (5 osób) 75 szczupaków, z czego 70 wróciło do wody. Oprócz tego 5 leszczy, z czego jeden - 3,5 kg - został złapany na błystkę, 8 okoni i jedną troć. Chętnie powtórzymy nasze wakacje za rok, np. siedem dni w Syrsan.
Od strony formalnej - wszystko było OK.
Pozdrawiam,
Jan A. Nowak
Witam.
Trudno odnaleźć się w naszej rzeczywistości (dom i praca) po powrocie z niesamowitej wyprawy nad jezioro Fiolen. Wspomnienia przez cały czas wracają. Spokój, cisza, przyroda i nieziemski klimat Szwecji bardzo nas urzekły. Nie znajduję słów, aby wyrazić podziękowanie i zadowolenie. Obsługa profesjonalna, sprzęt pływający wygodny i sprawny. Warunki zakwaterowania rewelacyjne, superdomki, mili gospodarze, jak również sąsiedzi, miejsce i ryby - też bez zastrzeżeń. W sumie złapaliśmy 118 szt., niestety tylko jedna metrówka (100 cm), ale za to ilość ryb w przedziale 3-6 kg zdumiewająca. Porozumiewanie się w języku angielskim z gospodarzami nie stanowi problemu. Jezioro bardzo kameralne, choć trudne wędkarsko, jak w opisie - dużo kamieni, część niestety tuż pod powierzchnią - więc trzeba uważać. Na pewno wrócę tam jeszcze, już się przymierzam na kolejną wyprawę. Jedyna drobna sugestia - warto w informatorze zamieścić mapki dojazdu do końcówki trasy. Podsumowując, wyjazd super i wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni.
Pozdrawiam,
Damian Spieczyński
Witam, Panie Tomku. Na Pana ręce chciałem w imieniu całej naszej 6-osobowej grupy złożyć serdeczne podziękowania za wspaniały wędkarski urlop. W Szwecji byliśmy pierwszy raz, ale już wiemy, że za rok znów pojedziemy. Co do wyników, to uważam, że jak na pierwszy raz było rewelacyjnie. Ok. 260 szczupaków (przestaliśmy liczyć), z czego 2 szt. po 98 cm i 2 szt. po ok. 110 cm. Sporo 80-90 cm i mnóstwo mniejszych. Wszystkie Wasze wskazówki o aktywnym szukaniu ryb sprawdziły się, chociaż udało nam się namierzyć miejsce, gdzie przebywały tylko duże ryby - nie o każdej porze dnia, ale jednak cyklicznie. Jeszce raz serdeczne dzięki dla cełego zespołu Eventuru.
Gamleby 22.05-29.05.2010
Pozdrawiam,
Grzegorz Kandefer
Dzień dobry,
chciałem bardzo serdecznie podziękować za współpracę. Nasz wędkarski urlop nad Mjörn wypadł bardzo dobrze. Nie było większych problemów, miejsce ładne, jezioro super, trochę ryb połowiliśmy. Zwłaszcza w pierwsze dwa dni. Później nadal brały, ale wyraźnie mniejsze. Domek także super, chodź to nie ten, w którym mieliśmy pierwotnie mieszkać. Dojazd i przeprawa promowa także bez kłopotów. Ogólnie bardzo dobrze. Wszystko zadziałało jak trzeba.
Dziękujemy i pozdrawiamy.
Dariusz Krzyżaniak i koledzy
Witam, nasz urlop w Gamleby od strony organizacyjnej był z pewnością udany. Gospodarz miły, ładny ośrodek, dobre łodzie itd. Na minus można zapisać taki uciążliwy drobiazg, jak brak czajnika w domku. Słabiej niż oczekiwaliśmy wypadły nasze dokonania wędkarskie. Mam nadzieję, że to frycowe, jakie zapłaciliśmy przy pierwszym pobycie w Szwecji.
Pozdrawiam, Krzysztof Moraczewski
Witam, panie Tomku. Warunki na Syrsan rewelacyjne, superdomki, mili gospodarze, miejsce i ryby też bez zastrzeżeń. Drobna sugestia: może w informatorze zamieścić mapki dojazdu, bo jadąc nawet dokładnie za Waszymi znakami, drugi raz dojechałem w trochę inne miejsce, chodzi oczywiście o końcówkę trasy.
Jarosław Grebasz
Witam Panie Tomku,
wyjazd do Fagervika to był NAJLEPSZY i NAJBARDZIEJ UDANY wyjazd na ryby. Wprawdzie nie zaliczyliśmy halibuta, ale zaliczyłem rekordową brosmę i parę okazałych molw, nie będę znęcał się nad dorszami, ponieważ ich było dostatek.
Co do otoczki...
Właściciel - bardzo dobry opiekun (wprawdzie nie było większych problemów), ale spełniał wszystkie nasze życzenia (w ramach połowów ryb). Pełna informacja o łowiskach, dużo fachowych podpowiedzi. Szok, jeśli chodzi o zaplecze - mam na myśli oprawę ryb. Tam jest wszystko: woreczki termo, zgrzewarka, jednym słowem facet niesamowicie przygotowany!!!!
Podsumowując, właściciel bardzo życzliwy, przyjazny i mimo swoich zajęć dużo czasu poświęcał nam i nie tylko. Jeszcze jedna ważna sprawa: właściciel rozmawia tylko po angielsku, za cholerę nie chciał rozmawiać po niemiecku (chociaż odniosłem wrażenie, że rozumiał wszystko, co się mówiło w tym języku).
Apartament:
bez zarzutu, nawet największego malkontenta by zadowolił.
Łodzie:
MARZENIE!!!!
Biuro Pańskie:
To, co na papierze (Umowa), WSZYSTKO BYŁO bez jakichkolwiek marginesów.
Nie będę Wam już więcej rzucał pochwał, DZIAŁAJCIE DALEJ TAK JAK W TYM PRZYPADKU, a będę Was wszystkim polecał.

Panie Tomku, jeszcze raz serdecznie dziękujemy. Dziękujemy również Pańskim współpracownikom. POLECAMY SIĘ NA PRZYSZŁOŚĆ.
NAPEWNO BĘDZIEMY KORZYSTAĆ Z WASZEJ POMOCY (ponieważ już mamy plany)
Jeszcze raz DZIĘKI. Pozdrawiam,
Wiesław Batóg
Witam, Panie Tomku!
Jesteśmy zadowoleni z warunków pobytu na Spillen. Domki OK.
Gorzej z braniem ryb - może jeszcze nie ten okres. Niemniej jednak parę sztuk udało się złapać.
Gospodarz bardzo fajny - nie robił żadnych problemów, wręcz przeciwnie.
Jezioro jak w opisie - dużo kamieni, część niestety tuż pod powierzchnią - więc trzeba uważać. Dla naszej ekipy zaleciłem całkowitą rezygnację z pływania na biegu wstecznym, aby uniknąć uszkodzeń silnika w wypadku najechania na przeszkodę nawet z niewielką prędkością. Wydaje mi się, że dla tego jeziora warto wprowadzić takie zalecenie w Waszej informacji o akwenie. W miejscach płytkich na środku jeziora jest tymczasowe oznakowanie z baniaków na wodę, ale jest widoczne i pomocne.
Odległość od jeziora wynosi nie ok. 4 km, tylko ok. 7 km.
Porozumiewanie się w języku angielskim z gospodarzami nie stanowi problemu.
W ogóle wyjazd super i wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni.
Pozdrawiam,
Wojciech
Witamy!
Z wycieczki do Vestfjorden jesteśmy bardzo zadowoleni. Warunki socjalne w ośrodku bez zastrzeżeń. Obsługa profesjonalna, sprzęt pływający wygodny i sprawny. Wszystkie warunki, które oferujecie, zostały spełnione. Odnośnie do połowu ryb, to ilościowo jesteśmy zadowoleni, chociaż zabrakło większych okazów. Ale myślę, że następnym razem będą i one.
Pozdrawiam,
Jerzy Jurć
Witamy.
Pobyt na Smago był nad wyraz udany. Pogoda w Hiszpanii nie miała żadnych szans w porównaniu z tą, którą mieliśmy. Ośrodek super, godny polecenia nawet dla bardzo wymagających. W każdy miejscu łowiliśmy ryby, nie było problemu, żeby znaleźć szczupaki. Okoni niestety było mało. Bardzo Wam dziękujemy!
Pozdrawiamy i już myślimy o jesieni.
Jarek Kozłowski
Dzień dobry, właśnie wróciliśmy z jeziora Hjälmaren. Pobyt udany, połowy rewelacyjne. Były dwie "metrówki", kilkadziesiąt "90" i wiele innych, mniejszych ryb. Relacje z gospodarzem na zakończenie nieprzyjemne: zażądał opłat za wylewajkę wyciętą z pojemnika po oleju i zaginioną mapę. Ogólnie jesteśmy zadowoleni z pobytu.
Do usłyszenia, Andrzej Baciński.
Panie Tomku, tylko natłok spraw zawodowych sprawił, że nie pisałem. Jesteśmy bardzo zadowoleni z pobytu nad Boren, po raz kolejny Eventur udowodnił, że jest profesjonalną firmą. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale wyniki więcej niż dobre. Na sześciu złowiliśmy 106 szczupaków (5 ponad metr), w tym jeden 120 cm!!! Najlepsze wyniki mieliśmy na trolling, 80% ryb złowiliśmy tą metodą. Jedna ryba złowiona na blachę. Kilka na woblery. Muszę pochwalić się pięknym okoniem 44 cm, który wziął w trolu na biało-niebieskiego relaxa. Inne okonie (6 sztuk) oscylowały w granicach 30-36 cm. Ryby brały przy podłej pogodzie (wiatr, fale, deszcz). Przy bezwietrznej aurze i flaucie brak wyników. Szczupak 120 cm wziął na wodzie ok. 2 m głębokości. Hol trwał ze 20 minut i emocje były wielkie, bowiem byliśmy blisko łodzi kolegów i mogliśmy wszystko obserwować z 10 metrów. Ryba ważyła ok. 13 kilogramów. Wzięła na 12 cm Predatora w kolorze żółto-czerwonym. Reanimacja szczupaka trwała parę minut, ponieważ ryba była wycieńczona holem i sesją zdjęciową, ale po natlenieniu odpłynęła z werwą zdrowa. Średnia długość łowionych szczupaków to 70-75 cm, ale były "80", "90" nawet jeden 99 cm. Reasumując, wyjazd bardzo udany, choć w przyszłym roku pojedziemy 2 tygodnie później. Bardzo Wam dziękujemy za profesjonalizm i wskazanie łowiska o wielkiej obfitości szczupaka. Koledzy z drugiej grupy, jak donosili, już zaklepali sobie miejsce na przyszły rok. My zobaczymy i liczymy, że może odkryjecie jeszcze coś równie wspaniałego na następny sezon. Grupie, która miała przyjechać po nas, starym zwyczajem, zostawiliśmy list z "instrukcją". Mam nadzieje, że też wrócą zadowoleni.
Pozdrawiam, Piotr Jędral
Właśnie wróciliśmy z Finlandii (Joroinen). Wszystko według opisu: ładny, superulokowany domek, przemili gospodarze, z którymi spędzaliśmy dużo czasu. Byli bardzo pomocni: dwa razy na naszą prośbę zorganizowali nam pobyty na dwóch różnych rzekach. Szczupaki tak jak w opisie, udało nam się złapać kilka w rozmiarach 85-98 cm i dużo (ok. 80 ryb) w granicach 40-60 cm. Na koskach padły trzy sztuki pstrągów 46, 50 i 56 cm, ale kosztowało to nas kilka ładnych godzin biczowania wody na 300 metrach długości rzeki.
Dziękujemy za pomoc w zorganizowaniu wyprawy.
Wojciech Słowik i Andrzej Duda
Witam Panie Tomku,
jeżeli chodzi o warunki zakwaterowania i współpracę z gospodarzem ośrodka, nie mamy zastrzeżeń. Wszystko odbyło się jak należy, zresztą większych niepodzianek nie oczekiwaliśmy, ponieważ na Syrsan byliśmy również w zeszłym roku i braliśmy te dobre warunki pod uwagę, wybierając tegoroczny wyjazd. Na plus należy zapisać, że Peter doposażył swoje domki w suszarki elektryczne do odzieży, co teraz bardzo się przydało. Tylko ryby nas znowu zawiodły. We wrześniu 2009 było za ciepło i szczupak nie żerował, a teraz z kolei wiosna przyszła zbyt późno i woda była za zimna. W dzień przyjazdu zaledwie 5 stopni, tydzień potem tylko 9, miejscami 10. Tak więc nie połowiliśmy za dużo. Ale może zgodnie z przysłowiem "do trzech razy sztuka" i trzeba spróbować ponownie? W każdym razie do pogody nie możemy mieć pretensji, bo na nią wpływu niestety nie mamy. Wszystko poza tym było OK. Dziękujemy za organizację wyjazdu, serdecznie pozdrawiamy Całą Ekipę Eventur Fishing i pozostajemy z wędkarskimi pozdrowieniami
Tomasz Nawrocki i koledzy,
Witam! W okresie 8-16 maja 2010 r. miałem okazję uczestniczyć w wyjeździe grupowym do Valdemarsvik. W ciągu tygodnia łowienia w 8 osób + przewodnik (Robert Taszarek) złowiono kilkadziesiąt szczupaków w rozmiarach 50-101 cm. Pomimo ciężkiej i trudnej pogody, udało się skusić do brania na obrotówki, gumy i jerki sporo szczupaków, które buszuwały w płytkich zatokach. Osobiście uważam wyjazd za udany. Złowiłem sporo szczupaków, w tym m.in. 76 cm, 78 cm, 87 cm i 101 cm, choć jak zaznaczam, nie bylo łatwo. Ryby migrowały i trzeba było ich szukać po zatoczkach. Na wyniki wpływ miały też niska temperatura wody i zmieniająca się pogoda. Podsuwowując jednak, wyjazd był udany. Szczególne podziękowania przekazuję firmie Eventur Fishing oraz superprzewodnikowi Robertowi Taszarkowi. Pozdrawiam wszystkich uczestników tej wyprawy i dziekuję za miłą atmosferę.
Tomasz Lasoń
Witam.
Wyjazd mimo złej pogody uważam za udany. W porównaniu z innymi ekipami wędkującymi na szkierach przynajmniej mieliśmy kontakt z rybą. Zimna woda nie sprzyjała żerowaniu, bo ryby widać było doskonale na 2 m. Pamiętam sporego szczupaka, który dostał dwa razy gumę pod sam pysk i nawet nie drgnął. Trafiony powoli odpłynął. W sumie udało się oszukać ok. 50 szt. na całą grupę. Okazów zabrakło, ale dla mnie najważniejsze było odpocząć od pracy, co udało się w 100%.
Pozdrawiam,
Rafał Bednarkiewicz
Jeśli chodzi o nasz tak długo oczekiwany, wręcz wymarzony urlop na wyspę Smago, to mogę powiedzieć, że na pewno się udał. Domek zasługuje na pięć gwiazdek, a gospodarze na sześć - to naprawdę przemili ludzie. Wyspa przepiękna, zero kontaktu z ludźmi, zerowy ruch wodny, sporadyczne łodzie. W sumie nazwałbym ją oazą spokoju. Przypomnę, że w naszej zgranej piątce uczestniczyły dwie kobiety, a jak kobiety są wniebowzięte, to nam już tym bardziej niczego nie brakowało. Przejdźmy do ryb, można powiedzieć, że wędkowaliśmy w trójkę. Nasze panie sporadycznie, ale pozytywnie - ok. 11 ryb. My złowiliśmy 71 ryb, wagowo nie były to rekordowe sztuki, ale zabawa była przednia: ryby w granicach 60 cm-85 cm. Wynik pewnie byłby lepszy, gdyby nie nagła zmiana pogody, która przez ostatnie trzy dni znacznie zepsuła nam nastroje po tym, jak musieliśmy ratować załogę i sprzęt przed wodą. Fale wlewały się nam do łodzi. Pogoda zmieniła się w ciągu parunastu minut, ale żyjemy i możemy cieszyć sie z wspaniałego wyjazdu.
PS Ryby najchętniej brały na blachy bezzaczepowe, wahadłówki, gumy w kolorze śledzia. Najlepiej coś z brokatem. Jeśli chodzi o jerki, poniżej oczekiwań. Szczupak jeszcze w słabej kondycji.
Brania na płytkiej wodzie 0,5-2 m. Zero kontaktu z inną rybą. Wysyłam parę fotek - fajnie by było zobaczyć je w Waszym albumie.
Przesyłamy wielkie podziękowania, Krzyś, Agata, Krzyś, Iwona, Darek.
Właśnie wróciłem z Fiolen i uważam, że wiosna jest zdecydowanie lepsza, jeśli chodzi o ryby. Trafiłem co prawda na fatalną pogodę, bo praktycznie cały czas wiał wiatr, padał śnieg, deszcz i było bardzo zimno. W nocy -3 w dzień +3 st. Ale i tak było OK. Najmniejszy szczupak ważył ok. 4 kg, największy 8 kg i mierzył 103 cm. W sumie wyjąłem 6 sztuk 1 x 8 kg, 1 x 6 kg, 4 x 4 kg. Bardzo dużo brań przegapionych ze względu na skostniałe ręce. Wszystkie ryby wróciły do wody.
Pozdrawiam, Janek Książka
Cześć Maciek,
wyjazd do Kanady był chyba najlepszy w życiu. 9 sztuk jesiorów ponad 2 m. 3 sztuki w okolicach 2,5 m, największy 2,5 m i 107 cm w obwodzie. Jakaś godzina holu w 3 osoby, już mieliśmy naprawdę dosyć. Łososi jak zawsze sporo i nawet kolega złowił jednego Kinga. Chris i przewodnik James to superludzie. Wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni. Pogadam z chłopakami w sprawie wyjazdu za rok, bo są chętni. Przesyłam kilka fotek.
Jarek Kowalczyk
Panie Maćku,
trudno odnaleźć się w domu i pracy po powrocie z tak wspaniałej wyprawy. Nie znajdę nawet słów, aby wyrazić podziękowanie i zadowolenie. Nie dość że wszystkie moje oczekiwania spełniły się w nadmiarze, to jeszcze wyniki:-)). Wszystko było NAJ... po prostu wspaniale. Już się dozbrajam na kolejną wyprawę i planuję maj 2010. Na uznanie zasługują nie tylko organizacja i rzetelność Eventur Fishing, ale szczególnie obecność i postawa Roberta i Mateusza Taszarków. Nie często spotykam przewodników opiekunów, którzy robią znacznie więcej, niż się oczekuje. Zarówno atmosfera, humor, fachowość, jak i podejście do wszystkich aspektów pobytu byu po prostu NIEPRAWDOPODOBNE. Poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko i jestem pewein, że kolejne wyprawy sprostają oczekiwaniom. Już nie mogę się doczekać na maj, z EF oczywiście.
Serdeczności, Wojtek z Warszawy
Witam, Panie Tomku.
Wyjazd do Arkösund zaliczam do udanych - 64 szczupaki w 2 osoby (jeden 115 cm, 3 po 86 cm i reszta 60-70 cm), a to dzięki dobrej łodzi z silnikiem i małej presji wędkarskiej. Pogoda dopisywała na przemian. Łódka z dwiema osobami płynęła do 28 km/h (4 osoby - 18 km/h), spalanie 31 l/100 km.
Pozdrawiam serdecznie - Karol
Panowie.
W tym roku to już drugi wyjazd, jaki miałem przyjemność organizować dla moich przyjaciół za pośrednictwem Państwa biura. Pomimo tego, że ryby nie obrodziły (ilościowo) tak jak w maju w Gamleby, to wyjazd należy uznać za udany. Ilościowo łowiliśmy średnio około 6-9 szczupaków na osobę dziennie w przedziale 60-90 cm. Dwa razy mieliśmy szansę na naprawdę dużą rybę, ale jak to bywa w tym sporcie - lepszy wygrywa... Tym razem nie byliśmy to my. Te dwa esoxy były przy łódce (a jeden w połowie na łodzi) i mierzył w granicach 110-120 cm. Robert jako ekspert łowiska zdał egzamin na 5 z dużym plusem, a jego obecność zaoszczędziła nam dużo czasu w rozpracowaniu łowiska. W maju na pewno powtórzymy wyjazd do Valdemarsvik.
Pozdrawiam,
Jacek Lewandowski
Witam P. Tomku
Wyjazd zaliczam do udanych, choć to pierwszy raz na ryby za granicę. Pogoda była przepiękna cały tydzień. Słońce raczej nie odpowiadało rybom, ale my jako amatorzy zaliczamy ten wyjazd do udanych. Razem z narzeczoną (która naprawdę sobie dobrze radziła) złowiliśmy ok. 30 szt. ryb. Okolica jest przepiękna i bardzo mili gospodarze. Przesyłam podziękowania i myślę, że następny wyjazd już w przyszłym roku...
Pzdr. Krzysztof i Agata
Witam serdecznie, Panie Tomaszu.
Z tej strony Ryszard Białogrecki z kolegami. Jeszcze raz chcę podziękować za wspaniałą przygodę wędkarską, jaką dzięki Pana pomocy mieliśmy okazję doświadczyć na szkierach Gryt. Choć pogoda spłatała nam figla, racząc nas wręcz letnimi temperaturami, czego się na północy nie spodziewaliśmy, udało nam się i tak złowić w ciągu tego tygodnia około 35 szczupaków, w tym jednego 90 cm o wadze prawie 8 kilogramów, oraz kilkanaście okoni i, co ciekawe, jazia i parę płotek na blaszkę. Sam ośrodek jest w zadowalającym standardzie, a łodzie, tak jak Pan mówił, były bardzo wygodne i bezpieczne. Jeszcze raz dziękuje w imieniu swoich kolegów i własnym oraz proszę o przesłanie katalogu z ofertą na przyszły rok, bo cała nasza trójka już o tym myśli.
Pozdrawiam,
Ryszard
Panie Tomku, kilka słów na gorąco po wyprawie do Valdemarsvik. Było wspaniale!!!! Ośrodek pięknie położony, domki idealne dla 3 osób - tak jak Pan zresztą powiedział, piękne krajobrazy, cisza i spokój. Wspaniałe miejsce. O tym, jak dobrze nasza ekipa się tam czuła, niech świadczy fakt, że po 48 godzinach WSZYSCY straciliśmy poczucie czasu:-). No i najważniejsze: bardzo duży potencjał łowiska, ogromna ilość ryb i oczywiście dużo emocji na wodzie podczas holowania szczupaków i wielgachnych okoni. Zaskoczeniem było to, jakie przynęty były najczęściej atakowane... obrotówki. 80% ryb zostało złapanych na ten typ przynęty. Najbardziej łowna okazała sie "Czarna Furia" Meppsa w wielkości 4!!!! Reszta szczupaków złowiona została na jerki i dosłownie pojedyncze sztuki na wahadłówki i gumy. Metrówka nie padła, chociaż było bardzo blisko - jedna wisiała już na gripie, gdyby był on porządny, to byłaby "metrówa", a że był to wyrób... OK, nie będę pisał, jaka to była firma. W sumie cała grupa złapała około 150 szczupaków, co nie jest wynikiem imponującym, ale poza frajdą z łowienia mieliśmy też iście letnią pogodę, co pewnie istotnie wpłynęło na wyniki. Jeszcze jedna istotna sprawa, o której chcę napisać. Valdemarsvik straciłoby większość swoich walorów bez obecności Pana Roberta Taszarka. Wspaniały człowiek z ogromnym poczuciem humoru, olbrzymią wiedzą wędkarską, którą chętnie sie dzieli z uczestnikami, superdetaliczne rozpoznanie łowiska - po prostu coś NIESAMOWICIE WSPANIAŁEGO!!!!! Wiedza, jaką Pan Robert przekazuje podczas takiego pobytu, jest po prostu gigantyczna. Techniki łowienia, przygotowanie przynęt pod łowisko, cenne uwagi i "czytanie" wody - te lekcje są nie do zastąpienia. Przede wszystkim dzięki Jego obecności, a także obecności Jego syna Mateusza, ten wyjazd był wspaniałą przygodą wędkarską.
Pozdrawiam,
Olgierd
Witam. Na początek chciałbym podziękować za profesjonalną i miłą obsługę rodzinnego wyjazdu do Valdemarsvik, zarówno od strony organizacyjnej, jak i porad wędkarskich.
Ośrodek w Valdemarsvik spełnił nasze oczekiwania, okolica bardzo cicha i spokojna z pięknymi widokami. Dużym plusem ośrodka jest plac zabaw dla dzieci i kąpielisko, niestety woda była trochę za zimna. Nasz wyjazd był typowo rodzinny (ja, żona, 3,5-letnia córka i mój tata), tak więc było sporo zwiedzania Szwecji, a jest co, i niestety trochę mniej uganiania się za rybami.
Mimo krótkiego czasu spędzonego na wodzie udało mi się przechytrzyć całkiem sporo esoxów i parę garbusów. Nawet mój tata, osoba trzymająca spinning pierwszy raz w życiu, zanotował kilkanaście ładnych ryb. Muszę także pochwalić się córką Kasią, która samodzielnie z pomostu łapała ryby (2 okonki i ukleję) 3-metrowym bacikiem.
Wyjazd do Valdemarsvik był drugim wyjazdem do Szwecji za pośrednictwem Waszego biura i na pewno nie ostatnim.
Serdecznie pozdrawiam,
Darek Białołęcki z rodziną
Witam, Panie Tomku! Chciałabym podzielić się wrażeniami z pobytu w Hestoysund w Norwegii, gdzie byliśmy w czerwcu. Miejsce bardzo urokliwe, świetne łowisko (zwłaszcza dorsza), nowe, niezawodne łodzie. Domek, w którym mieszkaliśmy, jest jeszcze niewykończony (brak tarasu), ale w środku były bardzo dobre warunki. Nie wiem, czy gospodarz potraktował nas ulgowo, czy każdego tak traktuje, ale byłam mile zaskoczona opłatą za paliwo do łodzi (stosunkowo tanio). W tamtym roku za tydzień zapłaciliśmy tyle co tu za 2 tygodnie, a silnik był tej samej mocy (może dlatego, że nowy?). Ośrodek ogólnie o trochę niższym standardzie niż w Seter Brygge, ponieważ chyba dopiero się rozwija, ale nie narzekam. W załączeniu przesyłam kilka fotek średniej jakości z nadzieją, że któraś z nich pojawi się w katalogu na następny rok.
Pozdrawiam,
Edyta Skowrońska
Witam, w imieniu całej grupy, która brała udział w wyjeździe nad szkiery Św. Anny w dniach 06-13.06.2009. Serdecznie Panu dziękuję za organizację wyjazdu. Wyprawa udała się znakomicie. Miejsce, organizacja, wyposażenie na 5+. Co prawda pewnie zgodnie z informacją, jaką ostatnio dostałem z Waszego biura, ryb ilościowo nie było dużo, ale padły nasze życiowe rekordy: 103, 105 i 107 cm, z czego ten 105 cm ważył 11,5 kg. Udało nam się tym samym ustalić aktualny, tegoroczny rekord szkierów Św. Anny (taką statystykę prowadzi gospodarz domków). Jeszcze raz serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że w kolejnych latach uda nam się jeszcze wielokrotnie skorzystać z Państwa usług.
Pozdrawiam,
Igor Bednarski i ekipa
Dzień dobry, Panie Maćku, minęło już kilkanaście dni od mojego powrotu z kolejnej wyprawy na jezioro Sommen. Ten rok w przeciwieństwie do ubiegłego był nieco gorszy. Ryby brały nieregularnie i dość słabo, jak na warunki szwedzkie. Trzeba było lekko się napracować i szukać miejscówek. Niemniej codziennie łowiliśmy po kilka, czasami po kilkanaście szczupaków. Jezioro nie dało nam jednak żadnego "metrowca". Większość łowionych ryb miała po 70-80 cm. Było chłodno i pochmurnie z dużymi skokami ciśnienia i temperatury. Uważam wyprawę za bardzo udaną, połowiliśmu do syta. A że trzeba było się nakombinować, aby złowić rybę, cóż, takie jest życie wędkarza.
Pozdrawiam,
Andrzej Pióro

PS Gospodarze i warunki socjalne na najwyższym poziomie. Dziękuję.
Szanowny Panie Maćku, Właśnie wróciłem znad jeziora Randsfjorden - bardzo dziękuje za naprawdę udany urlop! W załączeniu przesyłam kilka zdjęć. Wypad bardzo udany, mimo że trochę liczyliśmy także na okonie, które jednak bardzo słabo żerowały. Uwagi zawarte w przewodniku bardzo pomogły, szczególnie w zakresie doboru miejscówek do spiningowania. Praktyka jedynie zweryfikowała dobór przynęt - 50% brań (w tym te najlepsze) było na wahadłówkę alga nr 3, złotą matową, dalsze 30-40% na inne błystki i woblery, na gumy mieliśmy zaledwie kilka pobić oraz jedno udane lądowanie pstrąga (2,5kg) z trolingu. Widoki piękne, cisza, spokój, miły gospodarz, z którym dogadywaliśmy się bez żadnych problemów i doskonała łódka - jesteśmy bardzo zadowoleni.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję
Jacek Lewandowski
Panie Maćku, pozwalam sobie tą drogą wyrazić moje uznanie dla poziomu organizacyjnego wyprawy na szczupaki do Valdemarsvik. Sprawna organizacja (podziękowania dla p. Tomka Wieczorka), świetne miejsce - nie tylko z punktu widzenia wędkarskiego. Atrakcyjny akwen zasobny w ryby, po którym mogliśmy się przemieszczać dobrymi i bezpiecznymi łodziami, warunki zakwaterowania, sprawiły, że jestem bardzo zadowolony. Szczególnie godna podkreślenia okazała się sposobność wędkowania pod okiem tej klasy specjalisty, jakim jest pan Robert Taszarek. Możliwość wysłuchania jego taktownych sugestii i podpatrywania jego technik czyni wyjazd do Valdemarsvik dodatkowo wyjątkowo atrakcyjnym. To bardzo miła i życzliwa osoba o kwalifikacjach i kompetencjach wędkarskich poza wszelką dyskusją. Taka opinia o panu Robercie była powszechna w naszej grupie. Dla mnie dużą przyjemnością było złowienie wielu ryb (ok. 25 - w tym okaz prawie 90 cm o wadze ok. 6,5kg) na tak urokliwym i zasobnym akwenie, w wyjątkowym, jak się okazało, i kameralnym gronie uczestników.
Dziękuję za niezapomniane wrażenia.
Serdecznie pozdrawiam,
Grzegorz Malinowski
Szczęśliwie wyprawa dobiegła końca - w sumie niestety, bo Boren jest wprost niesamowitym miejscem. Mimo tego, że pogoda była bardzo niestabilna - kilka razy w ciągu dnia drastycznie zmieniały się warunki (od pełnego słońca, bez wiatru, do wichury i ulewy - i wszystkie stany pośrednie), wyniki były dobre. Nie udało się wyciągnąć metrówki, jedna się spięła przy łodzi - kolega, który ją wyciągał, jak zobaczył, co jest na haku, po prostu zamarł z wrażenia, no i przy spektakularnym wyskoku ryby nie utrzymał kontaktu... I to by było na tyle... W sumie przez 3 dni udało się złapać około 40 sztuk, największa miała 90 cm. Czegoś takiego (mimo w sumie przeciętnego rezultatu, znając Pana relację potwierdzoną zresztą przez Bengta:-) nie dane nam było jeszcze przeżyć. Jeśli chodzi o przynęty - jerki nie zdały egzaminu... 2 brania. Jedno na 14-cm tonący Fatso (kolor - Natural Roach) i jedno na 18-cm tonącego Jacka - niestety Jack stracony, ryba popłynęła z nim w pysku (przypuszczam, że miałem zbyt krótki przypon). Absolutnym hitem okazały się gumy! Do godziny 17 w kolorach naturalnych (srebrny, biały, perłowy brzuch, czarny, niebieski grzbiet + czerwone dodatki), po godzinie 17 - wszystkie odcienie żółtego z czarnym grzbietem. Najlepiej wypadło kopyto RELAX 4-L i Mann's Predator. Generalnie zero ryb przy brzegach, wszystkie leżały na 4-5 metrach w zielsku, pewnie dlatego głębiej schodzące gumy delikatnie podszarpywane były tak skuteczne. Efekty znacznie się poprawiły po dozbrojeniu gum małą kotwicą od spodu. Gdybyśmy zaczęli tak od początku, myślę, że efekty byłyby znacznie lepsze. 
Olgierd Madej
Pozdrawiam po powrocie ze Steigen, wpisałem się na rekord ośrodka wspaniałą brosmą - ponad 6 kg. Wszyscy uczestnicy wyprawy są bardzo zadowoleni i będziemy bukować dwa domki w 2011 roku na sierpień.
Jacek Molenda
Wróciliśmy tydzień temu z Ivosjon. Klęska totalna, jeżeli chodzi o ilości. Pogoda taka, że nawet nam się nie chciało pływać, a rybom brać. Do tej pory łapaliśmy na wyjazdach powyżej 100 szt. na głowę, tak w tym roku razem złapaliśmy około 70 szt. (statystycznie 17 szt. na głowę, czyli niespełna 3 dziennie). Pocieszeniem było tylko to, że trafiliśmy 9 szczupaków powyżej metra. Jeden z nich w załączeniu. Pod względem wielkości tak dobrze nie było nigdy. Zawsze dominowały "kajtki" 45-60 cm i 1-2 "metrówki" na wyjazd. Tym razem rzadko schodziliśmy poniżej 80 cm, a większość miała 90-95 cm. Tak więc było i dobrze, i źle.
Jacek Białecki
W imieniu swoim i kolegów chciałbym Państwu serdecznie podziękować za zorganizowanie nam pobytu nad malowniczym jeziorem Hjalmaren. Nasza 5-osobowa ekipa (Jarek, Marek, Ernest, Stasio i ja Piotr) spędziła wspaniały tydzień obfitujący w wędkarskie emocje i waleczne ryby. Złowiliśmy ok. 80 sztuk szczupali (1 metrówka, 4 x 90, 10 x 80 i reszta to 70 i 60 cm). Warto wspomnieć, że ryby małe (45-55 cm) stanowiły tylko ok. 10% ogółu złowionych. Ryby brały wprawdzie chimerycznie, często odgryzały ogonki w kopytach, ale generalnie w okresie żerowania (wiatr i pochmurno) brały zdecydowanie. Gospodarz obiektu Patryk to zajefajny gość, życzliwy i lubiący Polaków. Zresztą na każdym kroku walcząc ze stereotypem Polaka, zachowywaliśmy porządek (np. pety lądowały do słoika na łodzi, a nie do wody, co czynił sam palący gospodarz i mocno był zdziwiony, jak zobaczył słoik). Domki były OK. Wystarczające, by przenocować w normalnych warunkach. Okolica zatoki –po prostu uroczysko... Byliśmy wszyscy zachwyceni. Ponieważ jesteśmy również, a może przede wszystkim, myśliwymi, zwracaliśmy szczególną uwagę na lasy i zwierzynę. Pływające dzikie gęsi z młodymi pozostaną długo w naszej pamięci. W przyszłym roku chcemy uderzyć do Finlandii - liczymy na celujące wybranie dla nas miejsca wyprawy. Jednak wybór wody w maju jest istotny. Wracały załogi na promie, które nie złowiły nic (Asnen)... ale tak bywa.
Pozdrawiamy serdecznie i jeszcze raz dziękujemy!!!
Piotrek Jędral
Witam, Panie Tomku,
tradycyjnie po zakończonej wyprawie spieszę podzielić się z Panem wrażeniami. Po pierwsze, dziękuję za przygotowanie i zorganizowanie wyjazdu pod względem formalnym - jak zwykle bez zarzutu. Szkiery Gryt obdarowały nas sporą ilością szczupaków. Ryby były w przedziale od 60 do 85 cm. Trafiło nam się kilka sztuk 90 cm i trochę więcej. Złowiliśmy także 3 szczupaki ponadmetrowej długości. Największy mierzył 106 cm. Wszystkie duże sztuki brały na bardzo płytkiej wodzie, od 1,5 m do 1 m głębokości. Na głębszej wodzie zdarzały się mniejsze sztuki. Jeśli chodzi o przynęty, praktycznie łowiliśmy na wszystko, co było pod ręką - gumy (w większości krótkie kopyta), obrotówki, wahadłówki, jerki (szczególnie piękne, pokazowe brania - polecam). Jesteśmy bardzo zadowoleni z łodzi - niezawodny silnik i spore rozmiary gwarantowały bezpieczne wędkowanie. Jednak tym razem mam parę zastrzeżeń, które - mam nadzieję - zwrócą Państwa uwagę. O tym, że zabrakło kanistrów na paliwo, już Pan wie. Tutaj wielkie podziękowanie dla Pana za pomoc. Jednak podejście obsługi do tego problemu trochę mnie zaniepokoiło - kazano nam czekać do poniedziałku. Gdyby nie Pana interwencja, pewnie tak by się to zakończyło. I jeszcze jedna, być może mało istotna uwaga dotycząca wyposażenia domku. Jako kobieta akurat zwracam na takie rzeczy uwagę. W komplecie naczyń brakuje przynajmniej jednego dużego garnka. Największy rondel miał 1 litr pojemności. Nasza dwójka jakoś sobie poradziła, ale wiem, że panowie z domku obok narzekali na ten dyskomfort. I ostatnia uwaga - w domkach nie ma telewizora, więc chyba wypadałoby zmienić tekst reklamowy. Mi osobiście telewizja nie jest do szczęścia potrzebna, ale byli tacy, którzy zwrócili na to uwagę. Jezioro Hjälmaren - wielkie, urocze, pięknie położone. Tutaj nie było tylu sukcesów jak na szkierach Gryt. Być może to wina bardzo kapryśnej pogody, na jaką trafiliśmy. Złowiliśmy kilka sztuk szczupaków przez tydzień. Ryby raczej niewielkie. Jedna metrówka, która się nam przytrafiła, niestety spięła sie przy łódce. Przynęty - jerki i małe kopyta na lekkich główkach, które doskonale sprawdzają się przy wędkowaniu na płytkiej wodzie porośniętej grążelami. Branie szczupaków - w przeciwieństwie do brań na szkierach - bardzo delikatne, ledwo wyczuwalne. Moje uwagi - silnik zepsuł nam się dwa razy. Za pierwszym razem nie odpalił jeszcze w przystani, ale za drugim razem padł w zatoce i musieliśmy wracać do ośrodka 1,5 km na wiosłach. Czuliśmy się niepewnie za każdym razem, gdy planowaliśmy wypłynąć - to było dość denerwujące. I na koniec, Panie Tomku, jeszcze jedno - nie wiem, jaka roślina w tym okresie nad jeziorem pyli (wszystko było żółte), ale dla alergików to byłaby ważna informacja. Pewnie nie byliby zadowoleni, gdyby po przyjeździe się okazało, że nie mogą np. oddychać. Ja pewnie jestem uczulona na inne pyłki, chociaż i tak miałam trochę problemów. Podsumowując - generalnie jesteśmy zadowoleni. Poznaliśmy nowe łowiska i ich zasobność w ryby. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć pięknych widoków. Za to wszystko dziękuję i mam nadzieję, że moje uwagi pozytywnie wpłyną w przyszłości na Państwa ofertę. W załączeniu przesyłam kilka zdjęć naszych okazów.
Pozdrawiam zespół Eventur Fishing,
Iwona i Norbert Sudoł
Witam. Jesteśmy po wyprawie do Steigen. Byliśmy tam w dniach 8-15.05. w czteroosobowej ekipie. Jesteśmy zadowoleni z pobytu, chociaż wędkarsko pozostał niedosyt, głównie z uwagi na pogodę, która nie pozwalała rozwinąć skrzydeł. Na ten element nie mieliśmy niestety wpływu. Przez pierwsze dni pobytu wiał silny wiatr połączony z opadami deszczu. Łowiliśmy też w taką pogodę, powiedziałbym, ekstremalnie, ale dzisiaj na to patrząc, było to niepotrzebne i ryzykowne, nawet wewnątrz fiordu. A i ryba też nie brała, chociaż jako jedyni na campie złapaliśmy wtedy dwa zębacze. Jeden z nich (3,5 kg) wywinął się koledze i złapał go zębami za dłoń. Było trochę strachu i krwi, ale do dzisiaj jest z czego się pośmiać. Dopiero na trzy dni przed końcem można było wypłynąć na otwarte wody. I też poznawać zaczęliśmy łowisko. Co prawda wielkie okazy nie padły, ale ręka podczas połowów bolała. Przede wszystkim zachwyciła nas różnorodność gatunków. Nigdy nie wiadomo było, co ukaże się na końcu zestawu. W sumie złapaliśmy kilkadziesiąt dorszy, największy prawie 12 kg - 108 cm, było też parę pod 10 kg i kilka ósemek. Oprócz dorszy często holowane były molwy, brosmy, plamiaki oraz niewielkie czarniaki. Wyholowaliśmy kilka plamiaków o wadze ponad 3,5 kg i kilka czarniaków o wadze ok. 4 kg. Nie wspomnę setki pomniejszych czarniaków, które choć miały wymiar, trafiały do wody. Przytrafił się też karmazyn, chociaż specjalnie za nimi nie uganialiśmy się. Jedna uwaga dla wszystkich tam jadących: zapomnijcie o wcześniejszych połowach w Bałtyku i nawykach nabytych na kutrach. Tu jest inna woda, inne ryby i inne techniki łapania. Owszem, pilkerowanie bałtyckim sposobem zabezpieczy Was w ryby na filety, ale o okazach trzeba zapomnieć. Tu ryba bierze na każdej głębokości i nie trzeba walić pilkerem w dno. Np. czarniak uderzył w pilker przy burcie łodzi, ściągany w ekspresowym tempie. Polowanie natomiast na okazy to na wodzie ciężka robota. Wędzisko 600-800 gr i główki 400-500 gr z gumą 25-30 cm. Tylko Ci mogą liczyć na wielkie ryby. Nam nie zależało na złapaniu jednej wielkiej ryby, ale na zabawie i wielości wyholowanych gatunków. Reasumując, pobyt udany, choć następnym razem pojadę pewnie w sierpniu i wtedy przeznaczę część pobytu na spotkanie wielkiej ryby. Początek maja nie jest też zbyt korzystnym terminem z uwagi na niestabilność pogody. Warunki natomiast na campie wyśmienite, gospodarz miły i przyjaźnie nastawiony do gości. Jestem ciekawy, jakie wyniki osiągnęli wędkarze w innych ośrodkach Norwegii, bo podczas spotkania w Karlskronie miny mieli nietęgie. I jeszcze na koniec dwie uwagi, myślę, że istotne. Podczas tej długiej trasy, już na północy Szwecji pojawił się problem z tankowaniem paliwa. W nocy stacje są nieczynne (tzn. bezobsługowe) i trzeba mieć banknoty w nominałach 100 czy 50 SEK, żeby móc zatankować. Myślę, że należy o tym poinformować wyjeżdżających. Druga sprawa to sporządzenie instrukcji w języku polskim do GPS-ów i echosond. Szkoda na miejscu czasu na rozgryzanie funkcji akurat dla tych modeli (są tam różne typy). Generalnie mogę stwierdzić, że tego oczekiwałem i dlatego myślę, że kiedyś pojawię się tam znowu.
Pozdrawiam zespół Eventur Fishing,
Mirosław Juszczak
Szanowni Państwo, w imieniu swoim, jak i osób, które brały udział w wyprawie wędkarskiej do Gamlebyviken, chciałbym podziękować za organizację całej wyprawy i pomoc w wytypowaniu miejsca naszego pobytu. Jak się okazało, termin naszego wyjazdu 16-23 maja okazał się strzałem w dziesiątkę. Podczas pobytu nasza czteroosobowa załoga złowiła 232 szt. szczupaka. Padła jedna metrówka Jacka, Pawłowi zabrakło 8 mm do upragnionego szczęścia. Kilka ryb powyżej 90 cm oraz kilka osiemdziesiątek, około 80% ryb było w granicach 60-80 cm. Ryby brały w zatokach na płytkich blatach mocno porośniętych roślinnością na głębokości maks. 2,5 m. 90% ryb padło na wahadłówki typu Alga i Mors w rozmiarze dwa lub trzy, prowadzonych szybkim tempem. Pogoda zwariowana - kilka razy dziennie padał deszcz, raz grad, ciągle zmieniały się też siła i kierunek wiatru. Temperatura wody w dniu przyjazdu 10 stopni, na koniec w płytkich zatokach dochodziła do 15 stopni. Ryby całkowicie ignorowały gumy, kilka sztuk padło ona jerki i obrotówki.
Pozdrawiam,
Jacek Lewandowski
W dniach 9-16 maja 2009 roku wraz z kolegami łowiliśmy szczupaki na zatoce Valdemarsvik. Przyznam, że nie spodziewałem się tak uroczego miejsca i tak obfitych połowów. Sam złowiłem ponad 30 dorodnych szczupaków, a niektórzy koledzy znacznie więcej. Ale ryby to nie wszystko, powala na kolana dziewicza przyroda, przeźroczysta woda (Bałtyk!) i świetna atmosfera. Szczególne podziękowania dla Pana Roberta Taszarka, profesjonalistę i człowieka wielkiej kultury, dzięki któremu jednego dnia złowiłem 12 szczupaków. Ktoś taki w takim miejscu to gwarancja udanych połowów. Dziękuję również Tomkowi i całej firmie Eventur Fishing za wspaniały urlop!
Roman Kotliński z Łodzi
Witam Panie Tomku.
Wczoraj wróciliśmy z Hjälmaren. Dziękujemy. Wrażenia bardzo pozytywne, przede wszystkim wędkarskie (załączniki). Trafiła się pierwsza metrówka - dokładnie 108 cm. Mi udało się złapać na troling 66 cm bolenia. Pan Patrick (nasz gospodarz) pierwszy raz widział taką rybę ;) Najbardziej obfite połowy w zatoczkach - mieliśmy dwie ulubione, i w dobrym dniu kilkanaście szczupaków w ciągu godziny było wynikiem jak najbardziej realnym (dla trzech wędkujących). No i... trzeba mieć sporo pokory wobec tego sporego, jak na nasze warunki, akwenu. Pogoda zmienia się bardzo szybko, zwłaszcza w czasie, jaki nam się trafił. Mieliśmy bardzo zmienną aurę i w czasie jednego dnia był deszcz, ostre słońce, wiatr z różnych kierunków i o różnej sile. Zdarzyło nam się spływać z trolingiem, kiedy zaczęło padać, a po chwili szybko wyciągaliśmy przynęty i na pełnym gazie schodziliśmy z jeziora. Nawałnica, którą zauważyliśmy w odległości ok. 4 km, dopadła nas w ciągu 2 minut. Ogólne wrażenia - bardzo pozytywne ;)
Pozdrawiam,
Marek Fiec
Dziękuję bardzo za wspaniały wyjazd. Na pewno się jeszcze gdzieś z Wami wybiorę. Wynik był niezły, bo we dwóch przez sześć dni złowiliśmy 60 szt. szczupaka. Ale rodzynkiem tej wyprawy był miętus 4,5 kg i 79 cm - to wynik lepszy od rekordu polski. Przesyłam zdjęcie i proszę o umieszczenie go w galerii, myślę, że nie tylko szczupak powinien być celem wyjazdów na ww. szkiery.
Pozdrawiam,
Marcin Rutka
Witam po kolejnej udanej wyprawie do Szwecji. Jezioro Ivösjön to piękny zbiornik zasobny w niewyobrażalną ilość DUŻYCH szczupaków. Niestety trafiliśmy na wyjątkowo paskudną pogodę (brrr, jeszcze dziś mi w kościach strzyka). Mimo to, ponad metrowe MAMUNIE dały namówić się na nasze przynęty. Zalecenia miejscowego przewodnika nie przyniosły spodziewanych efektów, dotyczyło to tak lokalizacji, jak i metody. W końcu dogadaliśmy się z jeziorem, a potem już poszło. Dziękuję za pomoc związaną z zamianą silnika i wyborem jeziorka. Dla Ivösjön maksymalna liczba gwiazdek. Nasz aparat fotograficzny też miał awarię, więc nie mogę przesłać całej dokumentacji z trofeami.
Pozdrawiam,
Maciek Chlebicki
Szanowni Państwo.
Uprzejmie dziękuję za profesjonalną organizację wyjazdu do Arkösund. Wraz z kolegą mieliśmy okazję wrócić z tego przeuroczego miejsca w poprzednią niedzielę. Pod każdym względem wyjazd był udany. Złowiliśmy ponad 160 szczupaków, największe miały 107, 98, 98, 88 cm. Łowiliśmy przede wszystkim w bardzo płytkich zatokach. Średnia głębokość łowisk nie przekraczała 1 m. Najskuteczniejsze były slidery, wahadłówki (najlepiej bezzaczepowe) oraz obrotówki. Gospodarz jest przemiłym człowiekiem, zawsze chętnym do pomocy, domek wygodny, a z łodzią nie było żadnego problemu. Przesyłam Państwu kilka zdjęć "na dowód", że ryb było mnóstwo i były niemałe, a krajobrazy wprost przeurocze. Poza tym, że uczestniczyliśmy w wędkarskich "żniwach", to nie zabrakło również niezwykłych przygód. W jedną z nich, gdybym nie był jej świadkiem, chyba nigdy bym nie uwierzył. Wspomniany wyżej slider, został podczas jednego z holi urwany (agrafka odgięła się) przez szczupaka. Jako że był to jedyny slider, jaki wziąłem do Szwecji, byłem tym nieszczęśliwym zdarzeniem mocno załamany. To był dopiero drugi dzień wyjazdu, a ja tracę na zawsze jedną z ulubionych przynęt. Podczas gdy kolega łowił dalej, ja siedziałem podłamany na łodzi, kombinując, jak dostać się do jakiegoś sklepu wędkarskiego i kupić kilka nowych sliderów. Nie minęły 3 minuty, jak dosłownie 5 m koło naszej łodzi zagotowała się woda i wyskoczył z niej niemały szczupak. Proszę wyobrazić sobie nasze miny, gdy dostrzegliśmy w jego pysku slidera!!!! Szczupak - co naturalne - mocno zatrząsł głową i ku naszemu jeszcze większemu zdziwieniu uwolnił się ze slidera!!!! Jako że to przynęta nietonąca, mogliśmy podpłynąć po nią chwilę później i wyjąć z wody. Niesamowita historia, slider okazał się nie tylko niezwykle skuteczny (złowiłem na niego ponad 30 szczupaków podczas tego wyjazdu), ale i nieśmiertelny! Myślę, że dobrym pomysłem byłoby, gdyby kontaktowali Państwo ze sobą wędkarzy, którzy wybierają się na dane łowisko, z tymi, którzy już mieli okazję tam być. Wystarczałoby przekazanie adresu e-mail, dzięki czemu moglibyśmy łatwo podzielić się doświadczeniami, wskazać miejsca, gdzie i jak łowić.
Pozdrawiam serdecznie i jeszcze raz dziękuję,
Rafał Dmowski
Przepraszam, że tak długo nie odzywaliśmy się po przyjeździe z Seter Brygge, ale dopiero niedawno doszliśmy do siebie. Było cudownie. Dzięki Wam przeżyliśmy niezapomniane chwile pełne adrenaliny. Na początku miałam lęki, bo wydawało mi się, że jesteśmy na końcu świata, zwłaszcza jadąc tą krętą drogą przed Seaterwik. Tym bardziej że było pochmurno i kropił deszcz. W sumie pogoda później nam dopisała, bo był tylko 1 dzień deszczowy. Najbardziej bawiło mnie łowienie makreli, jedna za drugą, ponieważ jestem wędkarzem amatorem. Mimo tego złowiłam też dorsza, rdzawca i nawet belonę. Mój mąż i syn złowili znacznie więcej i cieszyli się z tego jak nigdy dotąd. Ale najbardziej wystraszyliśmy się, jak łódź stanęła nam na środku fiordu, ponieważ wyciekł olej - sama nie wiedziałabym, co robić, ale na szczęście mąż znalazł olej, który był na łodzi. Dziękujemy i polecamy Was wszystkim znajomym. Kiedyś na pewno jeszcze tam pojedziemy.
Edyta Skowrońska
Z wyprawy nad Asunden jesteśmy zadowoleni. Piękne widoki i oczywiście szczupaki i sandacze, które mięliśmy okazję złapać. Domek, w którym byliśmy, też nas zdziwił swoim standardem. Myśleliśmy, że będzie taki sobie, a był naprawdę bardzo fajny. Nie złapaliśmy może okazów, ale ryby brały nieźle. Największy szczupak 5,2 kg i sandacz 5,08 kg. Gdy będę miał więcej czasu, to prześle Wam ciekawe zdjęcia z naszej podróży.
Pozdrawiam, Leszek Olejniczak
Witam serdecznie. Chcielibyśmy podziękować ekipie Eventur Fishing za zorganizowanie wyjazdu nad Zatokę Gamlebyviken. Sprawy organizacyjne były przeprowadzone wzorowo i bez żadnych problemów dotarliśmy do ośrodka. Zasób ryb w tych wodach jest niewyobrażalny. Przez cały wyjazd złapaliśmy około 60 szczupaków, większość w granicach 60-80 cm. Największy miał 84 cm, ale było też parę duuużo większych ryb na kiju, ale niestety nie dały się wyciągnąć z wody. Ale tak to bywa, największe zawsze spadają:-)
Serdecznie pozdrawiamy,
Józef Pożdał wraz z synem
Witamy serdecznie. Kilka dni temu wróciliśmy z Finlandii i wciąż żyjemy wspomnieniami o dniach, które nie mają końca, krystalicznie czystej wodzie, błogiej ciszy i udanych połowach. Dziękujemy za bardzo dobrą organizację wyjazdu i możliwość przeżycia tych wspaniałych chwil.
Serdecznie pozdrawiamy,
Janusz Zimak z żoną
Składam serdeczne podziękowania firmie Eventur Fishing za pomoc w zorganizowaniu dla naszej czteroosobowej grupy pobytu nad pięknym jeziorem Spillen. Pogoda na ryby raczej nam nie dopisała, bo z nieba lał się strumieniami żar, ale i tak z wody schodziliśmy zadowoleni. Oprócz szczupaków na Spillen można skutecznie złowić okazałego lina. Wydaje mi się, że większość wędkarzy nie docenia bogatych zasobów ryb spokojnego żeru, które w nadmiarze pływają w szwedzkich jeziorach. Jeszcze raz dziękuję za wspaniałą organizację i przesyłam pozdrawienia dla całej ekipy Eventuru.
Sławek Bałka
Wycieczka zorganizowana przez biuro Eventur w pełni się udała. Wyjechaliśmy na początku czerwca na zatokę Gamleby na standardowy siedmiodniowy pobyt. Już pierwszego dnia złapaliśmy w czterech ponad 15 szczupaków od 2 do 4 kilo. Przez tydzień złowiliśmy w sumie 120 szczupaków, a największy z nich ważył 6 kilo. Dodam, że te, które mieliśmy na wędce, były dużo większe (ponad metr) i nie zostały jednak wyciągnięte z wody ze względu na marny sprzęt, którym dysponowaliśmy. Od strony organizacyjnej firma Eventur wywiązała się rewelacyjnie. Nie mieliśmy nigdzie żadnych problemów, wszystko układało się tak, jak było napisane w umowie i przygotowane przez pana Tomka. Życzę każdemu takiego wspaniałego wyjazdu na ryby.
Marek Mikołajczyk
Szanowni Państwo,
chciałbym Państwu serdecznie podziękować za umożliwienie spędzenia niezapomnianego urlopu wędkarskiego w szkierach Św. Anny. Wróciliśmy z nich przed kilkoma dniami i ciągle nie możemy (i nie chcemy!) się otrząsnąć z wrażeń, jakie mamy po tym wyjeździe. Wszystkie były wyłącznie pozytywne! Drodzy Państwo, każdy element zorganizowanego przez Państwa wyjazdu był doskonale dopracowany. Dzięki Państwa życzliwości i profesjonalizmowi nie mieliśmy żadnego problemu ani z promem, ani z dojazdem do domku, ani z łowieniem szczupaków. Może jedynie, gdyby mieli Państwo na to większy wpływ, byłoby wówczas jeszcze lepiej:-) Ale tego od Państwa absolutnie nie wymagaliśmy:-) Podsumowując wyjazd, złowiliśmy we dwóch 63 szczupaki (trzeci z wędkarzy uczestniczących w wyjeździe bardziej skupiony był na podziwianiu krajobrazów (tu oddam mu honor, bo były zjawiskowe), niż wędkował, ale cóż, ludzie mają w życiu różne priorytety :-)), co, jak sądzę, nie jest bardzo wstydliwym wynikiem. Jednakże drobny niedosyt pozostał, bo zabrakło dużych szczupaków. Największy złowiony przez nas esox mierzył niecałe 80 cm. Ale cóż, jak to mówią, nie można mieć wszystkiego:-) Jeszcze raz zatem bardzo gorąco Państwu dziękuję, gratuluję życzliwości oraz profesjonalizmu i trzymam mocno kciuki za nasze wspólne (a przez Państwa zorganizowane) kolejne wędkarskie wyprawy.
W wyrazami uznania,
Rafał Dmowski

PS Jeśli uznają to Państwo za istotne, to proszę uwzględnić przy ewentualnej produkcji kolejnego przewodnika filmowego nt. wędkarstwa w Szwecji informację o tym, że całkiem sporo przynęt traci się z powodu zjedzenia ich przez szczupaki i w związku z tym warto uzbroić się w kilka przynęt tego samego lub podobnego rozmiaru/koloru. Mam wrażenie, że nie było o tym mowy na filmie, a nam (wędkarzom amatorom, którzy w ten sposób tracą, wędkując w Polsce, 1 przynętę na 3 lata :)), niestety ten element zupełnie umknął w trakcie przygotowań do wyjazdu. W związku z tym zmuszeni byliśmy trochę czasu spędzić wieczorami, sklejając zapalniczkami ogonki i korpusy z różnych twisterów, kopyt i ripperów (co też miało swój urok:)) Myślę, że taka informacja na pewno przyda się, zwłaszcza tym mniej doświadczonym wędkarsko osobom.
Witam.
W okresie 17.05-24.05 2008 r. miałem okazję wraz ze znajomym łowić w przepięknie położonym szkierze Valdemarsvik w południowej Szwecji. Podczas naszego pobytu przy pomocy profesjonalnego przewodnika Pana Roberta Taszarka udało nam się zlokalizować kilkanaście dobrych miejscówek, które obdzieliły nas wspaniałymi szczupakami. Dzięki wytrwałości i umiejętnościom udało nam się złowić około 150 szczupaków (największy 97 cm, pozostałe 70-80 cm i mniejsze oraz okoń 37 cm). Rewelacyjnie spisywały się takie przynęty, jak: jerki, gumy, obrotówki, które odpowiednio stosowane dzięki wskazaniom Pana Roberta Taszarka dawały nam waleczne szczupaki. Na końcu chciałbym bardzo podziękować naszemu przewodnikowi za profesjonalizm, życzliwość i wspaniałe chwile spędzone nad wodą. Podziękowania kieruję też do EVENTUR FISHING za zorganizowanie wyprawy na ryby.
Pozdrawiam,
Tomasz Lasoń z Łodzi
I am writing to thank you for our pleasant trip. We really enjoyed our stay in Valdemarsvik. Everything was perfect and according to our plan. Our nice feelings and experiences were increased by beautiful weather. I want to thank especially to Mr. Robert Taszarek for perfect service, patience and willingness.
Peter Zajac
Chciałabym serdecznie podziękować za pomoc i współpracę w zorganizowaniu naszego wyjazdu nad jezioro Fiolen. Jesteśmy naprawdę bardzo zadowoleni. Miejsce urocze, ciche, spokojne, no i ten domek nad samą wodą :-) Najważniejsze, że dopisały i pogoda, i ryby. To już drugi wyjazd za Państwa pośrednictwem i drugi bardzo udany. Do tego stopnia, że zastanawiamy się, czy jesienią nie wybrać się ponownie na któreś ze szwedzkich łowisk. Jeszcze raz dziękuję za profesjonalną obsługę i pozdrawiam :-)
Iwona Sudoł
Dobry wieczór! Właśnie wróciłem z wyprawy zorganizowanej przez Państwa biuro do Szwecji na jezioro Sommen. Muszę pogratulować wyboru tego miejsca i Państwu, i sobie. Warunki pobytu wspaniałe, domek o wysokim standardzie, bardzo komfortowy. Jezioro piękne i niezwykle rybne, podzieliło się swoim bogactwem z nami. Łowiliśmy kilkadziesiąt szczupaków dziennie, okonie tylko jako przyłów, w sumie kilka, ale za to prawie każdy powyżej 40 cm. Jedynym mankamentem były dwie łodzie wędkarskie na 6 osób. Trudno spinningować z w sumie niewielkiej łodzi w trzy osoby. Myślę, że powinny być w takim przypadku trzy łodzie. Gospodarze bardzo sympatyczni (Mona) i pomocni.
Andrzej Pióro
Chcę podziękować za możliwość przeżycia wędkarskiej przygody w szkierach Gryt. Dosyć długo wędkuję (30 lat), ale w tak krótkim czasie tylu ryb jeszcze nie złapałem. Kolega, który jest na zdjęciach, złowił 4 ponadmetrowe szczupaki, ja dwóch dziesiątek niestety do łódki nie doholowałem. Ale z kilku złapanych osiemdziesiątek jestem zadowolony, jak również z dorodnych okoni (największy miał 1,90 kg, najmniejszy 1,30 kg). W trójkę złowiliśmy około setki szczupaków. Jeszcze raz bardzo dziękuję firmie Eventur, na pewno skorzystam z Państwa usług. Moi koledzy po obejrzeniu zdjęć i nakręconego przeze mnie filmu (ponad 2,5 godziny) już zamieniają się w łaskawe baranki przy swoich żonach i dziewczynach, by móc pojechać na taką wyprawę. Na promie spotkałem Marka Szymańskiego (mamy wspólnego znajomego, zna też mojego kuzyna z Olsztyna, który organizuje od wielu lat wyprawy do Mongolii). Co do uwag - u Michaela są dwie łódki, są za płytkie, przy silniejszym wietrze nie są wygodne, silniki mają za mało mocy. Poza tym wszystko jest OK. W załączniku przesyłam 4 zdjęcia. Jeśli tylko będę w W-wie, pozwolę sobie odwiedzić Pana i pańskich przyjaciół w firmie.
Wiesiek Zaranek
Nasza wyprawa zaczęła sie 19 kwietnia, a więc wtedy, gdy szczupaki zgrupowane były jeszcz wyspowo. Pełni optymizmu zjechaliśmy z promu i udaliśmy się w stronę naszego miejsca przeznaczenia, tzn. nad j. Fiolen. Po przybyciu na miejsce miłe zaskoczenie: krajobraz jak z bajki, totalne odludzie, zaledwie parę domów i nasz, usytuowany tuż nad brzegiem naprzeciwko przepięknej wyspy. Domek miał mały pokój gościnny, małą sypialnię, odremontowaną łazienkę i co najważniejsze saunę na zewnątrz - nic dodać nic ująć. Gospodarze, przemili ludzie objaśnili nam zasady połowu i obsługę łodzi motorowej z silnikiem spalinowym. Do naszej dyspozycji pozostawili także małe kanu do zwiedzania sąsiednich jezior. No i nad wodę! Pierwsze kontakty z rybami mamy po zlokalizowaniu górek i miejsc z drobnicą. Najważniejsze spostrzeżenia mamy po obserwacji jedynego wędkarza, którego widzieliśmy nad Fiolen przez cały pobyt i który łowił z kanu i znał jezioro i miejsca pobytu ryb. Po około 30 min mamy pierwszą rybę - szczupak połakomił się na dużego ripera w kolorach naturalnych, ma ok. 80 cm i waży 5 kg - piękna ryba. Przez następne dni obławiamy tylko wytyczone miejsca i łowimy dziennie po kilka dużych ryb w granicach 6-8 kg, brania są na głębokiej wodzie, największą rybę wyciągam po dwóch dniach - ma 92 cm i waży 8,30 - coś niesamowitego. Mój kolega Marcin wyciąga najdłuższego szczupaka na naszym wyjeździe - ma równo 96 cm przy wadze 7,80. Brań mniejszych szczupaków mamy po kilkanaście dziennie i sprawiają nam niesamowitą radość. W czasie naszego pobytu zwiedzamy przepiękne jezioro położone od naszego miejsca zaledwie 15 minut drogi przez las: jest cudowne z licznymi zatokami i bujną roślinnością podwodną. Brak cywilizacji i totalna cisza sprawiają, że był to jeden z naszych najprzyjemniejszych dni pobytu. Szczupaki w tym jeziorze były prawdopodobnie po tarle, dlatego łapaliśmy je na płytkich łąkach z kanu przy samym brzegu - dominowały sztuki w przedziale 2-3 kg. W trzecim dniu naszego pobytu udaliśmy się nad potok Alsteran - najlepsze łowisko pstrąga potokowego w Szwecji: krajobraz jak z bajki, wytyczone miejsca parkingowe. Resztę drogi - ok. 1 km - pokonujemy pieszo. To, co nas spotyka na miejscu, pomijając stado łosi przechadzające się koło naszego samochodu, przyprawia nas o zawrót głowy - przepiękny leśny potok, cisza i duże, naprawdę duże potokowce. Po kilku godzinach możemy pochwalić się 5 potokowcami, w tym największy mój ma 58 cm (samiec). Powiem szczerze, był to jeden z moich najbardziej udanych pobytów w Szwecji, a byłem tu już kilka razy. Miłym zaskoczeniem była obsługa biura Eventur Fishing - to pełen profesjonalizm: opis łowiska i dostępność telefoniczna, która pomogła mi podczas pobytu zorganizować wyjazd na inne łowiska bez straty cennego czasu.
Wojciech Słowik
Nasza 7-dniowa wyprawa na pstrągi odbyła się na przełomie kwietnia i maja na łowisku Alsteran w Szwecji. Wyprawa okazała się bardzo udana, jeśli chodzi o złapane potokowce, a także warunki, jakie zapewnili nam bardzo opiekuńczych gospodarze łowiska. Gorąco polecam spragnionym zaciętej walki z dzikim pstrągiem potokowym. Gorące dzięki dla Eventur Fishing za profesjonalną organizację wyjazdu.
Marek Lechowski
W czerwcu 2007 roku z grupą kolegów (łącznie 15 osób) wybraliśmy się do rekomendowanego przez Eventur ośrodka wędkarskiego w Helnessund. Bogactwo ryb i piękno natury oraz to, że byliśmy już za kołem polarnym, sprawiły, że tej wyprawy nie zapomnimy do końca życia. Warunki zakwaterowania bardzo dobre, niezawodny sprzęt (łodzie z mocnymi silnikami, echosonda, GPS) i życzliwi gospodarze - to ogromne atuty ośrodka w Helnessund. Łapaliśmy głównie dorsze, choć sporo było również innych gatunków ryb, takich jak: czarniaki, plamiaki, rdzawce, molwy i brosmy oraz 2 halibuty. Największą rybą wyprawy był 13-kilogramowy dorsz i 9-kilogramowy halibut. Ryb o wadze 3-4 kilogramy nikt nie liczył.
Jarosław Fordoński
W związku z odbytą wyprawą nad jezioro Miörn, organizowaną przez Państwa we wrześniu 2007 r. pragnę w imieniu wszystkich uczestników podziękować za sprawną i profesjonalną obsługę oraz przede wszystkim za dostarczenie niezapomnianych wrażeń związanych z wędkowaniem. Rzetelna oferta potwierdza się w trakcie jej realizowania, a najważniejszym jej argumentem są oczywiście duże ryby. I tak ten miły początek kontaktów z Waszą firmą pewnie stanie się tradycją, gdyż z wielką przyjemnością wezmę udział w wyprawie organizowanej przez Eventur Fishing w roku przyszłym i latach następnych.
Maciek Chlebicki z Kłodzka
W ostatecznym wyborze miejsca pomógł nam kolega Maciek Rogowiecki z Eventur Fishing, za którego rekomendacją zdecydowaliśmy się na wyjazd na wyspę Gardsholmen, leżącą w Zatoce Syrsan. Nie możemy również zapomnieć o wyczynach naszego forumowicza Phali, który w miejscu tym zaliczył kilka pięknych ryb, w tym szczupaki powyżej metra. Pomimo ciągle zmieniającej się pogody i słabego żerowania szczupaków, wyjazd uważamy za udany. Każdy z nas miał szczęście wyholowania przynajmniej jednej dużej ryby. Było ciężko, ale nasza ciągła praca i doświadczenie pozwoliły w osiągnięciu dobrych wyników. Na pewno jeszcze raz odwiedzimy zatokę Syrsan. Znając już troszkę tę wodę, będziemy mieli szansę na osiągnięcie lepszych wyników. Na koniec chciałbym jeszcze raz podziękować naszemu forumowemu koledze Phalacrocoraxowi za pomoc w teoretycznym rozpracowaniu łowiska. Ponadto chcemy również podziękować Eventur Fishing za wzorową organizację wyjazdu. Warunki były wyśmienite, łodzie świetnie przygotowane.
Pełną relację z wyprawy czytaj na www.jerkbait.pl.
Sebastian "rognis_oko" Kalkowski
Co więcej, (jak to mówią, lepiej późno niż wcale), chciałbym w imieniu swoim i grupy biorącej udział w wyjeździe do Polarsirkelen podziękować za podpowiedzenie i zaproponowanie tego łowiska. Praktycznie wszystko, na co możemy mieć wpływ i czego w trakcie takiego wyjazdu można oczekiwać od organizatora, było NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE. Począwszy od zakwaterowania poprzez sprzęt pływający, łowisko, a także pomieszczenia do sprawiania ryb, szatnia i suszarnia odzieży a co najważniejsze, bardzo miła, zawsze gotowa do pomocy i służenia radą obsługa - wszystko to na 5+. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym troszkę nie marudził, ale jedyne, na co mogę ponarzekać, to pogoda. Mieliśmy pecha, bowiem w terminie naszego wyjazdu nastąpił w Szwecji i Norwegii nagły powrót zimy i mieliśmy okazję na własne oczy zobaczyć, po co tak długie tyczki wyznaczają zimową drogę. Postaram się w najbliższych dniach przesłać parę zdjęć nie tylko złowionych ryb, ale także drogi. Mieliśmy również i szczęście, i wyczucie, że przedłużyliśmy pobyt do 11 dni. Gdyby nie to, tylko dwa razy wypłynęlibyśmy na wodę. Pomijając warunki pogodowe, był to jeden z najbardziej udanych naszych wyjazdów.
Maciej Chmielewski
Decyzja zapadła na początku roku - jedziemy! Troszkę ta Kanada daleko, ale damy radę - w końcu należymy do twardych wędkarzy. Pierwszy kontakt z Evertur Fishing utwierdził nas w tej decyzji - pojedziemy na spotkanie z wielkimi i walecznymi rybami (jesiotry, łososie). Pod koniec sierpnia byliśmy już w samolocie (9,5 godz. lotu z Londynu do Vancouver) i następnego dnia spotkaliśmy się z Chrisem - naszym rewelacyjnym przewodnikiem. W ramach opłaty dostaliśmy na miejscu hotel, łódź z najwyższej klasy sprzętem do połowu jesiotrów oraz bezcenną całodniową opiekę przewodnika. Ryby były niesamowite - ogromne, bardzo mocne i skaczące, a nie ma nic bardziej ekscytującego niż taniec na ogonie 2-metrowej ryby. Zrobiliśmy sobie zdjęcia (zasada no kill!) z 89 jesiotrami (4 wędkarzy, 8 dni), z których największy miał 238 cm i ok. 130-140 kg. Większość (70%) ryb była w przedziale 120-180 cm. A wszystko to w urokliwej scenerii doliny rzeki Fraser - rzeki o długości 1300 km, miejscami bardzo szerokiej, a gdzie indziej bardzo wąskiej - 20 m, ale głębokiej na 100 m - płynącej wśród gór i lasów Kanady pachnącej żywicą.
Roman Richter

Podróże po Polsce